sobota, 14 listopada 2009

Piłkarska gorączka!

Tym razem "o wszystko" nie grają Polacy, lecz Egipcjanie. Do szczęścia i awansu do Mistrzostw Świata w piłce nożnej potrzebują dzisiaj mocnego zwycięstwa nad Algierią, na przykład 3:0 lub … 4:1.

Czy się uda? Egipcjanie wierzą, że tak i od kilku dni żyją meczem wywieszając flagi narodowe gdzie się tylko da, szczególnie na samochodach. Jeżdżą po mieście z flagami i radośnie trąbią. Flagi można było kupić od kilku dni, a ich cena rosła od kilkunastu funtów niecały tydzień temu do kilkudziesięciu funtów dzisiaj, kiedy napięcie sięgnęło zenitu!

Już za kilkadziesiąt minut wszystko będzie jasne – albo będzie totalna euforia albo kompletna rozpacz.







Tutaj zobaczycie, co w tym czasie działo się w Algierii

PS. Egipcjanie wygrali 2:0 i choć w związku z tym czeka ich jeszcze jeden mecz z Algierią na neutralnym gruncie szaleństwo ogarnęło miasto. Na ulicach tańczą wszyscy (mężczyźni) - widziałam nawet tańczącego policjanta w mundurze. Ulice są pełne samochodów, które klaksonami wygrywają pieśń zwycięstwa i jak tak dalej będą świętować, to do rana nie zmrużymy oka.

Przeczytaj także:
Druga wojna futbolowa

4 komentarze:

Agnieszka M pisze...

z tego co dochodzi zza mego okna to raczej euforia ;) ale dogrywka 18 w Sudanie,wiec jeszcze wszystko sie moze zdarzyc ;)

Roqaya pisze...

wiekszosc kibicow zapewne nie wiedziala jaka przewage musi uzyskac ich druzyna, ale mimo to Egipcjanie zawsze ciesza sie z wygranej, chocby bitwy a nie wojny.

Tribudragon pisze...

Ania,

nie tanczylas rowniez ??

A jaki wynik meczu Polska - Rumunia ??

Pozdrawiam z Indonezji,
L

Kroniki egipskie pisze...

Dziewczyny,
przeczytajcie co działo się w tym czasie w Algierii:
http://algierski.blog.onet.pl

Leonard,
fanem piłki nożnej nie jestem, choć akurat siedziałam w poczekalni kiedy Egipcjanie strzelili drugą bramkę. Niewielki czarno-biały telewizor, śnieżący, więc widziałam gola choć kompletnie nie wiedziałam kto go strzelił ;) Dopiero uśmiech na twarzach mężczyzn oznaczał, że pora na "Mabruk!" - gratulacje.

Zaraz po zakończeniu meczu wracałam do domu: aż dziw bierze, że moje bębenki słuchowe to przeżyły i nie zostałam rozjechana przez rozentuzjazmowanych kierowców. O taksówce w tym czasie mogłam tylko pomarzyć - wszystkie były zajęte przez kibiców machających flagami.
Dobrze, że kolejny mecz będzie już w innym kraju.

Pozdrawiam ciepło
Ania