wtorek, 30 grudnia 2008

Blog roku 2008

Postanowiłam spróbować i zgłosiłam nasz blog.
Trzymajcie kciuki i głosujcie!
Więcej szczegółów już wkrótce.
http://www.blogroku.pl/kronikiegipskie,gvzy4,blog.html

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Mekka dla wybranych

Hadż, czyli pielgrzymka do Mekki, jest jednym z pięciu filarów islamu. Każdy muzułmanin zobowiązany jest odbyć tę pielgrzymkę przynajmniej raz w życiu. Odbywa się ona w dniach 7-13 dwunastego miesiąca muzułmańskiego (al-hidżdża) według obrzędów ustalonych prez Mahometa. W tym roku uczestniczyło w nim 3 miliony muzułmanów, a byłoby ich jeszcze więcej, gdyby nie reglamentacja przepustek. Pierwszeństwo miały osoby, które jechały na pielgrzmkę po raz pierwszy.

Szczególnie polecam lekturę i zdjęcia(!) artykułu "Mekka dla wybranych", który opublikowany został w świąteczym wydaniu Przekroju:
- artykuł "Mekka dla wybranych",
- zdjęcia "Przynajmniej raz w życiu".

czwartek, 25 grudnia 2008

Republika Wyobraźni

Nie trzeba daleko jechać, aby odkryć coś niezwykłego. Czasem wystarczy dobrze się rozejrzeć. W jednym z miast Pomorza Zachodniego - Mirosławcu jest Republika Wyobraźni. Naprawdę trzeba było mieć wyobraźnię ...



wtorek, 23 grudnia 2008

Świątecznie ...

Za oknem wciąż ciepło, choć Wojtek marzył chociaż o małym bałwanku. Dobrze, że choinka nie zawiodła i pięknie rozświetla wcale nie egipskie ciemności :)



W tej świątecznej atmosferze chcemy Wam życzyć
smakowitych, tradycyjnych, polsko-rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia (nawet jeżeli spędzacie je w najbardziej egzotycznych zakątkach świata) i samych tylko powodów do radości, miłości
i szczęścia w nadchodzącym 2009 Roku!

PS. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak nam teraz wszystko smakuje. A ile zapachów jest w zwyczajnym sklepie mięsnym pełnym wieprzowiny :)) Jaki wybór jogurtów ... Serek wiejski to największy rarytas w przeciwieństwie do słonych egipskich twarogów. Uczmy się doceniać, to co mamy!
W Nowym Roku życzymy Wam także wielu nowych odkryć i to nie tylko na egzotycznych wycieczkach!

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Sentymentalny pasztecik

Jest takie magiczne miejsce, gdzie czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu. Zawsze, gdy jestem w Szczecinie, staram się wybrać w podróż sentymentalną na „pasztecika z barszczem”. Jako dziecko jadłam je w punkcie gastronomicznym naprzeciwko kina Kosmos. Później bar przeniesiono w al. Wojska Polskiego naprzeciwko hotelu Gryf, gdzie do dziś na ścianie jest ta sama mozaika z rybami. Cudnie! Później szkoła średnia, studia … i zawsze nieodłączny pasztecik z barszczem.


Zdjęcia niestety nie są najlepsze, wykonane telefonem, choć aby oddać atmosferę powinny być raczej zrobione leciwą Cmieną

I nie jest to taki zwyczajny pasztecik – do jego produkcji wykorzystywana jest maszyna, którą wiele lat temu sprowadzono z ówczesnego Związku Radzieckiego, a która miała służyć celom wojskowym. Jedyna taka maszyna w naszym kraju! Paszteciki w czasie pieczenia poruszają się na ruchomych platformach, by na koniec „wyskoczyć” wprost do specjalnego pojemnika.

Aż trudno uwierzyć, że szczecińskie paszteciki niebawem obchodzić będą 40 urodziny. Kiedy były one największym hitem, prawie symbolem Szczecina, o Pizzy Hut, KFC, czy innych fast foodach nikt nawet nie marzył. I choć tyle lat minęło bar wciąż ma ten sam wystrój i klimat. Z sentymentem wspominam pełne absurdu czasy popijając barszczem słynne paszteciki.



Nasz mały turysta Wojtek także w nich zasmakował – szczególnie w ich chrupiącej części. Pomimo, że kupiliśmy mu album „Rekwizyty” ze zdjęciami Chrisa Niedenthala z komunistycznej Polski nigdy nie uwierzy, że aby kupić pomarańcze, czy banany trzeba było stać całą noc w kolejce.

Więcej o szczecińskich pasztecikach i Pani Bogusławie

niedziela, 21 grudnia 2008

Uwaga żubry!

Przynajmniej dwa razy w roku, na każde Święta, pokonujemy tę trasę. Pamiętam, jak kilka lat temu Chris po raz pierwszy zobaczył w szczerym polu, na pograniczu Pomorza Zachodniego i Wielkopolski, znak - "Zwolnij! Żubry", to z Wojtkiem dość długo podśmiewywaliśmy się: "Tak, tak ... żubry ... oczywiście ..." Do czasu, aż następnym razem sami go zobaczyliśmy. Do dziś budzi on naszą wesołość - w końcu żubry nie mieszkają na każdym polskim polu!



PS. Sprawdziliśmy dzisiaj w internecie - w Nadleśnictwie Wałcz rzeczywiście żyją żubry!

PS1. Całkiem rączy ten żubr na znaku :)

piątek, 19 grudnia 2008

Świąteczna ryba


Wigilia tuż tuż, więc czas na rybę.
Tym razem nie karp, ale za to prosto z Kairu :)
A jak przybrany!

wtorek, 16 grudnia 2008

Rowerem przez oazę!




Dalsza eksploracja Egiptu zaprowadziła nas tym razem na skraj Wielkiego Morza Piasku. Dotarliśmy do oazy Siwa pokonując niemal 800 km, jakie dzielą oazę od Kairu, ale to, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy na miejscu było warte tego wysiłku. Po nocy spędzonej w hotelu wśród palm, wybraliśmy się na wycieczkę rowerową po oazie. Wojtek zasiadł w specjalnym foteliku montowanym do bagażnika i ruszyliśmy z mozołem do przodu. Nasze rowery były prostym sprzętem produkcji chińskiej, więc o przerzutkach nikt tu nie słyszał, a cała konstrukcja poza kierownicą była wzięta wprost ze starych modeli rowerów sprzed przynajmniej 30 lat.





Na początek dotarliśmy do Wyroczni Amona. Jadąc dalej palmową drogą, dotarliśmy do tak zwanego źródła Kleopatry. Jest to miejsce, w którym wybija ciepłe źródło, z którego woda zbiera się w okrągłym basenie o średnicy kilkunastu metrów. Wojtek natychmiast był gotowy do kąpieli, więc trzeba było mu zapewnić wsparcie i też wejść do wody. Kąpiel w tym miejscu to niemalże kąpiel w studni, ponieważ jest dość głęboko a jednocześnie ściany basenu są wysokie i można się chwycić jedynie niedużych kamiennych schodów prowadzących od krawędzi w głąb wody. Mimo to kąpiel był wspaniała, tym bardziej, że kąpaliśmy się w grudniu, w ciepłej wodzie i na świeżym powietrzu.




Widok na Oazę Siwa

Kolejnym etapem mini rajdu rowerowego była Góra Umarłych. Jest to skaliste wzgórze, w ścianach którego od kilku tysięcy lat wykuwano grobowce i komory grobowe. Najpiękniejsze grobowce posiadają malowidła w czasów Faraonów, które wzorowane są na tych, jakie znane są z Gizy lub Sakkary. Są więc sceny sądu nad zmarłym, są najważniejsi bogowie egipscy, a na suficie wśród gwiazd przelatują święte ptaki. Góra Umarłych to jedno z ulubionych miejsc fanów Scooby-Doo. Wojtek jeszcze przed wdrapaniem się na zbocze góry był pełen entuzjazmu i chęci wejścia do wszystkich możliwych zakamarków. Razem z kolegą wchodzili więc do wszelkich dostępnych grobowców, mimo że odrobina strachu była widoczna na ich twarzach.




Shali - stolica oazy Siwa

* * *
Przeczytaj także:
Przepowiednie z wyroczni
Rydwany i osły
Wszystkie posty związane z Oazą Siwa

niedziela, 14 grudnia 2008

Dziękuję

Bardzo dziękuję za wyróżnienie od globalistki. Już sam fakt, że czytacie nasze przygody i codzienne obserwacje życia w tak egotycznym kraju jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Zakładałam bloga z myślą o rodzinie i znajomych, którzy byli ciekawi, jak sobie radzimy i przez myśl mi nie przyszło, że nasze przygody spotkają się z zainteresowaniem innych osób. Mam nadzieję, że dzięki nam jeszcze bardziej polubicie Egipt. Ja jestem nim zauroczona …

Zasady obdarowania są proste:
- należy na swoim blogu zamieścić logo oraz link do bloga osoby, od której otrzymaliśmy nominację,
- wybrać 7 ulubionych blogów, zamieścić ich linki oraz uzasadnienie wyboru.

Czytam wiele blogów, ale ponieważ mieszkam za granicą wiele z nich to przygody osób, w podobnej jak my sytuacji i większość z nich pisanych jest po angielsku.

Z polskich blogów czytam z nieukrywaną przyjemnością:

- White Plate – dla przepięknych opowieści i zdjęć, choć nie jestem miłośniczką gotowania. Może ten blog to zmieni?

- Tajwański blog – za zadziwiające historie z drugiej strony kuli ziemskiej. Mam nadzieję, że po krótkiej przerwie będzie ich znowu więcej :)

- What a Wonderful Word – za ciekawe tematy i nowe odkrycia, z których moje ulubione to wieże ciśnień i sylwetki ludzi – drzew. Czekam na nowe :)

czwartek, 11 grudnia 2008

Mały artysta :)

W czasie pobytu w Maroku, próbując znaleźć zajęcie dla Wojtka, abym mogła choć przez chwilę „spokojnie” zrobić kilka zdjęć, stworzyłam potwora (więcej). Od tej pory co jakiś czas chodzi za nami, abyśmy dali mu drugi aparat, lub choćby telefon, bo on musi coś uwiecznić. Zrobienie pamiątki jest też szczególnie istotne przed zjedzeniem czegoś ładnego lub „potrawy z twarzą”, np. pająka z masła orzechowego czy tosta – ducha. Dopiero po uwiecznieniu w pamięci aparatu lub przynajmniej narysowaniu, potrawa taka nadaje się do zjedzenia. Muszę jednak przyznać, że Wojtka punkt widzenia (szczególnie z perspektywy trochę ponad 1 metra nad ziemią) czasami bardzo mnie zaskakuje. Zobaczcie sami ...
... choć potrafi także z naszego wspólnego z Chrisem, pozowanego zdjęcia, ująć tylko jedno z nas, bo taką ma koncepcję :)


Peter - przemiły właściciel hotelu w Bahariyi


W deszczu


Serek

środa, 10 grudnia 2008

Przepowiednie z wyroczni

Natura ludzka powoduje, że niezależnie od czasów, w których przychodzi nam żyć, chcemy jak najlepiej zaplanować lub przynajmniej poznać swoją przyszłość. Dziś nadal wiele osób korzysta z usług wróżek, które tak jak w starożytności stosują rozmaite sztuczki mające potwierdzić wiarygodność ich przepowiedni.

Ponad 2000 lat temu w całym znanym nam świecie istniało sześć najważniejszych wyroczni, z których jedna została ulokowana na pustyni libijskiej w oazie Siwa (czyt. Siła), na wzgórzu Aghurmi (położenie: 29°12'19.52"N, 25°32'36.17"E). Według legendy cytowanej przez Herodota, z egipskich Teb wylecieć miały dwie gołębice, z których jedna dotarła do Dodony gdzie powstała wyrocznia Zeusa, a druga do Siwy, w której zbudowano wyrocznię Amona.




Mury obronne na wzgórzu Aghurmi









Pierwszym słynnym człowiekiem w historii wyroczni w Siwa był perski władca Kambyzes. Właśnie tutaj przepowiedziano klęskę jego armii w Etiopii. Po wkroczeniu do Egiptu postanowił zniszczyć wyrocznię wysyłając do Siwy 50 000 żołnierzy. Armia ta wyruszyła w roku 525 p.n.e., ale nie dotarła nigdy do celu, znikając na zawsze w piaskach pustyni.

Drugim człowiekiem istotnym w historii wyroczni był Aleksander Wielki. Historycy podają, że dotarł on do Siwy w 332 roku p.n.e., podróżując najpierw w okolice miasta Mersa Matruh i dalej przez pustynię do samej oazy. Aleksander otrzymał od wyroczni wiele informacji, których większość pozostała tajemnicą. Ogłosił się jednak synem Amona i utwierdził się w przekonaniu, że zostanie władcą całego znanego mu wówczas świata.

Wyrocznie starożytne zaprzestały swej działalności w V wieku n.e. i zaczęły popadać w ruinę. Pomimo to wyrocznia w Siwa jest nadal w dość dobrym stanie. Na ścianach nadal widnieją hieroglify, a cała budowla pozwala wyobrazić sobie jak mogło wyglądać to miejsce przed wieloma wiekami. Obok głównej komnaty, w której pielgrzym otrzymywał przepowiednie, znajduje się drugie nieduże pomieszczenie, w którym najpierw należało złożyć dary dla wyroczni. Jest to o tyle istotne, że ponoć w czasie składania darów, pielgrzym zobowiązany był do wypowiedzenia swych próśb i pragnień. Wypowiadane słowa były słyszane w głównej sali. Potem wróżka musiała już tylko to wszystko zapamiętać i przepowiedzieć pielgrzymowi jako jego przyszłość – proste, a jakże skuteczne rozwiązanie!




Wyrocznia Amona

Zobacz także:
Rowerem przez oazę
Nie ma, nie ma wody na pustyni?

niedziela, 7 grudnia 2008

Czarno-biały świat

Chociaż właśnie jesteśmy w Oazie Siwa specjalnie dla Was zostawiliśmy opowieść z poprzedniej wyprawy.
Miłej lektury!

* * *
Zaczęło się od Jordanii. Kiedy kilka lat temu wyjechaliśmy na Bliski Wschód, aby dotrzeć do Petry i zobaczyć Morze Czerwone, udało nam się przy okazji wybrać na jordańską pustynię i spędzić wspaniały dzień podziwiając niesamowite cuda natury, a następnie spędzając noc w namiocie Beduinów. Od tego czasu, gdy ktoś pyta nas o to czy chcielibyśmy wybrać się na pustynię, zawsze odpowiadamy „TAK”.


Świat czarny:
Wyjazd odbywał się pod hasłem „Święto Dziękczynienia” i niewiele brakowało, aby nasze umiarkowane uwielbienie dla Ameryki spowodowało, że nie zwrócilibyśmy większej uwagi na tę wyprawę, ale … przeważył jej cel. Była nim Baharija – oaza położona 350km na południowy zachód od Kairu, słynąca z położonych blisko pustyń Czarnej i Białej. Dotarliśmy tam po południu i po szybkim wrzuceniu walizek do pokoju hotelowego wyruszyliśmy na sąsiednie wzgórze. Jest to wzniesienie, na którym ponad 90 lat temu wybudowano stanowisko obserwacyjne, aby alarmować przed ewentualnym atakiem wrogich plemion. Już w tym miejscu wszystko usłane było czarnymi kamieniami wulkanicznej magmy wylewającej się tu 35 milionów lat wcześniej. Jest to niecodzienny krajobraz, ale był to dopiero przedsmak. Na kolację był świąteczny indyk, a z samego rana wsiedliśmy do samochodów i pognaliśmy do czarnych wulkanów i piaskowych wydm. Jest to ciekawe połączenie ponieważ wydmy wspinają się na kilkadziesiąt metrów w stronę szczytów gór, dzięki czemu osiągają znacznie większe wysokości. Pozostało już tylko wspiąć się na wydmę i zjechać niczym po śniegu – wspaniała zabawa. Po powrocie do samochodów ruszyliśmy przez pustynię gnając na tutejszych bezdrożach 80 km/h w stronę Kryształowej Góry, za którą rozciągała się „biała” część naszej wyprawy.





 Czarna Pustynia

Świat biały:
Pierwszym przystankiem na progu Białej Pustyni była Kryształowa Góra. Przed wiekami znajdowała się tu jaskinia, w której królowały stalaktyty i stalagmity, a ściany pod wpływem zmian geologicznych zamieniły się w kryształy. Z czasem jaskinia zawaliła się i dziś jest to nieduże wzniesienie, którego skały są kryształami.

Kryształowa Góra


Ruszyliśmy dalej, ale okazało się że drogowcy właśnie wylali coś w rodzaju świeżej smoły na drogę, więc nasi kierowcy skręcili wprost na pustynię i znów mieliśmy namiastkę rajdu Paryż-Dakar. Mały turysta Wojtek był tak podekscytowany, że tylko wołał "Driver, go!". Za oknami krajobraz zmieniał swoje barwy. Najpierw pagórki stały się żółte, a po następnych kilku kilometrach zaczęły dominować białe, wapienne skały. Wapienie uformowały się tu przed milionami lat, kiedy to dzisiejsza Sahara była dnem ogromnego morza. Dziś mamy wspaniałe śnieżno-białe skały, które przybierają najróżniejsze kształty.




Biała Pustynia


* * *
Zobacz także:
Galeria Oblicza Pustyni
Jaja dinozaurów

czwartek, 4 grudnia 2008

Eid Sahid!

Jutro zaczyna się egipski długi weekend w związku z Eid, czyli Wielką fiestą. Muzułmanie przygotowują się do niej w szczególny sposób – kupują nowe ubrania i żywe owce na mięso, przy czym przygotowywanie mięsa w wielu przypadkach rozpocznie się dopiero w niedzielę. W różnych częściach miasta pojawiły się już stada owiec, z których można sobie wybrać żywy okaz. Gdy, jakiś czas temu, podczas rozmowy z naszym kierowcą o Eid dowiedziałam się, że większość muzułmanów kupuje żywe owce wyobraziłam sobie nasze Bożonarodzeniowe żywe karpie, często trzymane w wannie. Tylko gdzie w mieszaniu trzymać taką owcę? Wanna nie jest chyba najlepszym miejscem? Na balkonie? Okazuje się jednak, że kupuje się żywe zwierzęta, przy czym czynności masarskie wykonywane są zazwyczaj przez wykwalifikowanych rzeźników w specjalny (nieco rytualny sposób), raczej nie ma więc mowy o trzymaniu owiec w mieszkaniach. No cóż, najważniejsze to mieć wyobraźnię ...

PS. A jednak to nie nasza wybujała wyobraźnia. Okazuje się, że przed Świętem Barana owce przetrzymuje się nie tylko na dachach domów, czy balkonach, ale ... wręcz w mieszkaniach.

Dla nas Eid to jednak 5-dniowy weekend i zamierzamy w tym czasie kumulować ciepło na pustyni, aby przygotować się do przyjazdu do mroźnej polskiej rzeczywistości.

Eid Sahid!
I do zobaczenia/ przeczytania po powrocie.

* * *
Przeczytaj także:
Eid al Adha
Życie w wielkim mieście

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Christmas Bazaar, czyli targowisko różności

Święta zbliżają się wielkimi krokami, więc czas – nie tylko nam - wypełniają imprezy charytatywne. W hotelach, szkołach, ambasadach organizowane są świąteczne kiermasze (Christmas Bazaar), z których część dochodów przeznaczana jest na cele charytatywne. Ważne, że pieniądze zostawiane przez obcokrajowców najczęściej wspierają lokalną społeczność.

A na kiermaszach mnóstwo dobra wszelkiego – zaczynając od ozdób świątecznych, a na alkoholach zagranicznych kończąc. Pomimo, że w Egipcie można kupić alkohol, to właśnie on często stanowi największą atrakcję. Nie ukrywam, że z przyjemnością wypiłam prawdziwą irlandzką kawę (mniam :)), była Beherovka, wina niemal z całego świata, ale największe wrażenie na mnie zrobił poniższy obrazek:

Za jedyne 5 funtów
(2,5 złotego) każdy mógł dokonać degustacji. Zgadnijcie, czyje to stoisko :)












Szkoda tylko, że nie wszystkie dzieci chciały odwiedzić Świętego Mikołaja :)

piątek, 28 listopada 2008

Gdzie ta zima?

Właśnie wróciliśmy z wyprawy do Baharii - oazy na skraju Czarnej Pustyni. Pomimo, że grudzień za pasem - było gorąco ... Bez kremu z mocnym filtrem ani rusz! Wieczorem temperatury trochę spadają, ale jak dla nas wieczory przypominały raczej koniec sierpnia w Polsce. Ale co to? Mieszkańcy oazy chodzą w zimowych kurtkach z futerkiem, zawinięci w szaliki. A na straganach zagościła zimowa odzież. No cóż ... dla ludów z północy, takich jak my, tutejsza zima niczym nie różni się zbytnio od polskiego lata. Na samo wspomnienie, że w Polsce temperatury spadły poniżej zera i pada śnieg Egipcjanie wzdrygają się z przerażeniem.

czwartek, 27 listopada 2008

Mokattam Hills, czyli Kair z lotu ptaka

Kair położony jest głównie w dolinie Nilu, choć najmłodsze dzielnice miasta lokowane są na wzgórzach, za którymi jest już tylko pustynia. Nasza sobotnia wyprawa prowadziła do Mokattam, właśnie na jedno z takich wzgórz. Jest ono położone niedaleko Maadi (30°0’47.79”N; 31°16’44.46”E) i po pokonaniu kilku serpentyn dociera się na drogę przebiegającą przez szczyt. Widok, jaki zobaczyliśmy po dotarciu na miejsce przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Nieco po prawej stronie jak na dłoni widać było piramidy w Gizie, dalej na południe piramidy w Abu Sir, dalej w Sakkarze i w Dahszur. Jest to niesamowite, tym bardziej, że piramidy w Dahshur oddalone są od tego miejsca w linii prostej o blisko 24km, a widać je było doskonale. To oczywiście nie wszystko, ponieważ niemal „pod stopami” mieliśmy połowę Kairu – wszystko, począwszy na Cytadeli, a skończywszy na dalekich przedmieściach na południu miasta - było widoczne aż po daleki horyzont. W takim miejscu można spędzać bardzo długie godziny wpatrując się w dal bez końca. Niezwykłość tego miejsca dostrzegli też sami Kairczycy lokując tu samozwańcze kawiarnie, w których można na chwilę przysiąść na filiżankę kawy.

 
Widok ze Wzgórz Mokkatam
Zobacz także:
Z notatnika Chrisa: W odwiedzinach u Amenhotepa i Sesostrisa
Czarna góra – wyprawa przez piaski pustyni
Czas na piknik!
 

wtorek, 25 listopada 2008

Z wizytą w szpitalu

W Maadi, gdzie mieszkamy na każdym rogu jest prywatna klinika lub gabinety, gdzie przyjmują lekarze najróżniejszych specjalności. Tylko którego wybrać? Skąd wiedzieć, czy lekarz jest godny zaufania? Dlatego każde spotkanie z nowym lekarzem (internistą, pediatrą) zaczynamy w szpitalu, gdzie pracują lekarze polecani przez firmowego lekarza. Podczas pierwszej wizyty dostajemy wizytówkę i kolejny raz udajemy się już bezpośrednio do właściwego gabinetu.

Wchodząc do szpitala w czasie modlitwy można się trochę zdziwić. Cały hol wyłożony jest zielonymi dywanami, na których mężczyźni oddają się modlitwie. Jest wówczas problem, aby przecisnąć się do poczekalni. Ale jeżeli już nam się udało, wówczas trzeba wziąć numerek. Nie ma znaczenia, że wizyta była umówiona na konkretną godzinę i tak trzeba swoje odczekać ...

Wzięłam więc numerek i zapytałam w jakim języku będą go wywoływać.
- „Don’t worry!” (Proszę się nie martwić) – usłyszałam odpowiedź.
Więc przez pierwsze pół godziny się nie martwiłam, po czym dowiedziałam się że jeszcze dwie osoby są przede mną. Powoli traciłam cierpliwość, ale dla ukojenia nerwów w poczekalni jest telewizor, z którego sączy się dźwięk modlitwy, któremu towarzyszy widok płynącej wody. Pełny relaks! Szkoda tylko, że pomimo, że lato się już dawno skończyło klimatyzacja pracuje na najwyższych obrotach i jest zimno, jak w lodówce.


Poczekalnia i kojąca modlitwa z telewizora

Cały czas nasłuchiwałam, ale numery wywoływane były po arabsku i to po kilka naraz. Po kolejnym pół godziny okazało się, że ... przegapiłam swój numerek. No cóż ... widocznie mój arabski nie jest jeszcze wystarczająco dobry ... Ale ostatecznie udało się i z półtoragodzinnym opóźnieniem w stosunku do umówionej wizyty byłam już w gabinecie, tyle że przemarznięta do szpiku kości ...

poniedziałek, 24 listopada 2008

Wyprawa na wyspę

Tysiące lat temu, kiedy w Europie pierwotni myśliwi biegali po puszczy, nad żyznymi brzegami Nilu Egipcjanie stworzyli wspaniałą cywilizację. Także i dziś w dolinie i delcie Nilu mieszka około 96 proc. mieszkańców tego pustynnego kraju. Pomimo, że budowa wielkiej tamy w Asuanie spowodowała, że od 1971 Nil już nie wylewa, jak miało to miejsce przez tysiące lat, i pola nawadniane są sztucznie, życie codzienne nad brzegami Nilu nadal płynie w tym samym rytmie, co przed wiekami. Zapraszam na fotopodróż po małej wyspie Qurseya, gdzie czas już dawno stanął w miejscu i aż trudno uwierzyć, że takie miejsce znajduje się niemal w samym Centrum Kairu. Na wyspę dostać się można wyłącznie promem, a przeprawa kosztuje w jedną stronę 25 piastr, czyli około 12 groszy.








sobota, 22 listopada 2008

Magia odkrywania

Egipt jest krainą, w której z pewnością jeszcze przez bardzo, bardzo wiele lat będą odkrywane pozostałości z czasów starożytnych. Pamiętam, że wiosną odkryto na pustyni przy jednej z oaz olbrzymie cmentarzysko sprzed bodaj 2,5 tysiąca lat. Znajdowały się tam zmumifikowane ciała ludzi i zwierząt w ogromnej ilości.

My też odkrywamy coraz to nowe miejsca. Dzisiaj za pomocą programu Google Earth przyjrzeliśmy się dokładniej okolicom Sakkary i Dahszur. Okazało się, że „odnaleźliśmy” jeszcze jedną piramidę z okalającym ją kompleksem grobowym. Dla bardziej dociekliwych podajemy namiary (szerokość geograficzna: 29°50'25.55"N; długość geograficzna: 31°12'48.24"E). Postaramy się dotrzeć tam w najbliższym czasie.

W ostatnich tygodniach dokonano jednak prawdziwego odkrycia w okolicach Sakkary. Odnaleziono piramidę, która miała wysokość około 15 m i należała najprawdopodobniej do jednej z królowych. Jest to 118 piramida odkryta w Egipcie i 12 odnaleziona w Sakkarze. Więcej szczegółów znajduje się na stronie:
- BBS News: zdjęcia


Piramida schodkowa w Sakkarze

czwartek, 20 listopada 2008

Idą Święta ...

Krok po kroku, krok po kroczku,
Najpiękniejsze w całym roczku,
Idą święta, idą święta...
- Towarzystwo Przyjaciół Karpia

Święta zbliżają się wielkimi krokami, ale jak w to uwierzyć skoro temperatury w ciągu dnia nadal przekraczają 25 stopni Celsjusza i wciąż chodzimy w sandałach (z wyjątkiem Chrisa, któremu do pracy w sandałach pójść nie wypada) i krótkich rękawach. Co prawda w CSA pojawiły się już świąteczne stoiska, ale jest to miejsce dla mieszkających tu obcokrajowców, którzy w większości przypadków za dwa – trzy tygodnie tygodnie rozjadą się do swoich rodzinnych krajów, więc to jedyny sposób aby już teraz zostawili tutaj pieniądze. A Święta to przecież najlepszy okres dla handlowców ...

W Wiadomościach mówili (tak, tak możemy tu oglądać to samo, co Wy), że w Polsce wydany został „Manifest Grudniowy”, aby uwolnić listopad od Świąt. Ciekawe co powiedzieliby twórcy manifestu, gdyby zobaczyli w Egipcie, w którym 90 proc. mieszkańców stanowią muzułmanie, świąteczną choinkę i to w połowie listopada! Manager sklepu, który ją własoręcznie ubierał był bardzo dumny „Przecież w Europie już także stoją choinki.” No dobrze, ale nie jesteśmy w Europie!!!

A Wy, kupiliście już prezenty?




Na niektóre drzewa spadł już też śnieg :)))




Dla wprowadzenia w świąteczny nastrój polecam także lekturę Liberation of Santa Claus, czyli Święty Mikołaj była kobietą

środa, 19 listopada 2008

Z notatnika Chrisa: Ciąg dalszy odwiedzin u Sesostrisa

Po zapakowaniu się do samochodu ruszyliśmy na spotkanie z piramidą Sesostrisa I. Znów przedzieraliśmy się przez wąsie gruntowe drogi we wsi, nasz kierowca rozpytywał o to, jak dotrzeć do piramidy i w końcu udało się.


Uliczka w Al Liszt. U góry pozostałe po Ramadanie dekoracje

Wyjechaliśmy poza wieś na kolejny lokalny cmentarz. Tutaj były już wyłącznie piaszczyste, pustynne drogi, więc zostawiliśmy samochód przy cmentarzu i ruszyliśmy przez piaski Sahary w stronę piramidy (na szczęście do przejścia było tylko kilkaset metrów). Tu znów pojawili się strażnicy mówiący coś w rodzaju „nie można”. No cóż, skoro nie można to znaczy, że trzeba zapłacić i wówczas już można! Widok pieniędzy na tyle odmienił strażników, że oprowadzili nas dookoła piramidy, pokazali wszystkie ciekawe miejsca oraz kilka hieroglifów. Co więcej poczęstowali nas prażoną kukurydzą. Pachniała ogniskiem, a smakowała przypalonymi pieczonymi ziemniakami. Nie wypadało jednak odmówić.


Strażnik oprowadzający nas dookoła piramidy

Ta piramida też osypała się z czasem, ale pozostały nadal fragmenty ścian świątyni stojącej niegdyś przed piramidą od strony Nilu skąd transportowano ciało faraona. Zachowała się też kamienna podłoga okalająca piramidę, tak jak ma to miejsce w Gizie. Na koniec pokazano nam też dawne wejście do piramidy, które dziś niestety jest całkowicie zamurowane. Idąc już powrotem w stronę wsi zobaczyliśmy jeszcze wejście do pobliskiego grobowca – być może dawnej mastaby. Było co prawda zamknięte, ale takie miejsca pokazują ile jeszcze skarbów może się kryć w tutejszych piaskach. A propos – przed tygodniem odkryto w Sakkarze kolejną piramidę, ale o tym w następnym odcinku.

Pożegnaliśmy się więc ostatecznie z piramidą Sesostrisa I, pomachaliśmy też piramidzie Amenhotepa I i ruszyliśmy do Kairu. Droga jak to w Egipcie bywa, najeżona była poprzecznymi „śpiącymi policjantami” (Anglicy całkiem słusznie nazywają je „car breaker”). Takie spowalniacze są w Egipcie niezwykle popularnym sposobem na ograniczanie prędkości na drodze oraz niszczenie samochodów, ponieważ nie są one oznakowane i jedynym sposobem na uratowanie podwozia jest ciągłe wpatrywanie się w asfalt.

Przejeżdżaliśmy też przez wieś słynącą z wyrobu cegieł. Ciężarówki stały tu po obu stronach ulicy czekając na załadunek lub na wyjazd z cegłami do klientów. Cegły ładuje się tu na ciężarówki bez większego zabezpieczania. Jeśli więc z jakiegoś powodu cegła wypadnie z ciężarówki w czasie jazdy to już widocznie tak miało być.

W końcu dotarliśmy do promu przez Nil. Był to skrót na rogatkach Kairu, pozwalający na zaoszczędzenie kilkunastu kilometrów drogi. Poszło całkiem sprawnie – odczekaliśmy może 3 minuty i wjechaliśmy na prom, na którym już znajdował się wóz konny i kilka samochodów, a po chwili dotarł jeszcze wóz ciągnięty przez osła. Wszystko szło dobrze do momentu, w którym dobiliśmy do przeciwległego brzegu i trzeba było zjechać z promu. Niestety nabrzeże było dość strome i o ile osiołek poradził sobie z wozem, to koń pośliznął się na stalowym trapie i runął na ziemię. Skończyło się dla niego szczęśliwie, ponieważ jedynie otarł solidnie kolana, ale nogi były całe. My też wydostaliśmy się na brzeg. Przedarliśmy się przez wąskie dróżki i szczęśliwie dotarliśmy do naszej dzielnicy. Nie ma to jak w Maadi …

wtorek, 18 listopada 2008

Najważniejsze to się wyspać!

Podróże mogą zmęczyć każdego. Zamiast bezmyślnie patrzeć się w okno, lepiej spożytkować ten czas i ... się wyspać! Zanim zrozumieliśmy, co się dzieje w - a raczej „na” - samochodzie, który jechał przed nami widzieliśmy tylko powiewającą na wietrze płachtę na dachu. Po chwili spod płachty wystawały już stopy i głowy. Kiedy zatrzymaliśmy się w wiosce, aby zapytać o drogę minął nas ten sam samochód, a mężczyźni przytomnie siedzieli na dachu. Widocznie przygotowywali się do wysiadki!

niedziela, 16 listopada 2008

Z notatnika Chrisa: W odwiedzinach u Amenhotepa i Sesostrisa

Minęło już sporo czasu od chwili, gdy po raz ostatni przyszło nam zdobywać nowe piramidy. Giza, Sakkara, Dahszur czy też Medium – wszystko to już oglądaliśmy, a na mapie cały czas znajdowało się miejsce odkładane na lepszą okazję. Jest to niewielka miejscowość zwana Al Liszt. Aby trafić tam wydrukowaliśmy wcześniej widok tamtejszych okolic widzianych z satelity. Jest to jedyny sposób na to, aby mieć rzetelną mapę z widokiem dróg, domów i piramid. Kiedyś myślałem, że w Liszt jest tylko jedna piramida, ale na zdjęciu satelitarnym znalazła się po chwili druga (!), oddalona zaledwie o kilometr.


Piramida Amenhotepa I z satelity
Więcej zdjęć satelitarnych

Upragniony dzień wreszcie nadszedł. W piątkowy poranek ruszyliśmy drogą na południe, pokonaliśmy około 60 km i dotarliśmy w okolice Al Liszt. Droga w tej miejscowości była dość dziwna, ponieważ co kilkaset metrów stał uzbrojony strażnik. Po chwili wszystko się wyjaśniło – odbywał się tutaj bieg długodystansowy z udziałem biegaczy z wielu krajów świata i lokalni ludzie dostali broń, aby ubezpieczać to wydarzenie sportowe. Pytani w wiosce ludzie mówili, że piramida jest (w końcu widzieliśmy ją już z daleka), ale oczywiście co niektórzy chcieli być naszymi przewodnikami bo ponoć inaczej nie można dotrzeć do piramidy. Stwierdziliśmy, że za długo mieszkamy już w Egipcie, aby nabrać się na takie sztuczki i odjechaliśmy w stronę piramid, pozostawiając za sobą naszych niedoszłych przewodników.

Po przejechaniu typowej dla Egiptu wiejskiej drogi (niezwykle wyboistej i oczywiście gruntowej) dotarliśmy do piramidy i przyległego do niej współczesnego cmentarza. Trochę dziwny to widok, ale z drugiej strony połączenie współczesnej nekropolii ze starożytną ma pewien sens.


Piramida Amenhotepa I w Al Liszt

Bez zbędnej zwłoki wdrapaliśmy się na szczyt piramidy, chwilami było stromo, ale wspólnie z Wojtkiem dawaliśmy z siebie wszystko i się udało :) Z góry roztaczał się ładny widok na dolinę Nilu z jednej strony i pustynię z drugiej. Byliśmy, więc na szczycie piramidy Amenhotepa I, faraona XII dynastii, a nieco dalej widać było piramidę Sesostrisa I. Obie piramidy są dziś raczej piaszczystymi wzgórzami i tylko w niewielkich fragmentach zachowały się ich ściany, ale mimo wyglądają ciekawie. Po zejściu z piramidy i spacerze wzdłuż starożytnych, przyległych do niej, grobowców zauważyliśmy w końcu lokalnego strażnika. Nie mówił ani słowa po angielsku, ale przynajmniej pokazał swoją służbową legitymację. Dalsze zwiedzanie w jego towarzystwie było już niestety niezbyt udane. Nie pozwolił na sfotografowanie dawnego wejścia do piramidy i generalnie coś mówił o tym, że „nie można”. Potem okazało się, że piramidy w Al Liszt są terenem oficjalnie nie udostępnionym dla turystów i nie powinno nas tam być. No, ale na szczęście byliśmy i nie zamierzaliśmy kończyć na jednej piramidzie.


Widok z piramidy na przykryte piaskiem grobowce

Ciąg dalszy tutaj

* * *
Zobacz także:
Wszystkie posty związane z piramidami

sobota, 15 listopada 2008

Domowy fotograf

W naszym domu to ja z reguły robię zdjęcia. Efekt jest taki, że zdjęciami Chrisa z Wojtkiem lub samego Wojtka w szczególności moglibyśmy wytapetować cały dom. Ja z kolei zdjęć mam jak na lekarstwo, więc gdy rodzina prosi, abym podesłała im nasze aktualne zdjęcia – mam nielada problem. Ale dziś Chris mnie zaskoczył mówiąc „Zrobiłem Ci zdjęcie na piramidzie”. Oto ono – teraz na pewno rozpoznalibyście mnie na ulicy :)


Ja na piradzie w Al Liszt

piątek, 14 listopada 2008

Życie po śmierci

Moi panowie oszaleli na punkcie piramid. Młodszy ma bzika na punkcie wchodzenia do wnętrza - oglądanie piramid bez wejścia do środka się nie liczy, w końcu nie po to zabieramy ze sobą latarki na wyprawę. Starszy z kolei za cel postawił sobie „zaliczenie” wszystkich możliwych. Pomimo, że w Egipcie piramid jest pod dostatkiem, do „zaliczenia” pozostały nam już tylko te najmniej znane, nie odwiedzane przez turystów. Dzisiaj wybraliśmy się do Al Liszt, aby zobaczyć kolejne dwie. Okazało się jednak, że starożytne i współczesne nekropolie łączą się ze sobą – nowożytne ogroby niemal otaczają tutejsze piramidy. Rozmiar cmentarzyska zaskoczył nas tym bardziej, że znajdujące się nieopodal wioski są nie są zbyt licznie zamieszkiwane. Skąd tutaj aż tyle grobów pozostanie dla nas zagadką.



Islam nakazuje, aby ciało zmarłego pochować jeszcze w dniu śmierci, aby miał on szansę jak najszybciej stanąć przed Sądem Ostatecznym i jak najszybciej spotkać się z Bogiem, jeżeli był człowiekiem sprawiedliwym. Jeżeli natomiast zmarły był złym czowiekiem tak szybki pochówek powoduje szybkie usunięcie płynącego z niego zła. Wszystkie groby skierowane są w jednym kierunku – w stronę Mekki. Stąd tak ważne jest dla muzułmanów, aby ciało spoczęło w ziemi, a nie zostało poddane kremacji. Najciekawsze jest jednak, że mężczyźni i kobiety muszą zostać od siebie oddzieleni – nawet mąż i żona nie mogą spocząć w jednym grobie. Ma to zapewnić im prawo do ponownego wyboru żony, czy męża po śmierci. Tak więc warto starać się jeszcze podczas życia doczesnego ...

