czwartek, 4 września 2008

Koniec wakacji

No i stało się! Pierwszy tydzień szkoły mamy już za sobą. System brytyjski znacznie różni się od polskiego - tutaj dzieci szybciej uczą się czytać i pisać oraz jest większa dyscyplina. Dzieci chodzą w mundurkach, co wygląda przezabawnie zwłaszcza, gdy na koniec dnia prawie wszyscy chłopcy mają koszule na spodniach, a nie wewnątrz, jak miało to miejsce rano. Mundurki wiadomo są takie same, dlatego na wszystkich ubraniach wyszyłam Wojtkowi pierwszą literę jego imienia. Nie podpisałam tylko skarpetek i po lekcji pływania wrócił oczywiście w nieswoich skarpetkach :)

Od dzieci tutaj wymaga się znacznie więcej niż od ich polskich rówieśników, np. mają ograniczony czas na jedzenie. Jeżeli jesteście rodzicami, to wiecie jaką zmorą jest półgodzinne lub dłuższe zachęcanie Waszej pociechy, aby wreszcie włożyła łyżkę do buzi. Tutaj kto nie zje w wyznaczonym czasie - jest głodny. Na szczęście Wojtek nie jest chudziakiem i przeżyje, ale gdybym była mamą jakiegoś niejadka ...

O 8.15 wszystkie dzieci ustawiają się w ogonek i nauczyciel prowadzi je do klasy, a rodzice zostają na zewnątrz. Po zajęciach dzieci wyprowadzane są ze szkoły, stają w rządku i nauczyciel pyta kolejno każde dziecko, czy widzi swoich rodziców. Dopiero wtedy dziecko może do nich podejść. Naprawdę brytyjski porządek! Czasami czuję się jak mama 6-7 latka, a nie jak mama czteroletniego chłopca, tym bardziej że za miesiąc Wojtek trzy razy w tygodniu będzie miał zadania domowe z czytania, a pod koniec roku szkolnego podobno będzie już czytał ... po angielsku, oczywiście!

0 komentarze: