niedziela, 10 sierpnia 2008

Z notatnika Chrisa: Koncert w Parku

Po wielu wypadach w obszary pełne piramid lub meczetów tym razem postanowiliśmy sprawdzić, jak brzmi muzyka jazzowa po egipsku. Koncert odbył się w parku Al Azhar, na terenie którego znajduje się nieduży amfiteatr. Przed przyjazdem tu kilka osób sugerowało nam, aby pojawić się przy amfiteatrze przynajmniej pół godziny przed koncertem, ale jak się okazało było to całkowicie zbędne. Pomimo, że bilety sprzedawane były za symboliczną cenę 5 funtów egipskich (2 złote) za sztukę, to przed amfiteatrem zebrało się nie więcej niż 30 osób. Co ciekawe park był pełen ludzi, a pomimo to większe zainteresowanie wzbudzało dwóch katastrofalnie grających chałturników, przygrywających młodej parze, która akurat wyprawiała swoje wesele w tutejszej restauracji. My zostawiliśmy weselników za sobą i z pewną ulgą poszliśmy w stronę amfiteatru. Bez problemu zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie.

Tego wieczoru występował ze swoim zespołem Mohamed Sawwah. Sam artysta śpiewa i gra na trąbce, a razem z nim wystąpiło jeszcze czterech muzyków: basista, perkusista, skrzypek i jeszcze jeden muzyk grający na dodatkowych instrumentach perkusyjnych (nazwiska ze względu na ich trudność nie zostały przez autora zapamiętane).



Zaczęli ostro od dwóch utworów całkowicie instrumentalnych, ale za to pełnych ekspresji. Trąbka i skrzypce bardzo wyraźnie zaznaczały swoją obecność, muzycy niejako rozmawiali ze sobą, a instrumenty wydobywały z siebie coraz mocniejsze brzmienia. Był to jazz zabarwiony wpływami muzyki egipskiej. Pamiętam kilka utworów z płyty „No Quarter”, którą w 1994 roku nagrali Jimmy Page i Robert Plant – tam egipskie brzmienia ludowe wyróżniały się znacząco dając pojęcie o tym jak się tu gra, jakich używa brzmień i jakich instrumentów. Na koncercie Mohameda Sawwah’a nie było to aż tak odczuwalne, ale egipskość wkradała się w jego muzykę od początku.

Następne utwory to już była prawdziwa mieszanka jazzu ze stylem muzyki egipskiej. Mohamed Sawwah odłożył trąbkę i zaczął śpiewać. Zabrał tym samym całą widownię do świata, w którym tutejsza muzyka zbudowana została tym razem na jazzowej podstawie. Brzmiało to bardzo ciekawie, czegoś takiego jeszcze nie słyszałem. Słuchałem wielokrotnie jazzu europejskiego lub amerykańskiego zarówno z USA, jak i krajów Ameryki Południowej, ale jazz wymieszany z kulturą bliskowschodnią, to było coś zupełnie nowego. Jak się okazuje, można wydobyć z wielu gatunków muzyki to, co w niej najciekawsze i stworzyć z tego wspaniałą mieszankę. Sawwah śpiewa najczęściej spokojnie, niemal opowiadając historie i zdarzenia w typowym dla Egipcjan stylu. Głos nabiera specyficznej barwy, wibruje często podkreślając wybrane elementy całej opowieści, a jednocześnie nadając jej niesamowitych emocji i wyrazu.



Na koniec raz jeszcze zadziwili wszystkich instrumentalnie, tutaj już każdy z muzyków wykonał swoją popisową solówkę, a wszyscy razem sprawili, że publiczności znów szybciej zabiły serca.

0 komentarze: