poniedziałek, 22 grudnia 2008

Sentymentalny pasztecik

Jest takie magiczne miejsce, gdzie czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu. Zawsze, gdy jestem w Szczecinie, staram się wybrać w podróż sentymentalną na „pasztecika z barszczem”. Jako dziecko jadłam je w punkcie gastronomicznym naprzeciwko kina Kosmos. Później bar przeniesiono w al. Wojska Polskiego naprzeciwko hotelu Gryf, gdzie do dziś na ścianie jest ta sama mozaika z rybami. Cudnie! Później szkoła średnia, studia … i zawsze nieodłączny pasztecik z barszczem.


Zdjęcia niestety nie są najlepsze, wykonane telefonem, choć aby oddać atmosferę powinny być raczej zrobione leciwą Cmieną

I nie jest to taki zwyczajny pasztecik – do jego produkcji wykorzystywana jest maszyna, którą wiele lat temu sprowadzono z ówczesnego Związku Radzieckiego, a która miała służyć celom wojskowym. Jedyna taka maszyna w naszym kraju! Paszteciki w czasie pieczenia poruszają się na ruchomych platformach, by na koniec „wyskoczyć” wprost do specjalnego pojemnika.

Aż trudno uwierzyć, że szczecińskie paszteciki niebawem obchodzić będą 40 urodziny. Kiedy były one największym hitem, prawie symbolem Szczecina, o Pizzy Hut, KFC, czy innych fast foodach nikt nawet nie marzył. I choć tyle lat minęło bar wciąż ma ten sam wystrój i klimat. Z sentymentem wspominam pełne absurdu czasy popijając barszczem słynne paszteciki.



Nasz mały turysta Wojtek także w nich zasmakował – szczególnie w ich chrupiącej części. Pomimo, że kupiliśmy mu album „Rekwizyty” ze zdjęciami Chrisa Niedenthala z komunistycznej Polski nigdy nie uwierzy, że aby kupić pomarańcze, czy banany trzeba było stać całą noc w kolejce.

Więcej o szczecińskich pasztecikach i Pani Bogusławie

2 komentarze:

globalistka pisze...

A jak smakowały wystane i wyczekane banany i pomarańcze :)

joanna pisze...

Pani Bogusława ma absolutną rację...

A miejsce 'kultowe' ;)
W Warszawie takich lub podobnych miejsc prawie nie ma.
Znikają bary, kina (!), burzy się piękne, zabytkowe (wprawdzie lata 60 i 70.) sklepy, aby w ich miejsce powstawały zgoła inne i niefajne budynki...Taki czasy?

Mój syn (wiele, wiele starszy od Wojtka) uwielbia nasze wspomnienia z tamtych ciężkich czasów ;)
Pozdrawiam serdecznie