piątek, 16 października 2009

Szok kulturowy

Kair jest egzotycznym miastem. Dla mnie to wrota do prawdziwej Afryki. Na głównych ulicach jest asfalt w znacznie lepszym stanie niż w Polsce, ale wystarczy zagłębić się w uliczki starego Kairu, aby iść po klepisku polewanym regularnie wodą (wraz z nogami przechodzących ;), aby mniej się kurzyło. Kolorowo pomalowane samochody, ludzie czy wielbłądy jadące na pace, nieoznakowane spowalniacze na ulicach, przez które można stracić podwozie, sklepy z żywym drobiem ...



Pierwsze tygodnie to zachwyt, przeżywanie każdej przygody ... Patrz, patrz ... widziałeś? A tam – zobacz, jaki stary samochód ... A tam, patrz! Jedzie na rowerze ... w galabiji. Jednak to, co na początku bawi – bariera językowa, niedotrzymywanie terminów przez tutejszych mieszkańców, czy bukra inshaAllah powoli zaczyna przeszkadzać. Kończy się „miesiąc miodowy”, a zaczyna codzienne życie. To właśnie nazywa się szokiem kulturowym, który zazwyczaj przychodzi pomiędzy 3 - 6 miesiącem pobytu w nowym kraju.



Mija już półtora roku odkąd przyjechaliśmy. Znam niemal każdą uliczkę w swojej okolicy (i nie tylko ;). Uczę jak gdzie dojechać naszego kolejnego kierowcę ... chyba już piątego czy szóstego w tym roku (straciłam już nawet rachubę). Potrafię uzyskać potrzebne informacje na ulicy trochę mniej wymachując rękami ... Czasami zachowuję się już jak Egipcjanka: patrzę ponad młodymi mężczyznami, a przede wszystkim oduczam się wpojonej nam przez komunizm zasady, że każdy jest równy. W Egipcie panuje system kastowy – tutaj każdy zna swoje miejsce i tego należy się trzymać. I należy wymagać – jeżeli raz się odpuści, to nie dość że następnym razem więcej rzeczy zostanie źle lub nie zostanie wykonanych, ale jeszcze stracimy szacunek w oczach pracującej dla nas osoby. Tak więc co jakiś czas trzeba pokazać, kto tu rządzi!

Ale jest przecież tyle rzeczy, których nie doceniamy na co dzień, a których będzie nam brakowało po powrocie do kraju: pracownik sklepu pakujący zakupy i niosący je za nami do samochodu za 1 funta (około 60 groszy). Tutaj wręcz nie wypada samemu nosić zakupów. Zakupy na telefon z dowolnego sklepu, księgarni czy nawet apteki o każdej porze dnia, czy nocy. Prasowacz na telefon, zabierający za niewielką opłatą ubrania i przywożący je po kilku godzinach wyprasowane. Bawaab siedzący cały dzień przed domem i pilnujący, aby nikt się tu nie kręcił, czy wreszcie taksówki, na które codziennie narzekamy, a które dostarczają nam tylu przygód i co więcej wożą nas niemal za jeden uśmiech, czyli średnio za 5 funtów (3 złote) po całej dzielnicy.



I choć muszę przyznać, że czasami coś mnie wyprowadzi z równowagi, ale Szoku Kulturowego na szczęście, jak nie było, tak nie ma!

Ps. Dzisiaj nasz nowy kierowca, który jeździ z nami dopiero trzeci dzień chciał mnie wyręczyć w zakupie baterii w kiosku, ale przecież tyle potrafię jeszcze zrobić sama ;)

Ps1. Jeżeli mieszkacie za granicą podzielcie się proszę opiniami, czy przeżyliście szok kulturowy i co Wam najbardziej przeszkadzało.


Przeczytaj także:
Wrócimy jutro, inshaAllah!
Z dostawą do domu
Taxi

11 komentarze:

Ala pisze...

czytam posty z zapartym tchem,podziwiam i zazdroszczę.wspaniała lektura,pozdrawiam gorąco

Agnieszka M pisze...

Aniu moj szok kulturowy trwal miesiac i pojawil sie na samym poczatku,spowodowany glownie zmiana obyczajow,trybu zycia,meczylo mnie ze rano nie moge isc pos wieze pieczywo,bo wypiek zaczyna sie dopier kolo 11,ze sklepy sa zamkniete na sieste a po zakupy mozna wyjsc dopiero poznym popoludniem bo w gorace lato rzadko kto otwiera wczesnie..ehh

Co do opisywanej sceny z wielbladem,pomimo 3 i pol roku jakie tu jestem w ostatni weekend jadac z nowego Maadi w kierunku Gizy,przekraczajac most na Nilu zobaczylam niesamowity widok..wioske,pole uprawne,zagrody to wszystko takie typowe dla egipckiej wsi-w centrum miasta,choc na wyspie.niesamowite.

