piątek, 16 stycznia 2009

Friday market

Piątkowy poranek jest dniem wolnym od pracy, ale jest to przede wszystkim dzień wzmożonych zakupów. Skoro świt mieszkańcy Egiptu ruszają sprzedawać i kupować wszystko, co tylko się da. Lokalne rynki są jak dawne sklepy kolonialne – można na nich kupić wszystko od mydła do powidła. Nowe rzeczy zazwyczaj stanowią mniejszość i są to najczęściej chińskie rowery dla dzieci i drobiazgi do domu. Za to używanych ... co nie miara. Zaczynając od ubrań porozrzucanych na rozłożonych na ziemi płachtach, starych telewizorów (swoją drogą ciekawa jestem, czy działających), lampach a kończąc na rozbitym lustrze. Każdy znajdzie tu coś dla siebie!



Raj dla mężczyzn – egipskie OBI


A może drzwi do Paryża ...

1 komentarze:

joanna pisze...

Egipskie Obi jest nie do przebicia ;))