wtorek, 11 listopada 2008

Policyjna restauracja

W poszukiwaniu rozkoszy podniebienia co jakiś czas odwiedzamy nowe restauracje nad Nilem. Tym razem wybór padł na „Silver Nile”. Zapowiadało się wspaniale: późne popołudnie, słońce nisko nad horyzontem, refleksy na wodzie, parasole ... Już nie mogliśmy się doczekać aż wejdziemy do środka, gdy ... nagle cofnął nas policjant siedzący przy stole przed bramą:
– Bilety!
- Jakie bilety? Przecież idziemy do restauracji.
- Hamastashar (piętnaście)
- Ale jakie bilety???

Niestety zarówno policjant, jak i kelner nie mówili po angielsku. Po dłuższej konwersacji okazało się, że to jest „policyjna restauracja” i aby do niej wejść trzeba wykupić bilety.
My: Bekaam? (Ile?)
Policjant: - Hamastashar (piętnaście)
Kelner: Fifty one (pięćdziesiąt jeden)
My: To ile???

Okazało się, że siedem pięćdziesiąt od osoby, czyli łącznie piętnaście funtów ( około 7-8 złotych). Niestety kelner niezbyt dobrze znał angielski, o czym mieliśmy przyjemność przekonać się już za chwilę.

Usiedliśmy na tarasie, po Nilu pływały feluki... Wzięłam menu z sąsiedniego stołu. Oczywiście wszystko arabskimi wężami. Poprosiłam o angielską wersję. Kelmer zapytał, czy menu napojów czy jedzenia. Potem odszedł, przystanął na skraju, otworzył menu i zaczął coś szeptać (???). Okazało się, że nie ma angielskiego menu, a on ćwiczył co ma nam powiedzieć! Dowiedzieliśmy się, że jest ryba, kurczak, Cordon Blue i grill. No cóż! Trudno wybierać mając takie szczątkowe informacje. Jak próbowaliśmy się dopytać, czy jest ryż i sałatka to kelner myślał że chcemy zamówić je dodatkowo, więc szybko zamilkliśmy.

Wybraliśmy rybę, po czym czekaliśmy, czekaliśmy ... i czekaliśmy. Wojtek przerysowywał hieroglify z obrusów, ale po dobrym półgodziny wszyscy mieliśmy już dosyć. I wtedy mały turysta Wojtek nas zaskoczył „Pójdę i to załatwię!” I tak zrobił. Jak wrócił zdał relację: "Zapytałem Where is fish? (Gdzie jest ryba?), a kelner odpowiedział Just a minute (Tylko minuta)", po czym samodzielnie zamówił sobie herbatę!!!

I znowu czekaliśmy ... Głodny Polak to zły Polak, a zanim podali rybę musieliśmy zejść z tarasu do Sali restaurayjnej, bo tylko tam serwują dania!

To, co przynieśli przerosło nasze oczekiwania: każde danie to dwie olbrzymie świetnie przyrządzone ryby z grilla, kalmary i sałatki. Aż żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia. A po takim królewskim posiłku nie pozostaje nic innego, jak umyć ręce ... w wodzie z płatkami róży. Mały turysta Wojtek pilnował, aby nikt z nas o tym nie zapomniał :)


Woda do przemycia rąk

I tylko pozostaje pytanie, czy mamy ochotę i odwagę dokonać kolejnego zamówienia w ciemno, aby przekonać się, jakie smakowitości potrafi przyrządzić kucharz ...

2 komentarze:

joanna.ka pisze...

Ale przygoda :))
Wojtek mi zaimponował - takie są dzieci, nie mają zahamowań i obiekcji, szczere, otwarte...
Wart było czekać i jestem pewna, że kiedyś wrócicie :))

milgraj pisze...

No no...:D
Widzę, że Wojtek przejmuje rolę głowy rodziny:)
Przy okazji naroboliści mi smaku na rybę, a ogon wciągnąłbym z czystą przyjemnością...
Pozdrawiam;)