wtorek, 26 sierpnia 2008

Z notatnika Chrisa: W stronę zachodzącego słońca

Tym razem zawędrowałem na zachód od Egiptu, do Algierii. W porównaniu z Sudanem nie było niespodzianek na lotnisku kairskim ani algierskim. Zwykły lot z przewagą Egipcjan i Algierczyków, choć na uwagę zasługiwała tez grupa Chińczyków. Byli to najwyraźniej robotnicy wracający z urlopu do pracy w Algierii. W przeciwieństwie do spotkanej kilka miesięcy temu w Mediolanie, grupy polskich robotników udających się na urlop do Polski, Chińczycy zachowywali się niezwykle spokojnie. Nie było głośnych rozmów, woni alkoholu rozchodzącej się wokół – ot, zwykli ludzie.

Algier leży na podobnej szerokości geograficznej, co włoska Sycylia i klimat jest tutaj bardziej podobny do tego, jaki znamy z Hiszpanii lub południowych Włoch. Miasto położone jest na nadmorskich wzgórzach, jest wiele zieleni, pośród której wybudowano kilkupiętrowe kamienice. Są one szczególnie ciekawe w starszej, tak zwanej francuskiej, części Algieru, ponieważ wszystkie domy pomalowane są na biało z niebieskimi balustradami, okiennicami i drzwiami. Przypomina to nadmorskie miasta w Grecji, które dzięki takiemu połączeniu kolorów wyglądają bardzo malowniczo. Tak też jest z opisywaną częścią Algieru, choć z drugiej strony nieco dziwnie wgląda miasto, które całe pochodzi sprzed około 100 lat, kiedy to Francuzi postanowili zbudować je od nowa. Pytałem rodowitych Algierczyków o Stare Miasto, ale ponoć takiego tu nie ma. Brak też jednoznacznie wydzielonego targowiska, ponieważ zapewne w założeniu Francuzi planowali, że cały handel będzie się odbywał w sklepach na parterze kamienic. Jednak tutejsi mieszkańcy się nie poddali i dziś poza sklepami ustawione są stragany na ulicach, przez co tworzy się tu atmosfera rodem z kairskiego Khan Al Khalili i czasami trudno jest przecisnąć się w tłumie kupujących.

Jedyna nieco starsza część Algieru to tak zwana Kasba, z jej wąskimi uliczkami, niedużymi i upakowanymi ściśle domami. Jest tylko jeden problem – wszystkie lokalne osoby, z którymi rozmawiałem, szczerze odradzają spacerów po tej dzielnicy. Ponoć mało kto wychodzi z tego miejsca z całym majątkiem, jaki zabrał tam ze sobą. Mieszkają tam bardzo biedni ludzie, którzy pośród reszty mieszkańców Algieru mają opinię opryszków i złodziei. No cóż, może zobaczę Kasbę innym razem...

0 komentarze: