czwartek, 15 maja 2008

Taxi 2

Nawet przez myśl mi nie przeszło, że tak szybko będę miała kolejną przygodę z taksówką. Z domu do sklepu mamy około 10 min. piechotą (idąc z Wojtkiem). Z zakupami najprościej jest wrócić taksówką. Wsiedliśmy do pierwszej z brzegu i ... okazało się, że kierowca nie mówi po angielsku. Ale to nie problem - na kartce napisałam nasz adres i ... dalej brak zrozumienia. Co robić? Kierowca pyta: w prawo, czy w lewo? Początek znałam (tu ulice są jednokierunkowe, więc nie można do nas przyjechać najprostszą drogą), więc damy radę. Niestety nie miałam pojęcia co dalej. Kierowca też nie. Objechaliśmy pół Maadi - dzielnicy, w której mieszkamy. Przez pierwsze pięć minut było nawet zabawnie, ale kiedy wyjechaliśmy z zielonej okolicy i zaczęła się typowa egipska zabudowa serce zaczęło bić mi mocniej. Chris próbował nam pomóc telefonicznie podając arabską nazwę dużego placu w naszej okolicy. Niestety taksówkarz, ani kolejno przez niego pytane osoby zupełnie nie wiedziały, jak tam dojechać. Robiło się nerwowo. Szczęśliwie z obu stron Maadi są stare tory tramwajowe, które są idealnym znakiem rozpozawczym. To nic, że wyjechaliśmy z drugiej strony, niż robiliśmy zakupy, ale najważniejsze że dojechaliśmy przed zmierzchem. Kiedy wysiadając zapytałam "How much?" kierowca pokręcił głową. Naiwnie pomyślałam, że darmowy przejazd to rekompensata za mocne wrażenia i jego brak znajomości terenu. Zabrałam zakupy, wysiadłam i ... usłyszałam "money!". Ponownie zapytałam "How much?", ale kierowca nie mówił po angielsku. Dobrze, że miałam kartkę i długopis. A podróż kosztowała nas ...
10 funtów egipskich, około 4 złotych. To 1/6 ceny biletu do kina na dobry thriller :)

0 komentarze: