poniedziałek, 30 czerwca 2008

Miasto, które nigdy nie usypia

Zapytałem kiedyś Kairczyków, czy ich miasto kiedykolwiek usypia. Zawsze z dumą odpowiadają, że Kair nie usypia nigdy. Wydaje się jednak, że jest taki moment, jeden w ciągu całego tygodnia - piątkowy poranek. Wówczas to na ulicach samochody pojawiają się sporadycznie, trudno złapać taksówkę, ludzie idą do domów po długiej przedweekendowej nocy i robi się dość cicho, bo generalnie piątek jest dniem wolnym od pracy.

Miło jest w taki piątkowy ranek wyjść na spacer i cieszyć się spokojem. My zazwyczaj idziemy wówczas nad Nil, siadamy w jednej z pustych jeszcze restauracji i napawamy się widokiem tej wspaniałej rzeki. Ale taka sielanka trwa mniej więcej do godziny 11:00, bo wówczas pierwsi sklepikarze ruszają w stronę swoich przybytków handlu, taksówkarze zaczynają coraz śmielej naciskać na klaksony i pojawiają się pierwsze autobusy z turystami.


Piątkowy poranek nad Nilem

Kilka minut przed godziną 13:00 miasto wypełnia nawoływanie Muezinów, większość sklepów na kilkadziesiąt minut zamyka swoje podwoje, a mężczyźni wędrują do meczetów. Jedni spędzają tam ponad godzinę, a inni zaledwie kilkanaście minut i wracają z powrotem do pracy. Generalnie po 14:00 całe miasto znów tętni życiem i gna do przodu.

Wieczorową porą, kiedy największe upały stają się już przeszłością, ludzie znów wylegają tłumnie na ulice, zapełniają się restauracje, trawniki i ... mosty. Może to zabrzmi nieprawdopodobnie, ale mosty są ulubionym miejscem, w którym spędzają czas mniej zamożni Kairczycy. Podobno dzieje się tak, ponieważ jest tam chłodniejsze i bardziej świeże powietrze. Co do chłodu to się zgodzę – rzeki zawsze przynoszą chłód, ale co do świeżości na tutejszych mostach to raczej trudno się zgodzić, ponieważ tabuny samochodów przetaczają się przez tutejsze mosty dostarczając wyłącznie świeżych spalin, nie wspominając o hałasie. Zastanawiacie się może co ludzie robią na mostach poza zażywaniem chłodu – siedzą, rozmawiają, piją kawę lub herbatę, jedzą i cieszą się swoim towarzystwem. Siedzą na plastikowych krzesłach, rozstawianych na całej długości mostów, przez drobnych biznesmenów świadczących tego typu usługi – miejsce na krześle na moście. I znów wspólne rozmowy trwają niemal do świtu, ulicami mkną samochody, tłumy pieszych przetaczają się w tę i z powrotem i miasto żyje aż do rana, kiedy to wszystko zaczyna się od nowa.

0 komentarze: