czwartek, 11 września 2008

Z notatnika Chrisa: Sudański iftar

Tym razem wyjazd do Sudanu był bardzo krótki i wypełniony pracą. Na szczęście był czas na chwilę relaksu przy muzułmańskim wieczornym śniadaniu, jakim jest Iftar. Pół godziny przed zachodem słońca pojechaliśmy do jednej z restauracji w Chartumie, jaką jest Assaha. Jest to teoretycznie libańska restauracja, ale urządzona w klasycznym sudańskim stylu. Są łuki, krużganki, drewniane drzwi, ściany w kolorze piaskowym i do tego ogromne wiatraki tłoczące powietrze po całej restauracji.


Zasiedliśmy przy stole, a z każdą minutą przybywało kolejnych gości. W czasie Ramadanu przed zachodem słońca restauracja wypełnia się po brzegi – głodnych nie brakuje, ponieważ po całym dniu postu niektórzy nie mogą się już doczekać momentu, w którym muezin zacznie swoim śpiewem wyznaczać czas na posiłek.

(Kliknij na obraz obok, aby sprawdzić godziny wschodów i zachodów słońca, czyli początek i koniec codziennego postu w Ramadanie. Druga kolumna od prawej to kolejne dni Ramadanu. Druga kolumna od lewej to godziny zachodów, a trzecia - wschodów słońca w Chartumie).

Znajomy muzułmanin, który w naszej firmie jest głównym łasuchem, resztką sił doczekał tego momentu. Spoglądał cały czas łapczywie na jedzenie, nawet włożył już łyżkę do talerza z zupą, aby nie tracić potem czasu. Przekazane nam ramadanowe menu określało dokładnie moment zachodu słońca w Chartumie – była to punktualnie godzina siódma wieczorem.

No i wreszcie … doczekaliśmy tego momentu. Zaczęliśmy od daktyli – wypada zjeść choćby jednego zanim w ruch pójdą łyżki, noże i widelce. Po daktylach przyszedł czas na zupę, a zaraz po zupie spałaszowane zostały przystawki. To pozwoliło na zaspokojenie pierwszego głodu i wówczas palacze sięgnęli po fajki wodne, a niepalący dokończyli daktyle. Po chwili doniesiono dania główne: pieczonego kurczaka z gotowanymi warzywami oraz wołowinę z orzechami podaną na ryżu. Trzeba przyznać, że wszystko to smakowało wyśmienicie. Wspaniały smak w połączeniu z niemałą ilością jedzenia spowodował, że niemal wszyscy zaczęli już być syci, ale to jeszcze nie był koniec naszych zmagań z jedzeniem. Przyszła pora na deser, a jego pierwszym wcieleniem były arbuzy. Następnie były bardzo słodkie, ale i przepyszne ciastka w kształcie trójkątów, do złudzenia przypominające swoją strukturą znane nam ciasto francuskie. Owe ciastka zdołali pochłonąć tylko najbardziej wytrwali, ale nawet nasz łasuch Mustafa zdołał zjeść tylko jedno (wielkość takiego ciastka jest porównywalna ze średniej wielkości rogalem). Po tym kelnerzy donieśli jeszcze jedną porcję arbuza, ale wszyscy byliśmy w stanie tylko na niego popatrzeć. Na koniec każdy z nas wlał jeszcze w siebie szklaneczkę herbaty lub kawy i w ten oto sposób pojemność naszych żołądków została wypełniona po brzegi.

Kolacja (zwana w czasie Ramadanu śniadaniem) zakończyła się pełnym sukcesem, po całym dniu postu i wytężonej pracy udało się trochę zregenerować siły, nasycić głód i … wrócić do biura.

0 komentarze: