poniedziałek, 23 listopada 2009

Druga wojna futbolowa

Lata 60-te XX wieku. Ameryka Południowa. Honduras i Salwador coraz bardziej spierają się o los salwadorskich rolników osiedlających się w Hondurasie. Napięcie rośnie, rządy denerwują się, a życie toczy się dalej, czego wynikiem są mecze piłkarskie obu reprezentacji. Przed pierwszym meczem kibice gospodarzy urządzają ogromną balangę pod hotelem, w którym nocują goście. Goście nie zmrużyli oka, więc następnego dnia grają słabo i przegrywają. Po jakimś czasie trzeba rozegrać mecz rewanżowy w Salwadorze, gdzie sytuacja jest niemal identyczna i Honduras przegrywa mecz. Czara goryczy zostaje przelana, dochodzi do strzałów na granicy i 14 lipca 1969 roku do akcji wkraczają armie obu krajów, przez co ostatecznie ginie około 3000 osób.

Rok 2009. Sobota 14 listopada – jeden z ostatnich dni rozgrywek eliminacji Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Dzień wcześniej w Kairze rozpoczyna się nękanie reprezentacji Algierii. Przed hotelem, w którym nocują algierczycy urządzona jest podobna impreza, jak ta 40 lat wcześniej w stolicy Hondurasu. Algierczycy nie śpią, a autobus, którym poruszają się zawodnicy jest obrzucony kamieniami, które ranią kilu zawodników. Gracze nie zmrużyli oka, więc grają słabo i przegrywają 2:0. Taki wynik wymusza rozegranie meczu dodatkowego, tym razem w stolicy Sudanu. Egipcjanie są w euforii po wygranej w Kairze, a Algierczycy w bardzo bojowych nastrojach po ataku na ich piłkarzy. Prezydent Algierii organizuje samoloty wojskowe dla kibiców, które na dzień przed meczem transportują około 10 tysięcy kibiców do Chartumu. Cel jest jeden – odegrać się za upokorzenie w Kairze. Prezydent Sudanu przekazuje kibicom Algierii 10 tysięcy darmowych biletów na mecz. Ceny noży w Chartumie rosną sześciokrotnie. Algierscy kibice są rozlokowani w prowizorycznych namiotach na wielu skwerach Chartumu i otrzymują wojskowe racje żywnościowe przywiezione z Algierii. Przedstawiciele obu drużyn spotykają się przed meczem u prezydenta Sudanu, ale nie dochodzi do uścisku dłoni obu reprezentantów – napięcie sięga zenitu. Ostatecznie Algierczycy wygrywają 1:0, świętują i rozpoczynają się walki pomiędzy zwaśnionymi kibicami. W Kairze ludzie nie potrafią zrozumieć, dlaczego ludzie z arabskiej Algierii atakują ludzi z arabskiego Egiptu. Dochodzi do demonstracji przed ambasadami w obu stolicach, ambasadorowie wzywani są na dywanik i odwoływani do rodzimych krajów, palone są flagi narodowe, niszczone wszelkie symbole „wrogiego” kraju, plądrowane są przedstawicielstwa egipskich firm w Algierii, a egipska firma Orascom jest wezwana przez algierskiego fiskusa do zapłacenia 600 milionów dolarów rzekomo zaległego podatku. Dobrze, że oba kraje nie graniczą ze sobą, bo mogłoby dojść do krwawych zamieszek.

Pozostaje tylko pytanie – kto pierwszy wyciągnie rękę na zgodę?

10 komentarze:

Magnolia pisze...

Aniu nikt nie wyciagnie reki pierwszy.Te zamieszki sa kontynuacja tego co dzialo sie kiedys miedzy Egiptem a Algieria.Niestety oba kraje nigdy nie beda mialy dobrych stosunkow,a kazda okolicznosc je szieli jeszcze bardziej...ljak chociazby pilka nozna.
Jak dla mnie zachowanie prezydenta Buteflika jest conajmniej nie na miejscu,natomiast w tym przypadku to Mubarak pokazal klase polityczna-jesli mozna to tak nazwac.

Roqaya pisze...

oliwy do ognia tak naprawde dodala informacja powtarzana przez media, iz 6 Algierskich kibicow zostalo zabitych podczas zamieszek podczas pierwszego meczu. Ambasador Algierii dementowal plotki, ale juz bylo za pozno, bo furia sie rozprzestrzeniala z predkoscia swiatla i oczywiscie zaraz powstala teoria spiskowa.

smutne to, ze nawet w sporcie nie mozna zachowac zasad fair play.
najsprawiedliwiej byloby gdyby obie druzyny za te zamieszki zostaly zdyskwalifikowane z MŚ.

www.algierski.blog.onet.pl pisze...

Może w Algierii jest jakaś blokada informacyjna, ale w tutejszych mediach nie było żadnej kampanii przeciw Egiptowi! Nawet teraz dziennikarze nawołują do opamiętania się. Podobno w egipskich mediach i sferach rządowych nastawienie jest bardziej bojowe.
Nie bardzo też wiem o jakim zachowaniu Boutefliki jest mowa - to raczej Moubarak i jego synalek dolewają podobno cały czas oliwy do ognia...
Pozdrawiam serdecznie,
Al-Gierczyk

Magnolia pisze...

Al-Gierczyku mowa o przemuwieniu w ktorym prezydent rzucil stwierdzeniem "zab za zab" i tak sie potoczyla dalsza batalia bo nagle dzieki jego lasce niezliczona masa Algierczykow pojechala do Sudanu,bynajmniej nie po to aby kibicowac.

Roqaya pisze...

no coz, gdzie pojawiaja sie prawdziwe informacje najwyrazniej mozna ocenic po tym co dzieje sie na ulicach danego kraju. w Egipcie jakos napadow na algierskich biznesmenow i firmy nie ma. w przeciwienstwie do Algierii...

www.algierski.blog.onet.pl pisze...

PRZEPRASZAM, ZA BARDZO SIĘ SPIESZYŁEM PISZĄC KOMENTARZ, GO ZASTĄPIĆ PONIŻSZYM. PRZEPRASZAM!

Radziłbym tak nie wierzyć egipskim mediom. Egipt ma ogromną przewagę medialną i Algieria nie ma szans przebić się ze swoją wersją wydarzeń.
Po pierwsze: nie słyszałem, żeby Bouteflika podsycał konflikt między Egiptem a Algierią. Powiem więcej: w przeciwieństwie do egipskich polityków, politycy algierscy raczej nie zabierają w tej sprawie głosu.
Po drugie: Egipcjanie twierdzą, że w Sudanie algierscy kibice ich pobili. A dlaczego nie podnosili larum, jak Egipcjanie w Kairze zaatakowali piłkarzy (!), raniąc czterech z nich? Owszem, demolka firm była i to jest hańba, co się podkreśla w algierskiej prasie. A co robi się w Egipcie? Rozpowszechnia się informację, że szyby w autokarze powybijali sami piłkarze i sami się ranili...
Po trzecie: Nic w Algierii nie słychać, żeby ktokolwiek atakował Egipcjan. Ale mówi się za to o tym, że Egipcjanie atakują w Kairze algierskich studentów. Dlatego właśnie radzę nie ufać mediom. W algierskich mediach pokazuje się np. Egipcjan palących algierskie flagi - czy ktoś widział Algierczyków palących flagi egipskie?
Po czwarte, już na marginesie: piłkarze egipscy byli przyjęci po królewsku przed meczem w Algierze. Dostali za darmo hotel i serwis. W Kairze Algierczycy musieli za wszystko płacić. O kamieniach już wspomniałem.
Al-Gierczyk

Magnolia pisze...

"Nic w Algierii nie słychać, żeby ktokolwiek atakował Egipcjan"

Al-Gierczyku i tu sie mylisz,stad tez wycofywanie przez egipskie firmy pracownikow i zemsta rzadu z niby zaeglymi podatkami o ktorych to sobie przypomnieli ;)

"Ale mówi się za to o tym, że Egipcjanie atakują w Kairze egipskich studentów" to chyba literowka,bo to niedorzeczne lekko.


Ty sluchasz tego co mowia algierskie media,wiec prosze nie przekonuj nas zebysmy robily tak samo bo poodbnie jak dla ciebie egipskie sa nieobiektywne tak dla nas sprawa wyglada w przeciwna strone.

zreszta sam mecz jak widac po tej dyskusji jest tylko przykrywka.
Ja proponuje sytuacje z autobusem wpisac do ksiag historycznych,gdyz uwazam ze algierska druzyna nie ma najmniejszych szans na dalszy awans,a zatem o czyms trzeba mowic.

Kroniki egipskie pisze...

Widzę, że i u nas emocje sięgnęły zenitu ... pomimo, że wojna futbolowa nie do końca nas dotyczy. Teraz najlepiej widać, jak silne emocje muszą udzielać się Egipcjanom i Algierczykom.

Niestety każda ze stron ma swoje za skórą, więc przekonywanie że druga strona jest bardziej winna do niczego nie doprowadzi. Szkoda tylko, że konflikt będzie narastał, bo nikt nie będzie szukał sposobów na jego zakończenie ...

Na dzisiaj "halas" ;)

Magnolia pisze...

Dokaldnie Aniu,warto przyznac ze jedna strona zaczela a druga skonczyla.W tym sporze nie ma nikogo bez winy.

Anonimowy pisze...

http://aktywni.pl/aktualnosci/ii-wojna-futbolowa/