niedziela, 4 października 2009

Kot metkowy

- Tego kodu metkowego nie da się zdjąć z długopisu - przejęzyczyłam się w sklepie zamiast powiedzieć "kodu paskowego".
- Czy kot metkowy to kot, który je metki z ubrań? - podchwycił mały turysta Wojtek.
- Ach, zjadłbym metkę* ... - rozmarzył się Chris

... no cóż, głodnemu zawsze chleb na myśli ;)



* dla niewtajemniczonych: metka - kiełbasa z siekanego mięsa z przyprawami bardzo popularna w latach 80 i 90-tych ubiegłego wieku. Osobiście jej nie znosiłam, więc karmiłam nią mewy nad morzem


Przeczytaj także:
Na pustynię? Beze mnie?
To powiedz to uszom!
Strachy na Lachy

4 komentarze:

blog niedzielny pisze...

hahhahahahha dobre ,a propos, metki tez niecierpialam ;-)

Zadora pisze...

metki nadal są w sklepach, nawet asortyment jest większy. Są nawet łososiowe (nie wiem czy chodzi wyłącznie o kolor) :)

Hawwaa pisze...

Zadora masz racje, metki i ich wariacje w sklepach są, ale wyglądają niezmiernie nieapetycznie :P ja osobiście raz próbowałam tego wynalazku, i tak szybko jak się znalazł w moich ustach... nie, jeszcze szybciej, znazał się w koszu na śmieci. Ale jak sprzedają to widocznie ktoś to jeszcze wsuwa.

Miłego dnia wszystkim metkowiczom i nie-metkowiczom.

aga.b pisze...

oczywiście,że karmią metką nadal. Będąc w okresie ramadanu w Tunezji, na śniadanie dostawaliśmy metkę badź ser żółty ;-)
smacznego