środa, 4 listopada 2009

W poszukiwaniu lokalnego kolorytu

Najbardziej reprezentacyjnym bazarem w Kairze jest Khan al Khalili, założony już w 1382 roku. To miejsce jak z bajki, lśniące złotem, srebrem i mosiądzem wabiącym do mrocznych wnętrz sklepików. Pachnące korzennymi przyprawami wystawionymi w ogromnych workach. Z labirytem uliczek, wśród których można się zagubić, i za każdym razem odkryć coś nowego: warsztat, w którym zdobione są mosiężne talerze, czy moje ulubione pudełka inkrustowane masą perłową, przepiękne plansze do Backgammona, czy sklepy ze starociami pełne leciwych aparatów fotograficznych i gramofonów. Tutaj jak przed wiekami kwitnie tradycyjne rzemiosło. Miejsce magiczne.



Lubię tam spacerować o różnych porach dnia. Zarówno rano, kiedy wszystko budzi się do życia, gdy sprzedawcy otwierają żelazne rolety i zajęci rozkładaniem towaru nie mają możliwości zachwalania swoich towarów, jak i wieczorem, kiedy tradycyjne lampy rozświetlają mrok i tworzą atmosferę, jak ze Skarbca Alladyna. Jednak ze względu na dużą ilość turystów i sprzedawców, u których „za patrzenie się nie płaci i wszystko jest niemal za darmo”, przynajmniej do czasu wejścia do sklepu, jeszcze bardziej lubię zapuścić się w mniejsze, lokalne uliczki i tam poszukać tutejszych ciekawostek. O tym jednak następnym razem ...



Przeczytaj także:
Al Alamein, czyli Dwa Światy
Wirujący derwisze
Zakupowe szaleństwo

5 komentarze:

Pchełka pisze...

Jak ja uwielbiam takie ryneczki, targowiska itp..:))

Lacrima pisze...

Byłam tam w marcu czarodziejskie miejsce :)

natiwa pisze...

targowiska to rowniez moje ulubione miejsca, lubie patrzec na sprzedawcow :) zdjecia przesliczne, a te kolory!

Natalia pisze...

znów będę w listopadzie - mam nadzieję, ze w Kairze będzie spokojnie

Kroniki egipskie pisze...

Natalio, wszyscy mamy taką nadzieję. Życzę udanego pobytu!