czwartek, 16 października 2008

Oswajanie miejsca

Nie lubię inwestować!
(Tu już zapewne pomyśleliście, że w związku z sytuacją na giełdzie. Nic z tego!)
Nie lubię inwestować w nie mój dom. Przyjeżdzając tutaj założyliśmy, że to tylko na chwilę. Nie przeszkadzało nam że pojęcie „w pełni wyposażony” jest nieco na wyrost i oznacza że w pokojach są łóżka, szafy, kuchnia z historią i w większości pomieszczeń lampy (choć nadal w kilku miejscach są nadal żarówki). To przecież na chwilę, więc nie ma co inwestować. Najważniejsze, że dom jest doskonale położony i mamy ogród! Okazało się jednak, że z czasem pewne rzeczy zaczynają przeszkadzać. Przygotowywaliśmy kolację dla znajomych więc zaczęło się od kupowania obrusów, większej ilości naczyń, alabastrowych świeczników, lamp do ogrodu. Tylu rzeczy nam brakowało nie wspominając o małych kieliszkach, aby zagranicznych gości poczęstować polską śliwowicą. Potem przyszła kolej na generalne porządki w ogrodzie.

I tak zaczynając od kupowania drobnych rzeczy „do upiększania” zaczynam się łapać, że coraz bardziej staram się urządzić ten dom. Właśnie szukam narzut na łóżka, za chwilę będę wieszać zdjęcia na ścianach. Czyżbyśmy mieli zostać tu dłużej?

2 komentarze:

joanna.ka pisze...

Aniu, jestem pod wrażeniem Twojego i Chrisa bloga :))
Od kilku godzin czytam go od samego początku, chłonę nastrój Kairu, odbywam wypady do Sudanu, Algierii i Maroka...
Cieszę się, że Was znalazłam a było to tak:
przełom września i października z mężem i przyjaciółmi spędziliśmy w Sharm - typowe miejsce wypoczynku...
Przyjaciele namówili nas na wycieczki do Jordanii(Petra), do Jerozolimy i do Kairu.
Cóż można zobaczyć przez kilkanaście godzin, wyglądając z okien autokaru, pędząc w upale pomiędzy Muzeum Kairskim a piramidami?
Ja chłonęłam to miasto całą sobą, nie mogłam oderwać aparatu od oczu (zdjęcia w końcu nie wyszły takie jak powinny).
Wyjeżdżałam z postanowieniem, że tam wrócę :)
I teraz zamieszczając w swoim blogu SWOJE zdjęcia chciałam coś dopisać na temat Kairu - w googlach znalazłam Twoje zdjęcia. Są mistrzowskie, piękne, przywołują tyle wspomnień...
Już wiem, że będę częsty zaglądać do Ciebie :))
A na razie serdecznie pozdrawiam
Asia

Ania pisze...

Bardzo dziękuję za ciepłe słowa. Kair jest niesamowitym miejscem - pełnym zapachów (nie zawsze smakowitych :)), kolorów i życia. Jakże odmiennym od miast, które znamy na co dzień. Pobyt tutaj to dla mnie nieustająca przygoda. Życzę Ci, abyście wrócili tu kiedyś na dłużej :)
Miłej lektury!
Ania

PS. Będę czasem zaglądać do Ciebie, aby zobaczyć zmieniające się w Polsce pory roku. Zamieszczaj zdjęcia, proszę.