wtorek, 19 sierpnia 2008

Może butelkę egipskich perfum?

W poszukiwaniu przedmiotów i zwyczajów związanych z Ramadanem wybrałam się na największy bazar w Kairze - Khan al Khalili. Ponieważ bywam tutaj co jakiś czas mam tutaj "egipskich przyjaciół" (więcej). Niestety jedynym celem "moich przyjaciół" jest nakłonienie mnie do zakupów w ich sklepie. Tutejsi sprzedawcy zachęcają Cię słowami: „go and take a look” (wejdź i tylko się rozejrzyj), „we don’t charge for looking” (oglądanie jest za darmo), etc.

Niech Cię tylko nie zwiodą te słowa. Jak tylko wejdziesz do sklepu – przepadłeś z kretesem! I tak stało się i w moim przypadku.

Na moje nieszczęście wypatrzył mnie jednen z „moich przyjaciół” i zapytał dlaczego tak długo mnie nie widział. I tak od słowa do słowa powiedział, abym weszła do jego sklepu z perfumami, to da mi wizytówkę.Jedną już co prawda miałam, ale pomyśłam, że niestety jest to jedyny sposób, aby go zbyć, więc się zgodziłam, a tam się zaczęło ...


Jedna z wielu perfumerii na Khan al Khalili

Po długich próbach dałam się namówić na powąchanie tutejszych perfum i nawet nie wiem kiedy specjalnie dla mnie przygotowana porcja została nalana do butelki. Na szczęście była to najmniejsza z dostępnych w sklepie butelek. I kiedy już myślałam, że wreszcie wyrwę się z macek, które mnie omotały rozpoczęło się dalsze wciąganie w wir zakupów:

- Czy masz męża?
- Gdzie on jest teraz?
- Musisz go kochać!
- A skoro go kochasz, to powinnaś kupić także coś dla niego!!!

Czym prędzej uciekłam i nigdy więcej nie dam się wciągnąć do sklepu!


Ciekawe czym różnią się zapachy "czerwone jeansy" od "niebieskich jeansów" na dolnej półce?

2 komentarze:

agnieszka.b. pisze...

no Aniu, a ja myślałam,że nikt już Cię na takie sztuczki nie nabierze ;-)) pozdrawiam

Ania pisze...

No cóż ... Są dobrzy!!!
Ania