poniedziałek, 2 czerwca 2008

Od przybytku głowa nie boli

Od siedmiu tygodni nasze rzeczy były w drodze z Warszawy do Kairu. Już dwa tygodnie temu dostaliśmy informację, że przypłynęły statkiem do Aleksandrii i czekają tylko na odprawę celną. To skłoniło nas do refleksji, czy tak naprawdę to wszystko jest nam potrzebne? Skoro mieszkamy tu już prawie miesiąc i nieźle sobie radzimy, to może nie potrzeba nam tyle rzeczy ... Pakując się w Polsce i tak staraliśmy się podejść do tego z umiarem i z przydziałowych 6 metrów sześciennych wykorzystaliśmy zaledwie połowę. Na przesyłkę najbardziej czekał Wojtek, ponieważ większą część bagażu stanowiły zabawki i meble do jego pokoju. Trzy dni przed zapowiedzianym dostarczeniem rzeczy Wojtek nie mógł już spokojnie usiedzieć na miejscu. Stworzył nawet swoją odmianę hieroglifów: narysował na kartce trójkę i słońce, co oznaczało, że za trzy dni zabawki będą na miejscu, i zaczął odliczać dni.

Dostawa miała się odbyć o 8.30 wieczorem, ponieważ po Maadi nie mogą jeździć samochody ciężarowe. Po takiej informacji wyobraziliśmy sobie ogromnego TIR-a przeciskającego się wąskimi uliczkami, a tu ... przyjechał mały samochód dostawczy, jakie nie raz spotykaliśmy na tutejszych ulicach. Kurierzy spóźnili się zaledwie o godzinę, co jak na tutejsze warunki jest doskonałą wręcz punktualnością. Zdarzyło się to chwilę po tym, jak Wojtek położył się spać, ale jak tylko usłyszał dzwonek do drzwi ... wchodzimy do domu, a Wojtek stoi i przez szparę w drzwiach wygląda, co się dzieje ... Przez dwie godziny na nowo odkrywał swoje skarby!
A ja zaczęłam się zastanawiać po co wzięłam tyle kosmetyków, w szczególności kremów z filtrem i depilatorów - w końcu nie mieszkamy w buszu i wszystko można tu kupić :)



0 komentarze: