piątek, 30 stycznia 2009

Z notatnika Chrisa: Algierskie historie

Zimowy Algier jest miejscem, w którym przede wszystkim wieje silny wiatr. Wieje ciągle, mocno a czasami do tego pada deszcz lub grad. Wymienione powody są zupełnie wystarczające do tego, aby wychodząc z biura szukać miejsc najbliższych, do których jest nie dalej niż jakieś 200 metrów.

Na szczęcie droga do kafeterii mieściła się w tej granicy. Zamówiliśmy herbatę, typową, słodką i niemal gęstą. Delektując się smakiem rozglądaliśmy się po otoczeniu. Towarzyszący mi koledzy (Algierczyk i Francuz) zwrócili moją uwagę na wiszące w kafeterii zdjęcia francuskiego Algieru sprzed około 100 lat. Na zdjęciach spacerowali ludzie w strojach z epoki, przejeżdżały dorożki i tramwaje, a budynki błyszczały świeżością. Co ciekawe na kilku zdjęciach uwieczniono ulicę, którą przed kilkoma chwilami przechodziliśmy. Kontrast jest ogromny. Dziś po kilku pięknych kamienicach nie zostało już nic, a zamiast nich są małe nieładne domy, lub puste przestrzenie. Widoczny na zdjęciu tramwaj przestał jeździć w Algierze dawno temu, ale co ciekawe jest plan reaktywacji algierskich tramwajów. Właśnie na wspomnianej ulicy, kilkaset metrów dalej coś się buduje, ale mam nieodparte wrażenie, iż kiedy byłem tu w sierpniu prace były na tym samym etapie co teraz, tym bardziej, że nie zauważyłem tam ani jednego robotnika w ciągu całego tygodnia. Tramwaj ma się łączyć z metrem, ale samo metro to już tylko wielki i ambitny plan, który może nie doczekać się realizacji w tym stuleciu.

No cóż, w końcu dopiliśmy herbatę, odłożyliśmy na bok marzenia o tramwajach i wróciliśmy do zimowej, algierskiej rzeczywistości …

wtorek, 27 stycznia 2009

Gdzieś na drodze ...

W ulicznych korkach można zobaczyć różne interesujące pojazdy, ładunki oraz ciekawych podróżnych. Tym razem to zapewne nowa dostawa do sklepu. Szkoda tylko, że możecie zobaczyć, że szyba od kasku zamiast osłaniać oczy chroni brodę ... dobrze jest chronić szczękę przed upadkiem :)

sobota, 24 stycznia 2009

Nie ma, nie ma wody na pustyni?

W latach 80-tych Beata Kozidrak śpiewała „Nie ma, nie ma wody na pustyni, a wielbłądy nie chcą dalej iść”. Okazuje się, że z wodą na pustyni nie jest tak źle. Oczywiście są ogromne przestrzenie bez ani jednej kropli, ale trasy karawan planowano niegdyś tak, aby co jakiś czas dotrzeć do oazy i uzupełnić zapasy. W okolicy oazy Siwa ilość wody zaskoczyła nas ogromnie. Sama oaza jest bardzo rozległa i słodka woda przelewa się kanałami i strumykami, co kilkadziesiąt metrów. Są też ogromne słone jeziora, w których niestety nie żyją żadne istoty tak samo jak w Morzu Martwym. Z oazy Siwa wyruszyliśmy nieco na południowy-zachód, gdzie walczyliśmy z burzą piaskową, ale już następnego dnia dotarliśmy do słodkiej wody. Pierwszym miejscem był tak zwane zimne jezioro, położone po środku morza piasku. Woda przypływa tu pod ziemią i pochodzi z położonego kilka kilometrów dalej gorącego źródła Bir Wahed. W zimnym jeziorze woda była rzeczywiście bardzo zimna, ale za to woda przy Bir Wahed była wprost idealna do kąpieli, a poza tym ponoć lecznicza. Kąpiel w zimie na środku pustyni w wodzie o temperaturze bliskiej 40 stopni Celsjusza jest niezwykłym doświadczeniem.




Zimne jezioro

Po nocy spędzonej blisko tego miejsca pojechaliśmy jeszcze do małej oazy Shyata - miejsca oddalonego o kilkanaście kilometrów od granicy libijskiej. Jeszcze niecałe 2000 lat temu była to oaza zamieszkana przez całkiem liczną społeczność, ale z biegiem lat ludzie postanowili opuścić to miejsce i przenieść się do Siwy oraz innych miejsc. Woda w tutejszym jeziorze jest niestety słona, ale ponoć w okolicznych wzgórzach drążono studnie skąd pobierano w starożytności słodką wodę do picia. Sól osadza się tu na wszystkim. Piasek na tutejszej plaży pokryty jest warstwą soli przybierającej różne odcienie od białego, poprzez różowy do niebieskiego.




Bir Wahed - gorące źródło ukryte wśród piasków Sahary

Wydaje się więc, że dla ludzi którzy znają pustynię, nie jest ona tak straszna i sucha. Przewodnicy karawan potrafili nawigować na podstawie słońca i gwiazd oraz ułożenia skał i rodzaju piasku, po którym szli, a dzięki temu wszystkiemu dokładnie wiedzieli ile dni marszu dzieli ich od kolejnych źródeł życiodajnej wody.

* * *
Nie ma, nie ma wody?
Oblicza pustyni - galeria zdjęć
Dobre duchy pustyni

środa, 21 stycznia 2009

Ratunku! Potwór w ogrodzie

Pojawił się nagle w naszym ogrodzie. Siedział na moim krześle ... Nie jestem osobą, która boi się pająków, ale on był ogromny ... Patrzył na mnie przenikliwie ... czułam się dziwnie! Wygrzewał się w słońcu, jakby był zmarznięty. A potem nagle ... zniknął. Ciekawe, czy go jeszcze spotkam?



wtorek, 20 stycznia 2009

Co kraj to obyczaj

Islam nakazuje kobietom nakrywanie głów. Ma to budzić respekt i szacunek wśród innych, ale i pozwolić na ukrycie się kobietom w „bezpiecznym od mężczyzn” zakątku. Świat nie stoi jednak w miejsu, a każda kobieta chciałaby być piękna. Dlatego też młode Egipcjanki noszą chusty w bardzo modny sposób łącząc ze sobą różne, dobrane do pozostałych elementów stroju, kolory. Tym samym zamiast skromnie, wyglądają raczej jak piękne kolorowe motyle.



Są jednak zakątki Egiptu, gdzie czas „stanął w miejscu” dość dawno temu. W oazie Siwa kobiety nie dość, że ubierają się w tradycyjny sposób, to jeszcze całe twarze mają zakryte czarnymi chustami. Nie jest także wskazane, aby rozmawiały z obcymi mężczyznami. Dlatego też, kiedy w czasie jazdy wozem przewrócił się osiołek i nasz przewodnik pobiegł na pomoc, to jadąca tym wozem kobieta odeszła na bok, z daleka obserwowała co robi nasz przewodnik i nie odezwała się do niego ani słowem.

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Z notatnika Chrisa: Marokańska wiosna

W Polsce mamy obecnie zimę, w Egipcie praktycznie powróciło lato, więc gdzieś zapodziała się wiosna. W tym tygodniu przygnało mnie do Maroka i okazało się, że wiosna jest właśnie tutaj. Kiedy samolot podchodził do lądowania w Casablance, jak okiem sięgnąć krajobraz był jak wielki zielony dywan, z którego wystawały brązowe wierzchołki gór. Nie było praktycznie skrawka ziemi, który byłby w innych barwach. Dopiero w samej Casablance miejski krajobraz spowodował, że zaczęły pojawiać się inne kolory, ale przedmieścia były nadal zielone, pasły się stada owiec a bociany spokojnie spacerowały po mokradłach w poszukiwaniu żab. Ogromne wrażenie robią też drobne pomarańczowe kwiaty, które pokrywają niektóre łąki, co przypomina polskie mlecze układające się w wiosenne dywany pod koniec kwietnia.

Temperatury też są wiosenne, ponieważ w dzień termometry wskazują około 15 stopni, co przy wietrze od oceanu nie pozwala na odłożenie ciepłych kurtek do szaf.

piątek, 16 stycznia 2009

Friday market

Piątkowy poranek jest dniem wolnym od pracy, ale jest to przede wszystkim dzień wzmożonych zakupów. Skoro świt mieszkańcy Egiptu ruszają sprzedawać i kupować wszystko, co tylko się da. Lokalne rynki są jak dawne sklepy kolonialne – można na nich kupić wszystko od mydła do powidła. Nowe rzeczy zazwyczaj stanowią mniejszość i są to najczęściej chińskie rowery dla dzieci i drobiazgi do domu. Za to używanych ... co nie miara. Zaczynając od ubrań porozrzucanych na rozłożonych na ziemi płachtach, starych telewizorów (swoją drogą ciekawa jestem, czy działających), lampach a kończąc na rozbitym lustrze. Każdy znajdzie tu coś dla siebie!



Raj dla mężczyzn – egipskie OBI


A może drzwi do Paryża ...

czwartek, 15 stycznia 2009

Kwintesencja Kairu

Trudno jest w krótkich słowach określić, jaki jest Kair. Jak dla mnie jest przede wszystkim pełen życia, hałaśliwy, słoneczny, kolorowy, przyjazny, tolerancyjny, różnorodny, egzotyczny, islamski, wielokulturowy, zaskakujący ... piękny! Chyba łatwiej pokazać to na zdjęciach ...
(kliknij, aby je powiększyć)


... jak z Baśni 1000 i jednej nocy

niedziela, 11 stycznia 2009

Ach jak przyjemnie ...

