wtorek, 2 września 2008

Z notatnika Chrisa: Pożegnanie z Algierią

Przyszedł w końcu czas na powrót do Kairu. Spakowałem walizkę i ruszyłem na lotnisko. Jak zwykle policjanci kontrolowali zawartość samochodu, ale trzeba przyznać że robią to sprawnie i kulturalnie więc dotarłem na lotnisko w ciągu kilkunastu minut. Po wyjściu z samochodu i dojściu na lotnisko rozpoczął się ciąg wszelkich kontroli.

Najpierw przy samym wejściu do hali odlotów była kontrola bagażu i rzut oka na paszport. Dalej po odebraniu karty pokładowej spędziłem 40 minut w kolejce do odprawy paszportowej. Widać gołym okiem, że tutejsza biurokracja osiągnęła jeden ze światowych szczytów, ponieważ każdy pasażer spędzał kilka minut przed okienkiem pogranicznika czekając na wklepanie do systemu komputerowego wszelkich danych, które nie wiadomo komu i do czego służą. W końcu dostałem upragnioną pieczątkę w paszporcie, ale tuż za kontrolą paszportową czekała mnie kolejna kontrola bagażu oraz paszportu. Już myślałem, że teraz spokojnie przejdę do strefy bezcłowej, ale to jeszcze nie był koniec. Tu na odlatujących czyha jeszcze jeden policjant wypytujący o wywożoną walutę. Trzeba zachować szczególną ostrożność, jeśli ma się w portfelu więcej niż 1200 Euro. Algierskie prawo zabrania wywozu z kraju kwoty przekraczającej magiczne 1200 Euro na osobę. Nawet firmy nie mogą swobodnie dokonywać przelewów zagranicznych. Aby móc dokonywać takich przelewów, muszą założyć w tutejszym banku państwowym konto walutowe, którego nie są właścicielami, lecz dysponentami. Właścicielem pozostaje Centralny Bank Algierii, który za każdym razem musi wyrazić zgodę na przekazanie pieniędzy za granicę. Przypomina to nieco czasy komunizmu w Polsce i skojarzenie to nie jest pozbawione podstaw, ponieważ Algieria po latach socjalizmu nie wyleczyła się do końca z tej choroby.

Wróćmy jednak na lotnisko. Standardowo dokonałem zakupów w sklepach wolnocłowych i stanąłem w kolejce do wejścia do samolotu. Tutaj dokonano rutynowej kontroli biletu i paszportu, ale ... Na końcu korytarza wiodącego do samolotu policja sprawdzała raz jeszcze bagaż, który należało otworzyć, aby pokazać zawartość. Za kontrolą bagażu jeszcze sprawdzenie zawartości kieszeni i kilka metrów dalej sprawdzenie karty pokładowej, czy aby na pewno na ten lot.

Jest to wprost nieprawdopodobne ile osób w tym kraju ma pracę dzięki takiej liczebności wszelkiego rodzaju policji.

1 komentarze:

www.algierski.blog.onet.pl pisze...

A najśmieszniejsze jest to, że kontrole wywożonych dewiz dotyczą tylko zwykłych szaraczków, którzy wywożą parę tysięcy euro. Nie przeszkadza to jednocześnie grubym rybom wywozić kwot idących w setki milionów euro. Nikt mi nie powie, że taką kwotę da się ukryć w bagażu. Wystarczy wiedzieć komu i ile dać łapówki i sprawa załatwiona...