sobota, 28 listopada 2009

Wyginam śmiało ciało

Jak się okazuje brzuch może służyć do różnych celów: jedni są brzuchomówcami, inni rozkoszują się jedzeniem, ale są też tacy, którzy nim potrząsają ku uciesze widowni. Co ciekawe takie „taneczne potrząsanie” pochodzi z Egiptu, jeszcze z czasów starożytnych i było istotnym elementem kultu bogini Izydy. Tancerki pełniły ważną rolę w starożytnych rytuałach i ceremoniach, i zostały uwiecznione na wielu płaskorzeźbach z hieroglifami.

Dzisiejszy taniec brzucha, czyli taniec orientalny, to przede wszystkim wynik zderzenia kultury Egiptu z europejską w XVII i XIX wieku. Zmysłowe ruchy tancerek, które łączą elementy tańca ludowego, cygańskiego i tureckiego, rozpalały i wciąż rozpalają wyobraźnię nie tylko europejczyków. Taniec, który wygląda tak lekko i wykonywany jest jakby od niechcenia wymaga jednak sporego wysiłku fizycznego i wyćwiczenia wielu grup mięśni. Egipcjanki mają go niemal we krwi - często w czasie występów egipskie dziewczynki wybiegają na scenę i poruszają się w podobny sposób, jak tancerka. Kiedy szukałam filmów na You Tube trafiłam na kilka, w których tancerkami są zwykłe kobiety z Bliskiego Wschodu, którym akurat w czasie gotowania przyszła ochota na taki orientalny taniec ;)

Taniec arabski ze względu na swoją zmysłowość jest jednak naznaczony pewnym piętnem, dlatego wykonywany jest gównie w hotelach oraz w ośrodkach turystycznych. Pomimo, że jest to jedna z atrakcji turystycznych, w Kairze nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie można zobaczyć pokaz. Najlepsze tancerki i tancerze występują w pięciogwiazdkowych hotelach, gdzie ceny są różnież pięciogwiazdkowe. W centrum Kairu jest jeszcze kilka nocnych klubów, ale zostałam uprzedzona, że nie są to najbardziej odpowiednie dla mnie miejsca.





Coraz częściej tancerze z innych kultur doprowadzają taniec orientalny do perfekcji. Jedną z nich jest Ewa Szymala ze Śląska. „Jest zjawiskowa niczym wschód słońca nad Zatoką Perską. Bardziej tajemnicza niż egipski sfinks...” – piszą o niej znawcy.
Więcej o Ewie i jej tańcu możecie przeczytać tutaj.

Przeczytaj także:
Kolorowy zawrót głowy, czyli wirujący derwisze
Yalla Habibi

czwartek, 26 listopada 2009

Eid el Adha

Jeżeli właśnie jesteś w Kairze, lub dowolnym innym mieście islamskim, niech Cię nie zdziwi widok owiec – stojących obok drogi, przewożonych małymi samochodami dostawczymi czy wręcz hodowanych na dachach budynków mieszkalnych. Już kilka tygodni temu, w budynku zaraz koło mojego domu, zaczęto hodować owce i muszę przyznać, że nie są to najprzyjemniejsze doznania dla sąsiadów. No cóż ... takie święto.



Eid el Adha, Uczta Poświęcenia, obchodzona 10-tego dnia miesiąca Dh-al-Hajj i kończy hajj – najważniejszą coroczną pielgrzymkę do Mekki. Jest to święto poświęcenia przez Abrahama pierworodnego syna. Co ciekawe zgodnie z Biblią złożony w ofierze miał zostać Izaak, podczas gdy muzułmanie uważają, że poświęcony miał zostać Ismail - syn, który dał początek wielu ludom Arabii. Abraham nie zawahał się i na prośbę Boga gotów był poświęcić życie syna, ale Pan zesłał anioła, który go powstrzymał i polecił zabić barana zamiast niego. Aby uczcić to wydarzenie muzułmanie zabijają owce lub jeżeli mogą sobie na to pozwolić – krowy. Rodzina zatrzymuje jedną trzecią część mięsa, jedna trzecia przekazywana jest krewnym, a pozostała część dystrybuowana wśród ubogich.

Jeżeli rodzina ma miejsce, aby trzymać zwierzęta, wówczas kupuje owce lub krowy przed Eid, aby je podtuczyć. Jest to bardzo popularne w Kairze, więc beczenie dochodzące z dachów lub balkonów nie jest przed Eid niczym nadzwyczajnym. Zabicia zwierzęcia dokonują rzeźnicy, którzy robią to w specjalny rytualny sposób (zwierzę ma podrzynane gardło i wykrwawia się). W czasie Eid krążą oni po ulicach wykrzykując „gazzar”. W ubiegłym roku Eid spędziliśmy na pustyni, ale w tym roku zobaczymy jak obchodzone jest to święto w Kairze.


Eid el Adha; Oaza Siwa

O świcie odprawiana jest specjalna modlitwa, po której spożywane jest świąteczne śniadanie złożone z mięsa, ryżu z sosem oraz chleba namoczonego w rosole. Dzieci otrzymują nowe ubrania, w których chętnie paradują po ulicach.

Kollo sana wa enti tayyeba!
Wesołych Świąt!

PS. Niedawno nie mogliśmy spać ze względu na euforię po wygranym w Kairze meczu z Agierią (więcej), a dziś ... w sąsiednim domu muuuuuuczy krowa (choć mieszkamy w środku miasta). A gdzie cisza nocna?

Przeczytaj także:
Pora na hadż
Księżycowy kalendarz Hirji

środa, 25 listopada 2009

Jeszcze dwa dni życia ...



cdn.

PS. Może wzorem polskiej akcji "Uwolnić karpia" zorganizować akcję uwalniania baranów ;)

poniedziałek, 23 listopada 2009

Druga wojna futbolowa

Lata 60-te XX wieku. Ameryka Południowa. Honduras i Salwador coraz bardziej spierają się o los salwadorskich rolników osiedlających się w Hondurasie. Napięcie rośnie, rządy denerwują się, a życie toczy się dalej, czego wynikiem są mecze piłkarskie obu reprezentacji. Przed pierwszym meczem kibice gospodarzy urządzają ogromną balangę pod hotelem, w którym nocują goście. Goście nie zmrużyli oka, więc następnego dnia grają słabo i przegrywają. Po jakimś czasie trzeba rozegrać mecz rewanżowy w Salwadorze, gdzie sytuacja jest niemal identyczna i Honduras przegrywa mecz. Czara goryczy zostaje przelana, dochodzi do strzałów na granicy i 14 lipca 1969 roku do akcji wkraczają armie obu krajów, przez co ostatecznie ginie około 3000 osób.

Rok 2009. Sobota 14 listopada – jeden z ostatnich dni rozgrywek eliminacji Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Dzień wcześniej w Kairze rozpoczyna się nękanie reprezentacji Algierii. Przed hotelem, w którym nocują algierczycy urządzona jest podobna impreza, jak ta 40 lat wcześniej w stolicy Hondurasu. Algierczycy nie śpią, a autobus, którym poruszają się zawodnicy jest obrzucony kamieniami, które ranią kilu zawodników. Gracze nie zmrużyli oka, więc grają słabo i przegrywają 2:0. Taki wynik wymusza rozegranie meczu dodatkowego, tym razem w stolicy Sudanu. Egipcjanie są w euforii po wygranej w Kairze, a Algierczycy w bardzo bojowych nastrojach po ataku na ich piłkarzy. Prezydent Algierii organizuje samoloty wojskowe dla kibiców, które na dzień przed meczem transportują około 10 tysięcy kibiców do Chartumu. Cel jest jeden – odegrać się za upokorzenie w Kairze. Prezydent Sudanu przekazuje kibicom Algierii 10 tysięcy darmowych biletów na mecz. Ceny noży w Chartumie rosną sześciokrotnie. Algierscy kibice są rozlokowani w prowizorycznych namiotach na wielu skwerach Chartumu i otrzymują wojskowe racje żywnościowe przywiezione z Algierii. Przedstawiciele obu drużyn spotykają się przed meczem u prezydenta Sudanu, ale nie dochodzi do uścisku dłoni obu reprezentantów – napięcie sięga zenitu. Ostatecznie Algierczycy wygrywają 1:0, świętują i rozpoczynają się walki pomiędzy zwaśnionymi kibicami. W Kairze ludzie nie potrafią zrozumieć, dlaczego ludzie z arabskiej Algierii atakują ludzi z arabskiego Egiptu. Dochodzi do demonstracji przed ambasadami w obu stolicach, ambasadorowie wzywani są na dywanik i odwoływani do rodzimych krajów, palone są flagi narodowe, niszczone wszelkie symbole „wrogiego” kraju, plądrowane są przedstawicielstwa egipskich firm w Algierii, a egipska firma Orascom jest wezwana przez algierskiego fiskusa do zapłacenia 600 milionów dolarów rzekomo zaległego podatku. Dobrze, że oba kraje nie graniczą ze sobą, bo mogłoby dojść do krwawych zamieszek.

Pozostaje tylko pytanie – kto pierwszy wyciągnie rękę na zgodę?

O piłkarskich emocjach między Egiptem a Algierią możecie przeczytać także na Algierskim Blogu

niedziela, 22 listopada 2009

Pora na hadż

Dzisiaj jest 5-ty dzień Dh-al-Hajj 1430 roku, czyli 22 listopada 2009 roku. Kilka dni temu rozpoczął się Dh-al-hajj – ostatni miesiąc islamskiego księżycowego kalendarza Hijri (więcej). Miesiąc, w którym miliony muzułmanów wyruszają na hadż - największą coroczną pielgrzymkę do Mekki. Hadż jest jednym z pięciu filarów islamu, obok:
- shahadah – wyznania wiary,
- salat – modlitwy pięć razy dziennie,
- zakat – jałmużny dla biednych,
- sawm – postu w czasie Ramadanu.

Pielgrzymka jest nie tylko obowiązkiem wierzących, czy przeżyciem duchowym, ale zgodnie z islamem powoduje oczyszczenie z grzechów. Dlatego jeszcze przed wyjazdem pielgrzymi oczyszczają ciało i ubierają specjalny biały strój - ihram (więcej).

Aby zapanować nad ogromną liczbą pielgrzymów władze Arabii Saudyjskiej każdego roku wydają określoną liczbę wiz (w ubiegłym roku na hadż przyjechało 3 miliony pielgrzymów). Wprowadzone zostały ograniczenia ilościowe "tysiąc wiz na milion mieszkańców" danego kraju oraz wprowadzono licencje dla 265 biur podróży na jego organizację. Nie ma już możliwości indywidualnego wyjazdu na pielgrzymkę. W tym roku ze względu na świńską grypę rząd egipski wprowadził dodatkowe ograniczenia ilościowe dla swoich rodaków i nakazał obowiązkowe szczepienia na tę grypę.

Po powrocie z Mekki wiele osób dekoruje swoje domy malowidłami pokazującymi sceny z Mekki i środki transportu, jakimi udali się w podróż. W tym roku nakładem AUC ukazał się album "Hajj Paintings" pokazujący zdjęcia tych ciekawych malowideł (więcej).





Przeczytaj także:
Co najmniej raz w życiu
Hadż i ihram
Mekka dla wybranych
Kalendarz księżycowy Hirji

piątek, 20 listopada 2009

Śladami wydarzeń biblijnych

Nie zapomnę widoku z góry Nebo w Jordanii – taki sam widok tysiące lat temu roztaczał się przed Mojżeszem. Widok ziemi obiecanej – Mojżesz był już tak blisko, a nigdy na niej nie stanął.


Odległości z Góry Nebo do różnych miejsc w regionie; zdjęcie: Wikipedia

Podróżując lubię czytać o miejscach, które odwiedzam. Poznawać ich historię, aby lepiej zrozumieć co się tam działo. Po powrocie z Jordanii, jakby na moją prośbę ukazała się książka „Exodus – śladami wydarzń biblijnych”, której autor wychodząc od hipotezy, że Biblia ma ogromną wartość historyczną próbuje odnaleźć opisane w niej miejsca i połączyć odkrycia archeologiczne z opisanymi w Biblii wydarzeniami. Teraz, mieszkając w Egipcie, znowu wróciłam do tej książki. Jakże inaczej się ją czyta mając przed oczyma widziane stosunkowo niedawno piramidy w Sakkarze, krajobrazy półwyspu Synaj czy okolic Morza Czerwonego.

Autor wysuwa wiele ciekawych hipotez. Czy rzeczywiście biblijny Józef, syn Jakuba, był Imhotepem – egipskim namiestnikiem, który dla faraona Dżersera wybudował piramidę schodkową w Sakkarze? Pierwszą piramidę zbudowaną z ciosanego kamienia! Czy to możliwe, że wiedzę budowlaną „przyniósł” ze sobą z Mezopotamii? Czy ogromne pomieszczenia z wysokimi kolumnami znajdujące się tuż obok piramidy w Sakkarze, które obecnie uznawane są za grobowce, choć w niczym nie przypominają ówczesnych miejsc pochówku, mogły być magazynem na zboże, w którym przez „7 lat tłustych” gromadzono zbiory na przepowiedziane we śnie faraona kolejne „7 lat chudych”? Czy hieroglif, który interpretowany jest jako tron pokazuje fragment maszyny-dźwigu, która służyła do podnoszenia bloków skalnych przy budowie piramidy?


Piramida schodkowa w Sakkarze

Minęło już tyle wieków, że nigdy nie będziemy mieli 100-proc. pewności jak było naprawdę. Dla mnie jednak stawiane przez autora tezy i uzasadnienie są bardziej prawdopodobne niż hipotezy o ufoludkach, które wylądowały tu przed tysiącami lat i nauczyły ludzi budować kamienne piramidy. A co Wy o tym sądzicie? Wszystkim, którzy choć raz byli na Bliskim Wschodzie (który jest kolebką trzech wielkich religii) - w Egipcie, Jordanii, czy Izraelu gorąco polecam tę lekturę.

dr Lennart Moller "Exodus, śladami wydarzeń biblijnych" - opis książki


Przeczytaj także:
Nowe odkrycia w Sakkarze

czwartek, 19 listopada 2009

Mam Cię!

... jak się okazuje nie tylko my obserwujemy, możemy być także obserwowani!






Zobacz także:
Fiat 125 z klimatyzacją
Arabskie cyfry
Wrócimy jutro, inshaAllach!

poniedziałek, 16 listopada 2009

Z notatnika Chrisa: Sudan - Zaginione miasta dawnej cywilizacji

Podróże po terenie dawnego państwa Kusz prowadzą drogami oddalonymi od asfaltowych szlaków. Około 40 kilometrów od Meroe (więcej) w stronę Chartumu warto zjechać nieco na południe i przedrzeć się przez sawannę w głąb lądu. Na tutejszych piaszczystych drogach napotykamy rdzennych Sudańczyków pilnujących stad kóz i krów, mijamy stoiska z wodą pitną, która w plastikowych kanistrach czeka na spragnionych pasterzy i podróżników, zachwycamy się widokiem afrykańskich gór, wokół których rozsiane są charakterystycznie rozłożyste drzewa. Do pełni szczęścia brakuje tylko słoni i żyraf, które dość dawno temu wyprowadziły się bardziej na południe Czarnego Lądu.

Pierwszym napotkanych miastem starożytnym jest Musawarat. Znajduje się tu świątynia „Lwów” odnowiona w latach sześćdziesiątych przez archeologów z NRD. Trzeba przyznać, że wykonali oni kawał dobrej, solidnej niemieckiej roboty, ponieważ świątynia w doskonałym stanie stoi do dziś. Na ścianach wewnętrznych aż roi się od scen, w których bogowie i nubijscy faraonowie pokonują wrogów, świętują, ucztują, polują i załatwiają sprawy wagi państwowej. To właśnie w tej świątyni przedstawiono scenę przymierza zawartego pomiędzy państwemami: Kusz a Górnym i Dolnym Egiptem. Zewnętrzne ściany świątyni udekorowane są płaskorzeźbami najważniejszych bóstw i faraonów, których wspaniałe czyny opisują wyryte obok hieroglify. Obok świątyni Lwów, znajduje się też cały kompleks innych świątyń gdzie wpływy sztuki egipskiej pojawiają się na każdym kroku.



Kilkanaście kilometrów od Musawarat położona jest osada Naga, która była przed wiekami celem pielgrzymek okolicznej ludności. W tym miejscu znajduje się przepiękna świątynia, udekorowana niezliczoną ilością płaskorzeźb i hieroglifów. W dobrym stanie zachował się też stół ofiarny znajdujący się w ostatniej komnacie świątyni. Stół wykonano z niemal białego kamienia i wyryto na nim kartusze z imionami dawnych Czarnych Faraonów. Obok świątyni znajduje się kolejny kompleks ze świątynią podobną do tej z Musuwarat. Tutaj jednak przy wejściu wyryto sceny tryumfu faraonów z Kusz nad którymś wrogich krajów, którego ludność całymi tuzinami jest ścinana wielkim mieczem.





Dawne historie pozostawione dla potomnych na ścianach świątyń kontrastują z tym, co dzieje się obecnie wokół nich. Tutejsza ludność zajmuje się wyłącznie wypasem zwierząt i niekończącymi się rozmowami, a turyści docierają tu niezwykle rzadko. Po dawnych miastach nie pozostało nic więcej, a współcześni obywatele mieszkają w namiotach lub szałasach i jedynie okoliczne góry świadome są wspaniałego dziedzictwa pozostawionego przez starożytnych mieszkających tu niemal 3000 lat temu.

sobota, 14 listopada 2009

Piłkarska gorączka!

Tym razem "o wszystko" nie grają Polacy, lecz Egipcjanie. Do szczęścia i awansu do Mistrzostw Świata w piłce nożnej potrzebują dzisiaj mocnego zwycięstwa nad Algierią, na przykład 3:0 lub … 4:1.

Czy się uda? Egipcjanie wierzą, że tak i od kilku dni żyją meczem wywieszając flagi narodowe gdzie się tylko da, szczególnie na samochodach. Jeżdżą po mieście z flagami i radośnie trąbią. Flagi można było kupić od kilku dni, a ich cena rosła od kilkunastu funtów niecały tydzień temu do kilkudziesięciu funtów dzisiaj, kiedy napięcie sięgnęło zenitu!

Już za kilkadziesiąt minut wszystko będzie jasne – albo będzie totalna euforia albo kompletna rozpacz.







Tutaj zobaczycie, co w tym czasie działo się w Algierii

PS. Egipcjanie wygrali 2:0 i choć w związku z tym czeka ich jeszcze jeden mecz z Algierią na neutralnym gruncie szaleństwo ogarnęło miasto. Na ulicach tańczą wszyscy (mężczyźni) - widziałam nawet tańczącego policjanta w mundurze. Ulice są pełne samochodów, które klaksonami wygrywają pieśń zwycięstwa i jak tak dalej będą świętować, to do rana nie zmrużymy oka.

Przeczytaj także:
Druga wojna futbolowa

piątek, 13 listopada 2009

Kawa po egipsku?

Egipcjanie piją kawę mocną i słodką, ale w wielu restauracjach jest wybór: ahwa, czyli espresso z cukrem, oraz Nescafe, pod którą to nazwą kryje się kawa rozpuszczalna dowolnego gatunku. Tak więc zamówiliśmy „ahwa wahda”, czyli jedną kawę i 3 Nescafe z mlekiem. Nasze zdziwienie wywołali Egipcjanie, którzy do restauracji przynieśli swoje termosy z kawą. Po niemal godzinie oczekiwania sami zaczęliśmy żałować, że nie przyszliśmy z termosami. No cóż ... Nie byliśmy na tyle przewidujący.

Ale przyniesiona kawa przerosła nasze oczekiwania – dostaliśmy:
1 kubek z cukrem,
3 dzbanki z mlekiem,
3 puste kubki
3 ekspresowe (!) torebki z rozpuszczalną kawą marki "Misr* Cafe".
To na taką kawę czekaliśmy ponad godzinę?

* Misr – po arabsku Egipt

Ps. I na koniec zagadka: gdzie tak ekspresowo serwują taką kawę? Podpowiedź na zdjęciu. Ten po lewej stronie ulotki, to król zwierząt.
A do wygrania: torebka kawy marki "Misr Cafe" ;)


Przeczytaj także:
Prażona kukurydza
Policyjna restauracja
Tort dla niezdecydowanych

czwartek, 12 listopada 2009

Z notatnika Chrisa: Piramidy Czarnych Faraonów

Muszę zacząć od prostego, ale ważnego dla tej wyprawy, zdania: UDAŁO SIĘ !!! Wyjazd do sudańskich piramid nie jest misją nie do spełnienia, ale samo załatwianie formalności trwa kilka dni. Będąc w Chartumie należy najpierw zarejestrować na policji paszport, a potem zdobyć pozwolenie od wojska i innej policji na wyjazd z miasta, co trwa przynajmniej trzy dni. Bez tego na rogatkach Chartumu można co najwyżej zawrócić z powrotem.

Tak więc pozwolenie zostało zdobyte, rogatki miasta przekroczone i ruszyliśmy wzdłuż Nilu na północny-wschód. Droga wiedzie pośród terenów, które od czasu do czasu porastają krzewy i nieco trawy, więc dość często mijaliśmy przechadzające się wielbłądy, kozy i osły. Są to zwierzęta na pół dzikie, ponieważ ludzie i samochody nie są im obce, ale z drugiej strony nie posiadają żadnego właściciela z gatunku Homo Sapiens.



Mijając wielbłądy, ciężarówki i inne elementy krajobrazu dotarliśmy w końcu do dawnej stolicy państwa Kusz, zwanej dziś Meroe. Cywilizacja ta swą obecność tutaj rozpoczęła około IX wieku p.n.e. Państwo Kusz miało bardzo silne związki z Egiptem, czego dowody widoczne są do dziś na wielu ścianach świątyń. Tutejsi faraonowie stosowali egipskie hieroglify, upraszali o łaski tych samych bogów, mieli podobne stroje i podobny styl w sztuce co Egipt. Na niektórych płaskorzeźbach można doszukać się też scen zawierania przymierza pomiędzy Czarnymi Faraonami Kusz a Faraonami Egiptu. Z badań historycznych wynika, że oba państwa niejednokrotnie wspierały się też militarnie.



Z czasem Kusz stało państwem coraz bardziej niezależnym kulturowo, i w tym stanie przetrwało do IV wieku n.e. kiedy to uległo wojskom Abisynii. Po dawnych faraonach pozostały jednak wspaniałe piramidy wzniesione głównie w mieście Meroe. Nie są tak ogromne jak piramidy egipskie, ale mimo wszystko robią ogromne wrażenie. W Meroe doliczono się pięćdziesięciu piramid. Wszystkie stoją na czarnych wzgórzach pilnując zagadek przeszłości i tajemnic Czarnych Faraonów.

wtorek, 10 listopada 2009

Lunch time

Jest 11.00 rano. Na ulicach coraz ciaśniej, szczególnie na chodnikach i krawężnikach. Zaczyna się pora lunchu. Na każdym niemal rogu znajduje się uliczna mikro-restauracja. Czasami to kolorowy drewaniany wózek, a czasami niewielka wnęka wciśnięta pomiędzy inne sklepy, w której na gorącym oleju smażona jest taamija, czyli kotlety z bobu, którymi między innymi nadziewany jest egipski chleb-kieszonka. Nie można zapomnieć o plasterku ogórka czy pomidora, czy piklowanych warzywach. Nierzadko taka kanapka zawijana jest następnie w gazetę – i już, gotowe! Można zajadać! A wszystko za 2-3 funty (1,5 – 2 złote).



A jedzą wszyscy i wszędzie. Zazwyczaj przycupną gdzieś na chodniku, stworzą grupę wokół metalowych talerzy wypełnionych tak popularnymi tutaj pastami: hummusem (z ciecierzycy, oleju i pasty sezamowej), fulem (z bobu) czy babaganusz (z bakłażanów), w których maczają chleb-kieszonkę. Co więcej często zapraszają innych do wspólnego jedzenia. Niektóre mikro-restauracje są oblegane bardziej, a inne mniej, ale najbardziej zaskakuje mnie jedna. Ilekroć tam przechodzę około godz. 11-12 jest zawsze otoczona przez sporą grupę mężczyzn, którzy wykrzykują, przepychają się, machają pieniędzmi, aby jak szybciej zapłacić. Czyżby to była najlepsza restauracja w mieście? Nigdy nie starczyło mi jednak odwagi, aby zrobić im zdjęcie, a już tym bardziej stanąć z nimi w szranki, aby wywalczyć swój lunch.





Przeczytaj także:
Gdy widzę słodycze ...
Czas na herbatę
Gąski, gąski do domu!

niedziela, 8 listopada 2009

Drzwi Symboli

Jakże różnią się kościoły koptyjskie, od tych które znamy z naszego kraju. Mniejsze, bardziej mroczne, z ikonostasem i motywem krzyża koptyjskiego, jako głównym elementem dekoracyjnym. Często formy, które wydają nam się jedynie ażurowym ornamentem zawierają głębsze przesłanie - konkretną interpretację. Ich odczytywanie przypomina mi trochę rozszyfrowywanie hieroglifów, tym bardziej że koptyjscy mnichowie są dumni, że są potomkami faraonów (więcej). Oglądając drzwi w klasztorze As-Surijan w Wadi Natrun zwróciliśmy uwagę na symbol swastyki, ale do czasu, kiedy otrzymaliśmy od znajomego Kopta zdjęcie z objaśnieniem poszczególnych symboli nie zdawaliśmy sobie sprawy, że mogą one kryć aż tyle znaczeń ...


Ikonostas w klasztorze As-Surijan w Wadi Natrun

Sześcioskrzydłowe Drzwi Symboli w klasztorze As-Surijan pochodzą z X wieku, a ich symbolikę odnoszącą się do historii chrześcijaństwa należy odczytywać z góry do dołu (patrz zdjęcie poniżej - zdjęcie można powiększyć. Aby łatwiej było sprawdzać poszczególne znaczenia proponuję otworzyć zdjęcie w jednym oknie przeglądarki oraz otworzyć drugie okno z treścią posta.)

1. Wizerunki: Jezusa i Maryji, po ich prawej stronie przedstawiciele kościoła aleksandryjskiego, w tym św. Marka, a po lewej stronie przedstawiciele kościoła aniocheńskiego. Ikony pokazują z jednej strony łączącą wszystkich jedną wiarę, lecz jednocześnie rozłam pomiędzy dwoma kościołami.

2. Harmonijnie przeplatające się równoramienne krzyże wpisane w koło obrazują silną wiarę i jedność Kościoła oraz rozprzestrzenianie się jego nauki w pierwszym etapie ery chrześcijaństwa.

3. Sześć wyraźnie wyodrębnionych krzyży otoczonych kołami stanowi zobrazownie epoki rzymskiej od czasów panowania cesarza Konstantyna i powstawanie wielkich centrów chrześcijaństwa.


Od tego miejsca zaczyna się robić coraz ciekawiej:
4. Obok symbolu krzyża pojawiają się półksiężyce, co symbolizuje pojawienie się islamu. Jeden centralny krzyż podkreśla jedność i siłę wiary Chrystusowej wobec ekspansji nowej religii.

5. Ta część odnosi się do religii chrześcijańskiej jeszcze przed narodzeniem się islamu. Swastyka, czyli krzyż z pozaginanymi ramionami, jest symbolem powstawania i szerzenia się herezji.

6. Krzyży jest coraz więcej i stają się coraz mniejsze, giną w sieci kół i kwadratów – religia ulega osłabieniu i coraz większym podziałom doktrynalnym.

7. Zapowiedź wydarzeń Końca Świata i pojawienie się znaku Bożego na niebie w dniach ostatecznych – równoramienny krzyż stanowi wyraźne centrum i wraz z powstałą wokół niego aurą obrazuje ponowną jedność Chrześcijan i ich zmartwychstanie.

Mnie to bardzo zaintrygowało. Jeżeli doczytaliście do tego miejsca sprawdzając symbole na zdjęciu, to znaczy, że czasami warto się trochę potrudzić ;)

Pogłębiona interpretacja powyższych symboli znajduje się w książce Izy Smolińskiej „Symbolika krzyża w arabskojęzycznej literaturze i obrzędowości Koptów”.

* * *
Przeczytaj także:
Potomkowie faraonów
Koptyjski krzyż
Koptyjskie miejsca w Egipcie cz.1 cz.2 cz.3

piątek, 6 listopada 2009

W Afryce rodzi się nowy ocean

Czy Afryka rozpadnie się na dwie części? Aktywność wulkaniczna w północnej Etiopii może tego dowodzić - mówią geolodzy. Cztery lata temu powstał tam ogromny uskok, który dosłownie przedzielił etiopską pustynię.

To co dzieje się w Etiopii, ma być początkiem tworzenia się nowego oceanu. Początkiem końca Afryki, jaką znamy. W tym tygodniu naukowcy z całego świata potwierdzili, że procesy wulkaniczne, które zachodzą pod etiopską szczeliną są niemal identyczne z tymi, które zachodzą na dnie oceanów i prawdopodobnie są początkiem tworzenia się nowego morza.

Źródło: gazeta.pl; cały tekst znajdziecie tutaj

* * *

Zobacz także:
Kącik podróżnika, czyli to warto zobaczyć

czwartek, 5 listopada 2009

Czas na zakupy

Po odwiedzeniu Khan al Khali, czyli obowiązkowego punktu każdej wycieczki do Kairu, czas zapuścić się w bardziej lokalne okolice, a tam skarbów jest bez liku ...


Drażetki pakowane i ozdabiane na wszystkie możliwe sposoby, czyli odpowiednik naszych bombonierek. Doskonałe na prezent.


Dla ukochanej, czy ukochanego, można kupić poduszkę z jej/jego imieniem. Niestety "Ania mafish", czyli o poduszce ze swoim imieniem mogę tylko pomarzyć ...


Czy to sklep z bielizną?


A na deser ... czas na lody ;)

środa, 4 listopada 2009

W poszukiwaniu lokalnego kolorytu

Najbardziej reprezentacyjnym bazarem w Kairze jest Khan al Khalili, założony już w 1382 roku. To miejsce jak z bajki, lśniące złotem, srebrem i mosiądzem wabiącym do mrocznych wnętrz sklepików. Pachnące korzennymi przyprawami wystawionymi w ogromnych workach. Z labirytem uliczek, wśród których można się zagubić, i za każdym razem odkryć coś nowego: warsztat, w którym zdobione są mosiężne talerze, czy moje ulubione pudełka inkrustowane masą perłową, przepiękne plansze do Backgammona, czy sklepy ze starociami pełne leciwych aparatów fotograficznych i gramofonów. Tutaj jak przed wiekami kwitnie tradycyjne rzemiosło. Miejsce magiczne.



Lubię tam spacerować o różnych porach dnia. Zarówno rano, kiedy wszystko budzi się do życia, gdy sprzedawcy otwierają żelazne rolety i zajęci rozkładaniem towaru nie mają możliwości zachwalania swoich towarów, jak i wieczorem, kiedy tradycyjne lampy rozświetlają mrok i tworzą atmosferę, jak ze Skarbca Alladyna. Jednak ze względu na dużą ilość turystów i sprzedawców, u których „za patrzenie się nie płaci i wszystko jest niemal za darmo”, przynajmniej do czasu wejścia do sklepu, jeszcze bardziej lubię zapuścić się w mniejsze, lokalne uliczki i tam poszukać tutejszych ciekawostek. O tym jednak następnym razem ...



Przeczytaj także:
Al Alamein, czyli Dwa Światy
Wirujący derwisze
Zakupowe szaleństwo

poniedziałek, 2 listopada 2009

Mroczne opowieści

Pamiętacie baśnie Braci Grimm czy Andersena? Mroczne, straszne, tajemnicze ... Czasami aż chciało się schować pod kołdrę, aby nie wystawał nawet czubek najmniejszego palca u nogi. Strach ma przecież takie wielkie oczy ... a przecież jakiś wilk, czy czarownica mogły przyczaić się w kącie pokoju ... Lecz pomimo to prosiliśmy rodziców „poczytaj mi jeszcze ...”

Gdy nasz mały turysta miał dwa lata odkrył przygody Scooby Doo. Trząsł się ze strachu, chował za naszymi plecami, ale ... oglądał! Nie można było odciągnąć go od telewizora, a próby wyłączenia telewizji kończyły się łkaniem z rozpaczy. Kiedy duchy zaczęły „towarzyszyć mu także we śnie” skończyliśmy na jakiś czas ze Scoobym. Ale co zrobić, gdy dzieci uwielbiają się bać, a obcowanie ze strachami pozwala im oswoić lęki? Opowieści o Drakuli, spanie w namiocie i kąpiele w rwących górskich strumieniach – tyle właśnie zapamiętał nasz mały turysta z wakacji w Rumunii.

I tym jest właśnie Halloween dla dzieci: spotkaniem z demonami, które okazują się wcale nie takie straszne. W ubiegłym roku przejście przez tunel strachu, gdzie w mrocznej atmosferze znienacka wyskakiwały dzieci przebrane za duchy i straszydła, było dla Wojtka nie lada wyzwaniem. W tym roku stwierdził, że wcale się nie bał ... A zabawy było co niemiara: poszukiwanie pająków w obślizgłych substancjach, demoniczne tatuaże czy samodzielne dekorowanie ciastek – to tylko wybrane atrakcje. I co najważniejsze było to prawdziwie rodzinne wydarzenie – rodzice także poprzebierali się za czarownice, Drakulę czy wampiry. I choć w ubiegłym roku miałam obiekcje, czy w naszej kulturze Halloween jest świętem, które powinniśmy obchodzić, w tym roku wszyscy na nie czekaliśmy i wspólnie przygotowywaliśmy szkolne dekoracje. Kiedy za oknem wciąż świeci słońce, a temperatury oscylują wokół 25-30 stopni Celsjusza, aż trudno oswoić się z myślą, że właśnie rozpoczął się listopad ...



PS. Bardzo cenię nostalgię i zadumę, które w naszej kulturze towarzyszą Świętu Zmarłych i za nic nie chciałabym zamienić tego święta na Halloween, ale mieszkając w tak egzotycznym kraju nie wyobrażam sobie tego dnia spędzonego na modlitwie pośród tutejszych grobów ...

Przeczytaj także:
Strachy na Lachy
Egipski stwór
Mały podróżnik w Muzeum Kairskim

niedziela, 1 listopada 2009

Śródmieście kontrastów

Gdy Ismail Pasza przejmował w 1863 roku władzę, Kair był właściwie średniowiecznym miastem, którego układ niewiele się zmienił w ciągu 500 lat. Wykształcony we Francji kedyw postanowił przekształcić stolicę w nowoczesne i modne miasto, mogące się równać z Paryżem. Zamiast jednak uporządkować starą zabudowę, zaczął osuszać podmokłe tereny leżące między Starym Kairem a Nilem i budować całkiem nowe miasto. To, co stworzył, stało się śródmieściem i dumą Kairu.
"Egipt" - przewodnik Wiedzy i Życia



Niestety piękne XIX- wieczne kamienice są obecnie mocno zaniedbane, ale i tak ich przykryta kurzem uroda stanowi kontrast do toczącego się tutaj życia. Z jednej strony mieszczą się tutaj luksusowe hotele i restauracje, w których nadal panuje mroczna XIX-wieczna atmosfera, a z drugiej wielu ludzi żyje za zaledwie kilka funtów dziennie i nie stać ich nawet na kosheri (ryż, makaron i soczewica z sosem pomidorowym), którego najtańsza wersja kosztuje 3 funty (około 2 złotych).





Przeczytaj także:
Al Alamein, czyli dwa światy
Życie na łodziach
Wyprawa na wyspę

piątek, 30 października 2009

Staroegipskie kody - kartusze

Czytanie hieroglifów wymaga pewnego wysiłku intelektualnego, ponieważ te same znaki oznaczają litery, jak i poszczególne wyrazy, a kombinacje kilku hieroglifów zupełnie inne wyrazy. Dlatego najlepiej jest zacząć od czytania imion, które łatwo wyłowić z tekstów, ponieważ pisane były w kartuszach, czyli specjalnych obwódkach.

Egipcjanie wierzyli, że imię człowieka na równi z duszą, jest dowodem ludzkiej egzystencji. Imiona kryły wielką siłę, a wypowiadanie imienia zmarłego zapewniało mu wieczny żywot. Dlatego w tekstach grobowych powtarzają się wersety zawierające imię zmarłego, które w ten sposób utrwalane bylo na wieki. Na załączonym zdjęciu widać, jak często imię Teti - faraona z I dynastii zapisane zostało wewnątrz jego piramidy w Sakkarze. Warto zwrócić uwagę, że starożytni Egipcjanie, podobnie jak Arabowie czy Żydzi zapisywali głównie spółgłoski, często pomijając wymawiane przez nich samogłoski, tak więc imię faraona Teti zapisywali jako: TTI.



Litery potrzebne do oczytania imienia Teti (patrz zdjęcie powyżej):
- litera "T" oznaczająca także chleb;
- litera "I" będąca również symbolem kwitnącej trzciny.

Naukę czytania hieroglifów należałoby jednak rozpocząć od słonecznego dysku, który oznacza "słońce" oraz imię boga słońca "RA". Imię boga RA występuje w wielu kartuszach, bo niemal każy faraon chciał być jak bóg RA, stąd imię "RAmzes" oznacza "Zrodzony z RA".

Kaczka oznacza wyraz „syn” oraz litery: "SA", a połączenie kaczki i słonecznego dysku czytane jest „SA-RA” i oznacza jednocześnie "syna boga RA". Znaki wyobrażające ludzi lub zwierzęta zwrócone są zawsze głowami w stronę początku tekstu, co ułatwia rozpoznanie kierunku czytania (w tym przypadku imię SARA czytamy od prawej do lewej, ale gdyby zostało zapisane jako odbicie lustrzane czytalibyśmy je od lewej do prawej).

I na koniec imię Khufu – faraona - twórcy największej piramidy, która do czasu wybudowania wieży Eiffela była największą budowlą na świecie. Imię Cheops, którym posługujemy się w języku polskim, jest spopularyzowanym przez Herodota greckim odpowiednikiem imienia Khufu.



A teraz proponuję powrócić do poprzedniego postu o hieroglifach (tutaj) i sprawdzić, jakie znaki potrafimy już rozpoznać ;)

Zainteresowanych tematem oraz wybierającym się do Egiptu zachęcamy do lektury:
Janice Kamrin "Ancient Egyptian Hieroglyphs, a practical guide"

wtorek, 27 października 2009

Przyszła jesień ...

Po fali upałów, jakie męczyły nas jeszcze tydzień, czy półtora tygodnia temu do Doliny Muminków przyszła jesień. Wczoraj rano zachmurzyło się i nawet pokropiło kilka razy, co jest nie lada wydarzeniem, bo ostatni raz padało chyba w lutym. Po deszczu wyrosły nawet grzyby – smakowitych gatunków ;)



... a dziś, jak co dzień, świeci słońce ;)
Ciekawe, czy w tym roku spadnie jeszcze deszcz?

poniedziałek, 26 października 2009

Ekspedycja ekstremalna, czyli rowerem przez Afrykę

"Nikt, przy biurku siedząc, pojąć nie mógł, jak ktoś rowerem, bez żadnej eskorty, bez karawany wielbłądów mógł dotrzeć od południa do odległej Maradah, tej szmaragdowej wyspy rzuconej na bezkres Pustyni Libijskiej"
- pisał w jednym z listów z Trypolitanii (obecnie Libia) Kazimierz Nowak

Był rok 1931. Kazimierz Nowak wyrusza w samotną wyprawę z północy na południe Afryki i z powrotem. Wyrusza autobusem z Poznania, później pociągiem przez Europę, statkiem przez przez Morze Śródziemne, a dalej już samotnie: Libia, Egipt i tak aż do Przylądka Igielnego, pomimo skromnych funduszy i bagażu mieszczącego się na 7-letnim wówczas rowerze. W ciągu 5 lat pokona 40 tys. km pieszo, rowerem, konno oraz czółnem. Pierwszy człowiek na świecie, który odważył się na tak ekstremalną wyprawę. Swoją podróż dokumentuje cyklem reportaży publikowanym w polskiej i niemieckiej prasie i dziesięcioma tysiącami zdjęć pokazującymi prawdziwe oblicze afrykańskiego kontynentu.


Zdjęcie: Wikipedia

Przenieśmy się teraz we współczesne czasy – mamy rok 2009. Za 9 dni rozpoczyna się wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka, której celem jest wierne odtworzenie wędrówki podróżnika z wykorzystaniem tych samych środków transportu. Pokonywanie rowerem pustyni, czy afrykańskiego buszu jest nielada wyzwaniem nawet w dobie telefonów satelitarnych, czy GPS-ów. A jakże samotny i zdany na własne siły i łaskę - niełaskę żywiołów musiał czuć się ten wielki podróżnik?

Trzymamy kciuki i będziemy śledzić relacje z wyprawy!
Relacja on-line (od 4 listopada br)

Tym, których zainteresowała sylwetka Kazimierza Nowaka polecamy:
Serwis poświęcony osobie podróżnika i jego wyprawie
Afryka Nowaka, czyli wyprawa śladami podróżnika

Książki:
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd – zbiór reportaży i listów z Afryki
Afryka Kazika – przygody podróżnika w wersji dla dzieci

Książki dopiero zamówiłam, więc nie podzielę się jeszcze wrażeniami. Pewnie dotrą do mnie w podobnym czasie, jak sztafeta śladami Nowaka dotrze do Egiptu ;)

sobota, 24 października 2009

Na początku było słowo …

Na początku były tylko słowa i historie przekazywane z pokolenia na pokolenie, a potem bóg Toth przekazał ludziom znaki zwane Hieroglifami, za pomocą których pozwolono im zapisywać słowa – tak twierdzili starożytni Egipcjanie, określając datę przekazania im pisma jako czas około 3200 roku p.n.e.

Wielu zastanawia się, czemu ludzie nad Nilem zaczęli stosować pismo tak późno, skoro starożytna cywilizacja istniała tu o wiele wcześniej. Jedni widzą w tym wielką tajemnicę, za którą kryją się zielone ludziki, które pewnego pięknego dnia przyleciały z innej planety i wyedukowały kilku Homo Sapiens. Inni - naturalną kolej rzeczy, która sprawiła, że pismo stało się konieczne dopiero na pewnym etapie rozwoju cywilizacyjnego.

Tak więc, z ufoludkami lub bez nich, Egipcjanie odkryli, że wymawiane zgłoski można zapisywać układając je w słowa, a słowa dalej w zdania. Na swoje potrzeby określili 24 znaki - litery, a do tego dołożyli garść znaków - ideogramów określających całe słowa. Z biegiem czasu liczba liter zwiększyła się o kolejne 7, a liczba ideogramów o całe setki – miało to miejsce przede wszystkim w ostatnich trzech stuleciach p.n.e., kiedy Egiptem rządzili Grecy. Potem alfabet hieroglificzny zamieniono na grecki, a dalej arabowie skutecznie pozbyli się całej egipskiej spuścizny. Dopiero wojska Napoleona w mieście Rosetta odnalazły słynny kamień opisujący tę samą treść w trzech alfabetach, dzięki czemu ludzie na nowo nauczyli się odczytywać hieroglify.

My także postanowiliśmy odkryć, co kryją tajemnicze znaczki umieszczone na starożytnych budowlach nad Nilem. Okazało się, że jest to i łatwe i trudne. Łatwe, ponieważ można nauczyć się hieroglificznych liter oraz ideogramów i odczytywać zapisaną nimi treść, ale z drugiej strony treść zapisana tysiące lat temu niekoniecznie musi być łatwa do zrozumienia po upływie tylu lat – trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że współcześnie myślimy i postrzegamy świat w zupełnie inny sposób niż robili to starożytni. Do tego Egipcjanie zapisywali hieroglify bez ścisłych reguł, co oznacza, że zdania można było pisać od lewej do prawej, od prawej do lewej, z góry na dół lub odwrotnie, a nawet od środka linii w prawo o potem z tego samego miejsca w lewo. No i jak? Proste jak drut!

... ciąg dalszy tutaj

* * *

Przeczytaj także:
Świątynia prawie egipska
Cyfry, arabskie?
Arab czy Egipcjanin?

środa, 21 października 2009

Kamienne lasy

Pustynia położona na zachód od Kairu leży w granicach państwa egipskiego, ale przez geografów nazywana jest Pustynią Libijską. W połowie drogi pomiędzy Nilem a granicą egipsko-libijską kończą się góry i dalej, aż do samej granicy, jest już tylko piasek. W Libii jest podobnie – cała południowo-wschodnia część kraju to Wielkie Morze Piasku, przez które przechodzi tylko jedna droga, którą przemierzają wyłącznie pracownicy firm paliwowych i wojsko.

W czasie ostatniej wyprawy do egipskiej oazy Siwa, zapuściliśmy się w rejony położone około 40 km na południe od niej. Przemierzając piaskowe wydmy, po których nasz samochód zjeżdżał jak z wielkich śnieżnych gór, przebijaliśmy się, kilometr po kilometrze, w głąb piaskowych fal. Część pasażerów naszego wehikułu piszczała ze strachu, część zamykała oczy, a pozostali kurczowo trzymali się foteli, ale jak zwykle potwierdziło się, że Toyota Land Cruiser jest pojazdem wręcz stworzonym do afrykańskich bezdroży. W końcu wyjechaliśmy na spore wypłaszczenie, na którym zauważyliśmy porozrzucane białe kółka. Były to skamieniałe (a dokładnie zwapnione) pozostałości morskich stworzeń mieszkających tu przed milionami lat. Obecnie zatopione są w wapienne podłoże, z którego pustynny wiatr je systematycznie wypłukuje.



Dalej ruszyliśmy nieco na wschód i po kilkunastu kilometrach dotarliśmy do doliny, na której dnie spoczywały kamienne drzewa. Dawnymi czasy miejsce to było granicą morza i lądu, gdzie po jednej stronie skorupiaki pluskały się w ciepłych wodach, a po drugiej stronie prastary tropikalny las porastał Afrykę. Wspaniałe drzewa z czasem zniknęły pod powierzchnią lądu i pozamieniały się w skamieliny, na których dzisiaj doskonale widoczna jest struktura drewna oraz kształt samych drzew. Pozornie drzewa wyglądają bardzo naturalnie i dopiero, kiedy się je dotknie nabiera się pewności, że są to już jednak kamienie.


Skamieniałe pnie palm

Takich miejsc na całej Pustyni Libijskiej są dziesiątki – kilka kilometrów od doliny skamieniałych drzew natknęliśmy się na kolejną wręcz bliźniaczą dolinę, w której spoczywają nieśmiertelne drzewa. Dalej na zachód, na terenie Libii jest podobnie – pustynny las od pradawnych wieków nieprzerwanie urozmaica krajobraz północnej Afryki.

Przeczytaj także:
Skarbiec Jaskiniowców
Wieloryby na pustyni
Czarna i Biała Pustynia

poniedziałek, 19 października 2009

Na haj łeju, czyli nasze szoki codzienne

... i znowu miało być o czymś innym, ale barwna rzeczywistość zdominowała nasze życie. A to pewnie jeszcze nie koniec!

Jak wiecie od tygodnia mamy nowego kierowcę, który tradycyjnie nie zna dzielnicy, w której mieszkamy. A nie jest łatwo! Same gwiaździście rozchodzące się ronda, na dodatek wyglądające niemalże tak samo. I tak już piąty, czy szósty raz w tym roku pokazuję punkty charakterystyczne i kierunki ... Bo to przecież takie śmieszne, że proszę aby kierowca zapamiętał, gdzie jest posterunek policji, aby później wiedział, gdzie skręcić. No cóż ... teraz widzę, jak niełatwy jest zawód nauczyciela, szczególnie jeżeli uczniowie nie grzeszą inteligencją.

Ale nowy kierowca jest naprawdę wyjątkowy! Dwa dni temu miał nas o dziesiątej wieczorem odwieźć do domu, ale nie odbierał telefonu, bo ... w tym czasie modlił się w meczecie. Ale za to jak już niemal dojeżdżaliśmy taksówką do domu, to zapewniał nas telefoniczie, że był blisko, bo meczet, w którym się modlił jest przecież tuż koło Opery. Dzień później miał odebrać Chrisa z pracy i znowu pech – akurat robił zakupy w Carrefourze! I znowu był tak zajęty, że przez pół godziny nie mogł odebrać telefonu! I co z tego, że za każdym razem słyszymy „Sorry”, z którego kompletnie nic nie wynika. Ale dlaczego dzisiaj zamiast jechać prostą drogą do celu objechaliśmy wszystkie okoliczne ulice – tego już chyba nigdy nie zrozumiem. Przecież nie ma taksometru, aby mu płacić za przejechane kilometry ...

... a na haj łeju (high way – z angielskiego autostrada) zawsze mnie zaskakuje, co tym razem będą przewozić kreatywni kierowcy ;)



Przeczytaj także:
... taki amerykański!
Historie przydrożne
Ile słoni zmieści się w Małym Fiacie

piątek, 16 października 2009

Szok kulturowy

Kair jest egzotycznym miastem. Dla mnie to wrota do prawdziwej Afryki. Na głównych ulicach jest asfalt w znacznie lepszym stanie niż w Polsce, ale wystarczy zagłębić się w uliczki starego Kairu, aby iść po klepisku polewanym regularnie wodą (wraz z nogami przechodzących ;), aby mniej się kurzyło. Kolorowo pomalowane samochody, ludzie czy wielbłądy jadące na pace, nieoznakowane spowalniacze na ulicach, przez które można stracić podwozie, sklepy z żywym drobiem ...



Pierwsze tygodnie to zachwyt, przeżywanie każdej przygody ... Patrz, patrz ... widziałeś? A tam – zobacz, jaki stary samochód ... A tam, patrz! Jedzie na rowerze ... w galabiji. Jednak to, co na początku bawi – bariera językowa, niedotrzymywanie terminów przez tutejszych mieszkańców, czy bukra inshaAllah powoli zaczyna przeszkadzać. Kończy się „miesiąc miodowy”, a zaczyna codzienne życie. To właśnie nazywa się szokiem kulturowym, który zazwyczaj przychodzi pomiędzy 3 - 6 miesiącem pobytu w nowym kraju.



Mija już półtora roku odkąd przyjechaliśmy. Znam niemal każdą uliczkę w swojej okolicy (i nie tylko ;). Uczę jak gdzie dojechać naszego kolejnego kierowcę ... chyba już piątego czy szóstego w tym roku (straciłam już nawet rachubę). Potrafię uzyskać potrzebne informacje na ulicy trochę mniej wymachując rękami ... Czasami zachowuję się już jak Egipcjanka: patrzę ponad młodymi mężczyznami, a przede wszystkim oduczam się wpojonej nam przez komunizm zasady, że każdy jest równy. W Egipcie panuje system kastowy – tutaj każdy zna swoje miejsce i tego należy się trzymać. I należy wymagać – jeżeli raz się odpuści, to nie dość że następnym razem więcej rzeczy zostanie źle lub nie zostanie wykonanych, ale jeszcze stracimy szacunek w oczach pracującej dla nas osoby. Tak więc co jakiś czas trzeba pokazać, kto tu rządzi!

Ale jest przecież tyle rzeczy, których nie doceniamy na co dzień, a których będzie nam brakowało po powrocie do kraju: pracownik sklepu pakujący zakupy i niosący je za nami do samochodu za 1 funta (około 60 groszy). Tutaj wręcz nie wypada samemu nosić zakupów. Zakupy na telefon z dowolnego sklepu, księgarni czy nawet apteki o każdej porze dnia, czy nocy. Prasowacz na telefon, zabierający za niewielką opłatą ubrania i przywożący je po kilku godzinach wyprasowane. Bawaab siedzący cały dzień przed domem i pilnujący, aby nikt się tu nie kręcił, czy wreszcie taksówki, na które codziennie narzekamy, a które dostarczają nam tylu przygód i co więcej wożą nas niemal za jeden uśmiech, czyli średnio za 5 funtów (3 złote) po całej dzielnicy.



I choć muszę przyznać, że czasami coś mnie wyprowadzi z równowagi, ale Szoku Kulturowego na szczęście, jak nie było, tak nie ma!

Ps. Dzisiaj nasz nowy kierowca, który jeździ z nami dopiero trzeci dzień chciał mnie wyręczyć w zakupie baterii w kiosku, ale przecież tyle potrafię jeszcze zrobić sama ;)

Ps1. Jeżeli mieszkacie za granicą podzielcie się proszę opiniami, czy przeżyliście szok kulturowy i co Wam najbardziej przeszkadzało.


Przeczytaj także:
Wrócimy jutro, inshaAllah!
Z dostawą do domu
Taxi

czwartek, 15 października 2009

Polonia w Egipcie

Spotkajmy się w Kairze:
1. sobota 17 października, godz. 20.00; Opera House
Kairska Orkiestra Symfoniczna pod batutą Hisham Gabr.
4ta Symfonia Czajkowskiego

2. piątek 23 października, godz. 16.00 - spotkanie w Ambasadzie RP organizowane przez Związek Rodzin Polsko-Egipskich
temat: Podróże po Afryce
Adres Ambasady
szczegóły pod adresem: syriusz58@hotmail.com

Przydatne linki:
Ambasada RP w Kairze
Związek Rodzin Polsko-Egipskich
Magazyn polonijny "Polonez"

* * *

Wydarzenia kulturalne w Kairze - przydatne linki
(dostępne także z menu po prawej strony bloga):
icrock
Cairo Live Events Guide
Whatzzup Cairo (wymaga stworzenia konta i zalogowania)
Whats on When
Sphinx Festival
Sound and Light

poniedziałek, 12 października 2009

Egipt nie chce, by kobiety zasłaniały twarz

Wypowiedź szejka Saida Muhammada Tantawi, jednego z największych autorytetów świata islamu, szefa kairskiego uniwersytetu Al Azhar, że kobiety islamu nie powinny nosić nikabu zasłaniającego twarz wywołała prawdziwą burzę w Egipcie. Niemal przez cały dzień można zobaczyć w telewizji gorące dyskusje na ten temat. Największymi przeciwnikami tego zakazu są Bracia Muzułmanie - ogranizacja religijna odrzucająca zachodnie wpływy i dążąca do umocnienia pozycji islamu.

Zainteresowanym tematem polecam artykuł: Egipt nie chce, by kobiety zasłaniały twarz



Przeczytaj także:
Raport "The Middle East Media Research Institute" o zakrywaniu twarzy przez uczennice wiejskich szkół w Egipcie
Egypt: Niqab Ban Stirs Controversy

sobota, 10 października 2009

Z notatnika Chrisa: Kije do jedzenia, czyli sudańskie przysmaki

Październik w Chartumie zaczyna przynosić ulgę po letnich upałach. Jeszcze tydzień temu temperatury sięgały codziennie 40 stopni Celsjusza, a teraz gdy przyszło ochłodzenie jest już tylko 35 stopni. Zimą temperatura w ciągu dnia spadnie tu do 25 stopni i wszyscy będą nieco marznąć.

Korzystając z przyjemnej pogody wybrałem się na mój ulubiony bazar, na drugą stronę Nilu, do Omdurmanu. Sam przejazd przez Nil jest rodzajem magicznego przeżycia, kiedy widać Nil Biały i Nil Błękitny łączące się w jedną ogromną rzekę, która o tej porze roku leniwie snuje się w stronę Egiptu. Za kilka miesięcy pora deszczowa na południu Sudanu przyniesie ogromne masy wody, a Nil po raz kolejny zmieni się w ogromnego wodnego węża.

Bazar Al-Aswak w Omdurmanie ma do zaoferowania, jak zwykle wszystko. Można tu zamówić buty na miarę, które wykonane zostaną ze skóry węża lub krokodyla. Dalej ciągną się sklepy z kolorowymi drobiazgami dla dzieci, za nimi są stosy obuwia i ubrań, tradycyjne chleby i daktyle, a pomiędzy kupującymi przemykają roznosiciele kawy i herbaty oraz riksze. Dałem się namówić na zakup kijów – i nie były to kije do golfa lub popędzania osła, ale do jedzenia. Kije te są lokalnym przysmakiem, ponieważ zawarty w nich sok jest bardzo słodki, a Sudańczycy potrafią nawet odróżnić, który kij w smaku jest słodszy. Ja jakoś tego nie rozróżniłem – moim zdaniem zawartość cukru była w nich jednakowa, ale to w końcu lokalni mieszkańcy znają się na tym najlepiej. Poprosiłem więc o jeden woreczek słodkiego drewna – sprzedawca sprawnym ruchem okorował łodygę dość dużym nożem, a następnie pociął całość na mniejsze kawałki. Okazało się że faktycznie jest to słodkie. Po zaciśnięciu zębów na kawałku łodygi, wypływa z niej słodki sok przypominający w smaku sok z gruszek. Dowiedziałem się też, że jeśli łodyga jest miękka to można łatwo wyciskać sok, ale przy twardszych kawałkach trzeba tę łodygę skrobać zębami i wówczas sok wypływa powoli kropla po kropli. Tak więc jest to przysmak dla cierpliwych ludzi o mocnych zębach, którego nazwa to oczywiście trzcina cukrowa.




Przeczytaj także:
Krokodyla kup mi luby!
Przybysz z Egiptu w Chartumie
Kącik podróżnika, czyli to warto zobaczyć

piątek, 9 października 2009

Z notatnika expata: pierwszy egzamin

Nasz mały turysta ma dopiero 5 lat, a wczoraj miał już pierwszy egzamin w szkole. Egzamin, to może za dużo powiedziane, bo było to dyktando, ale za to po angielsku! Jestem z niego dumna - dostał 6 punktów na 8 możliwych. Dostałby o jeden więcej, ale pomylił się i w jednym z wyrazów napisał odbicie lustrzane litery „s”. Z tego powodu mylą mu się także „b” z „d”. Mam nadzieję, że z czasem mu to przejdzie ...

A propos angielskich dyktand przypomniała mi się historia koleżanki, której córki przez lata mieszkania za granicą chodziły do międzynarodowych szkół. Pewnego dnia jedna z nich przyszła do mamy z prośbą, aby pomogła jej w przygotowaniach do dyktanda i czytała angielskie wyrazy. Koleżanka się zgodziła, ale po przeczytaniu zaledwie kilku z nich córka stwierdziła:
„Mamo, ale Ty nie umiesz mowić po angielsku. Ja Cię wcale nie rozumiem! Lepiej poproszę moją siostrę ...”

Niestety w naszym przypadku jest za późno na naukę brytyjskiego akcentu ... tak więc pewnie przyjdzie taki dzień, kiedy nasz mały turysta zacznie nas poprawiać ;)

czwartek, 8 października 2009

Gąski, gąski do domu!

Jednym z egipskich przysmaków są pieczone, nadziewane ryżem gołębie. Aż do dziś nie byłam do nich przekonana, ale ... właśnie dziś na Khan al Khalili, w bardzo lokalnej restauracji, którą wielu turystów ominęłoby szerokim łukiem, miałam okazję doświadczyć, jak mogą być pyszne. Stara zasada Podróżnika mówi: „Stołować należy się w restauracjach tłumnie obleganych przez tubylców. Oni nie mogą się mylić!” I tak też zrobiliśmy. Specjalnie dla nas dostawiono stolik w przejściu między budynkami, bo zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, nie było nawet jednego wolnego miejsca. Muszę dodać, że wszyscy goście jedli tylko i wyłącznie pieczone gołębie popijając rosołem z ... gołębi, oczywiście :) I kiedy tak się zajadaliśmy znajomy zapytał:
- Ciekawe skąd mają tyle gołębi?

Upsss... Wtedy przypomniało mi się, co wczoraj przeczytałam w październikowym wydaniu „Egypt Today”:
„Zgodnie ze statystykami WHO opublikowanymi w ostatnim miesiącu, spośród 87 zanotowanych przypadków ptasiej grypy, 27 było śmiertelnych. W większości przypadków byli to dorośli i starsze dzieci narażone na zarażenie od ptaków na dachach i podwórzach”.

Na szczęście nie można się zarazić przez zjedzenie pieczonego mięsa, którego i tak w gołębiach jest jak na lekarstwo. Przykro mi się tylko zrobiło, bo lubię patrzeć, jak o zachodzie słońca nad dachami starego Kairu gołębie zaganiane są do gołębników (to te duże ażurowe pudła). Zresztą zobaczcie sami:



PS. Z cytowanego powyżej artykułu ("Anatomy of an Academic Year") wynika, że w Egipcie obowiązuje zakaz sprzedawania żywego drobiu, ale podczas dzisiejszego spaceru po lokalnej części Khan żywe kury, czy kaczki spotkałam w bardzo wielu sklepach ...

Przeczytaj także:
Egypt Today
Indyk na wynos
Gdy widzę słodycze