Kroniki egipskie pisze...

Agnieszko, mnie najbardziej męczy, że pediatra zaczyna przyjmować od 7.30, a moi lekarze od 9.00 wieczorem oczywiście (!). Wolałabym spędzać wieczory w rodzinnym gronie ;)

Co do wyspy to często tam przejeżdżamy. Zobacz zdjęcia z kolejnej wyspy, która jest jeszcze bardziej w Centrum Kairu:
Wyprawa na wyspę

Mnie natomiast najbardziej szokuje widok owiec "wypasanych" na dachach starego Kairu. To dopiero jest widok!

aga.b. pisze...

a dla mnie szokiem było to,że na kolację z dziećmi wychodzi się około północy oraz to,że gdy ktoś podczas sjesty w południe choć spróbuje słuchać muzyki w swoim własnym domu zostanie porządnie zbesztany :-)ale to nie Egipt-to Andaluzja :-))

Agnieszka M pisze...

Aniu, moj pediatra przyjmuje od 21 ;) zawsze ma godzinny poslizg mimo ze pacjentow umawia na 21..nie raz zdarzylo mi sie wychodzic od leakrza po polnocy.Jeszcze pamietam,ze bardzo mnie denerwowalo,ze kazdy sklepik ma waska specjalizacje i trzeba biegac po calym miescie za reszta sprawunkow ;)

Pchełka pisze...

dziewczyny nie mieszkam za granicą..ale podziwiam Was, trzeba mieć dużo odwagi, zamozaparcia i być silną..czasami nie ma wyboru..wiem..serdecznie pozdrawiam

blog niedzielny pisze...

mnie osobiscie w" moim"kraju nic nie szokowalo chyba nigdy ,moze raczej zastanawialo ,a i tez denerwowalo,a co do egiptu to denerwowalo mnie ze nie bylo toalet publicznych w miejscach dla turystow,jesli gdzies wyjezdzam to najpierw rozgladam sie za toaleta bo tam jestem czestym gosciem hahaha

natiwa pisze...

a pamietam jakie mialas watpliwosci przed wyjazdem ;)

ja doznalam szoku od razu na poczatku, glownie za sprawa bariery jezykowej, kuchni tajwanskiej i brakiem jakiegokolwiek kontaktu z Polonia i znajomymi z kraju

Hawwaa pisze...

A ja mimo że mieszkam w Polsce, szoku doznaje codziennie!

1) jak siedzę w mc donaldzie i podchodzi do mnie cygan mówiąc "pieniądze albo telefon"
2) jak pijany sąsiad wsiada do samochodu, powoduje wypadek, wpada do rzeki a na koniec ucieka ze szpitala
3) jak kontroler mpka wyzywa staruszkę od różnych bo za długo wyciąga bilet w portmonetki
4) jak w tramwajach siedzą gówniarze odwróceni przodem do okna udając że nie widzą starszej kobiety o kulach
5) jak przewraca się na ulicy człowiek a wszyscy obchodzą go szerokim łukiem nie udzielając pomocy


i to wszystko tylko w ostatnich kilku dniach. coraz bardziej szokuje mnie społeczeństwo, które uważa sie za wykształcone. Mądry zapyta w jakiej dziedzinie? bo mi się wydaje że w dziejszych czasach, ludzie patrzą jedynie na czubek własnego nosa i pozbawieni są jakichś takich resztek normalności. To się nazywa szok, taka znieczulica, bezczelność, bezmyślność...
albo poprostu JA jestem dziwna, inna lub mam gorszy dzień.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i cieplutko

www.algierski.blog.onet.pl pisze...

Ja szoku kulturowego w Algierii nie przeżyłem, a niedługo stuknie mi okrągły rok pobytu... Niektóre rzeczy mnie śmieszą, inne denerwują, ale co zrobić, przyjmuję to wszystko z dobrodziejstwem inwentarza.
Jako ciekawostkę podam, że w środku Algieru ( miasta bądź co bądź 3-milionowego) ludzie np. trzymają kury na podwórku... Przerażajają mnie tutaj 3 rzeczy i do nich nie mogą przywyknąć:
- fatalny stan uzębienia Algierczyków
- wszechobecny bród
- widok dzieci w samochodach, których nie przewozi się tutaj w fotelikach...
Pozdro,
Al-Gierczyk

鄺寧寧 pisze...

Mnie szok kulturowy jakoś ominął. Mieszkam w Hongkongu 2,5 roku, więc jeśli miałby być, to pewnie by już był. Chłonę to miejsce garściami, a każdą różnicę traktuję jak przygodę i tyle :)

Ale do pewnej rzeczy się nie przyzwyczaję: mlaskania. Po prostu nie mogę znieść, gdy Chińczycy (i nie tylko, w końcu to nie cecha narodowa) ciamkają i jedzą z otwartymi ustami, pokazując ci, co jest w środku.