Więcej o pogrzebach w islamie na portalu arabia.pl

wtorek, 11 listopada 2008

Policyjna restauracja

W poszukiwaniu rozkoszy podniebienia co jakiś czas odwiedzamy nowe restauracje nad Nilem. Tym razem wybór padł na „Silver Nile”. Zapowiadało się wspaniale: późne popołudnie, słońce nisko nad horyzontem, refleksy na wodzie, parasole ... Już nie mogliśmy się doczekać aż wejdziemy do środka, gdy ... nagle cofnął nas policjant siedzący przy stole przed bramą:
– Bilety!
- Jakie bilety? Przecież idziemy do restauracji.
- Hamastashar (piętnaście)
- Ale jakie bilety???

Niestety zarówno policjant, jak i kelner nie mówili po angielsku. Po dłuższej konwersacji okazało się, że to jest „policyjna restauracja” i aby do niej wejść trzeba wykupić bilety.
My: Bekaam? (Ile?)
Policjant: - Hamastashar (piętnaście)
Kelner: Fifty one (pięćdziesiąt jeden)
My: To ile???

Okazało się, że siedem pięćdziesiąt od osoby, czyli łącznie piętnaście funtów ( około 7-8 złotych). Niestety kelner niezbyt dobrze znał angielski, o czym mieliśmy przyjemność przekonać się już za chwilę.

Usiedliśmy na tarasie, po Nilu pływały feluki... Wzięłam menu z sąsiedniego stołu. Oczywiście wszystko arabskimi wężami. Poprosiłam o angielską wersję. Kelmer zapytał, czy menu napojów czy jedzenia. Potem odszedł, przystanął na skraju, otworzył menu i zaczął coś szeptać (???). Okazało się, że nie ma angielskiego menu, a on ćwiczył co ma nam powiedzieć! Dowiedzieliśmy się, że jest ryba, kurczak, Cordon Blue i grill. No cóż! Trudno wybierać mając takie szczątkowe informacje. Jak próbowaliśmy się dopytać, czy jest ryż i sałatka to kelner myślał że chcemy zamówić je dodatkowo, więc szybko zamilkliśmy.

Wybraliśmy rybę, po czym czekaliśmy, czekaliśmy ... i czekaliśmy. Wojtek przerysowywał hieroglify z obrusów, ale po dobrym półgodziny wszyscy mieliśmy już dosyć. I wtedy mały turysta Wojtek nas zaskoczył „Pójdę i to załatwię!” I tak zrobił. Jak wrócił zdał relację: "Zapytałem Where is fish? (Gdzie jest ryba?), a kelner odpowiedział Just a minute (Tylko minuta)", po czym samodzielnie zamówił sobie herbatę!!!

I znowu czekaliśmy ... Głodny Polak to zły Polak, a zanim podali rybę musieliśmy zejść z tarasu do Sali restaurayjnej, bo tylko tam serwują dania!

To, co przynieśli przerosło nasze oczekiwania: każde danie to dwie olbrzymie świetnie przyrządzone ryby z grilla, kalmary i sałatki. Aż żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia. A po takim królewskim posiłku nie pozostaje nic innego, jak umyć ręce ... w wodzie z płatkami róży. Mały turysta Wojtek pilnował, aby nikt z nas o tym nie zapomniał :)


Woda do przemycia rąk

I tylko pozostaje pytanie, czy mamy ochotę i odwagę dokonać kolejnego zamówienia w ciemno, aby przekonać się, jakie smakowitości potrafi przyrządzić kucharz ...

poniedziałek, 10 listopada 2008

Z notatnika Chrisa: Pożegnanie z Zatoką Perską

Po chwili pobytu w Dubaju miałem okazję zajrzeć do lokalnej prasy. Wszyscy w Dubaju mówią po angielsku, więc większość, jeśli nie wszystkie gazety są w tym języku. Cóż można tam wyczytać?

Przygotowany przez rząd raport o przestrzeganiu praw człowieka w Emiratach Arabskich wykazał, że jest całkiem nieźle i władcy Emiratów nie zamierzają dalej dyskutować tej kwestii na forum międzynarodowym, pomimo nieco odmiennych raportów Narodów Zjednoczonych. W tym kontekście miałem okazję zobaczyć, w jakich warunkach odpoczywają robotnicy budujący jedno z nowych centrów handlowych Dubaju – okazało się, że spali w podziemnym parkingu na porozkładanych kartonach. Nie świadczy to o tym, że spędzają tak całe miesiące, a raczej, że praca trwa tu 24 godziny na dobę i zapewnie nie codziennie wracają z placu budowy do miejsca, w którym mieszkają. Mimo wszystko myślę, że forum światowe powinno bardziej zając się prawami człowieka w czarnej Afryce i Chinach niż w Emiratach, bo Emiraty Arabskie dadzą sobie z tym radę.

Jest też odrobina kryzysu finansowego, ale nie ma paniki, do Dubaju i tak będzie przyjeżdżać cała masa ludzi ze świata i zostawiać tu niemałe pieniądze.

Ciekawostką był natomiast artykuł o ochronie środowiska i dbałości o czyste powietrze. Jako że przybywa w Dubaju samochodów, zdecydowano aby te które są na drogach były jak najnowsze. W związku z tym w przyszłym roku z ulic mają zniknąć wszystkie taksówki starsze niż 6 lat (!) i zostaną one zastąpione nowymi. Kiedy porównuję to do Kairu, to tutaj taksówki mające mniej niż 6 lat stanowią nieliczne wyjątki (więcej) - ale to chyba dlatego, aby zachować na świecie pewną równowagę.

Na koniec pobytu w Dubaju przyszła jeszcze pora na zakupy w strefie wolnocłowej na lotnisku. Jest to ogromny dom handlowy o powierzchni 7 tysięcy metrów kwadratowych, który rozbudowywany jest obecnie do 15 tysięcy metrów kwadratowych. Przy wejściu jest ogromne stoisko ze złotem, a potem to już wszystko, czego dusza i ciało pragną. Taki już jest Dubaj.

* * *
Przeczytaj także:
W drodze nad Zatokę Perską
Tu wszystko jest możliwe!
Pocztówka z Dubaju