Wczoraj przyszło ocieplenie i temperatura w ciągu dnia przekroczyła 23 stopnie Celsjusza. Siedzieliśmy w ogrodzie i wygrzewaliśmy się w słońcu jak jaszczurki. I robiliśmy wiosenne (choć przecież w pełni zimy :) porządki.

Oznaki zimy, czyli jak w Egipcie nie pomylić zimy z latem:
1. Egipcjanie wciąż narzekają, że marzną – aż trudno w to uwierzyć znając polskie zimy. W nocy jednak temperatury spadają poniżej 10 stopni, a okna w domach są nieszczelne i nie ma centralnego ogrzewania :(

2. na niebie pojawiły się chmury, choć w naszym rozumieniu są to raczej białe obłoczki, które rzadko zasłaniają słońce. Słońce nadal świeci codziennie!

3. z niektórych drzew opadły liście, a z jaśminu indyjskiego wciąż opadają. Codzienie spada ich tyle, że nie można przejść po schodach na ogród, dopóki się ich nie pozbiera. A od kwietnia przez kolejne pół roku będą wyrastały nowe, a jaśmin będzie kwitł na potęgę.


Kwitnący latem jaśmin indyjski

4. w sklepach obuwniczych królują kozaki! Nie wiem co prawda, kto i po co miałby je kupować. Może to na wypadek nieoczekiwanego ataku zimy ...

piątek, 9 stycznia 2009

El Alamein

70 km na zachód od Aleksandrii znajduje się El Alamein, które znane jest ze słynnej bitwy, będącej punktem zwrotnym działań wojennych w Afryce Północnej w czasie II Wojny Światowej. El Alamein było rodzajem przesmyku pomiędzy Morzem Śródziemnym, a depresją Al Kattara. Wojska Afrika Korps przypuściły atak na Aliantów 1 lipca 1942 roku, ale nie zdołały przełamać obrony, aby ruszyć dalej na Aleksandrię. Bitwa ostatecznie rozstrzygnęła się na przełomie października i listopada 1942 roku i zakończyła zwycięstwem Aliantów.



Dziś w El Alamein znajduje się duży cmentarz wojskowy, na którym spoczywają żołnierze biorący udział w walkach w tym rejonie Afryki (położenie: 30°50'14.53"N, 28°56'48.10"E). Są tu między innymi groby żołnierzy Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich płk. Stanisława Kopańskiego. Z tych terenów żołnierze SBSK wyruszyli w 1941 roku by bronić Tobruku.



Niedaleko cmentarza znajduje się też muzeum walk w Afryce Północnej. Przygotowane zostały sale poświęcone najliczniejszym narodom biorącym udział w walkach. Stąd tez obok siebie sale niemiecka, włoska, grecka i brytyjska. Na zewnątrz zachowano kilkadziesiąt pojazdów i dział z czasów bitwy. Są to głównie pojazdy lekkie, które można było łatwo przemieszczać na pustyni, stąd też dla przybyszów z Europy dziwne wrażenie robią na przykład niewielkie czołgi, które nie stanowiłyby zbyt dużej wartości bojowej w porównaniu do tych używanych w walkach na terenie Europy Wschodniej.

czwartek, 8 stycznia 2009

Czas na zakupy - post scriptum

Co robi na mnie największe wrażenie u tutejszych sprzedawców? Codziennie, dzień po dniu, wystawiają wszystko ze swoich komórek-sklepów i układają ... Jak szłam rano w jedną stronę, to pani ze zdjęcia (z wczorajszego postu) zaczynała układać jabłka, jak wracałam (może godzinę później) miała ułożone trzy rzędy. Robiła to powoli i dokładnie. Niestety nie mogłam zaczekać dłużej, aby wszystkie jabłka zostały ułożone. Jak skończyła zapewne siedziała do 9-11 wieczorem, aby je sprzedać. A następnego dnia to samo, od nowa i od nowa ...


Sklep z marynatami
Tu także wszystkie słoiki są codziennie układane od nowa ...

środa, 7 stycznia 2009

Czas na zakupy

Po kilku miesiącach spędzonych w Egipcie przestaliśmy już tak bardzo zauważać, jak wielkie są różnice między krajami europejskimi a Egiptem. Wystarczyło jednak, że na lotnisku w Monachium weszliśmy do pierwszego z brzegu sklepu i ... było tak czysto, kolorowo i pięknie. A jaki wybór wszystkiego ... Wręcz nie wiadomo, wktórą stronę patrzeć.



W Egipcie większość sklepów mieści się wręcz na ulicy. Zamiast drzwi najczęciej mają metalowe żaluzje, które w ciągu dnia podnosi się do góry i wystawia towar na zewnątrz. Warzywa i owoce często sprzedaje się bezpośrednio z ulicy lub wozu, ale trzeba przyznać że zazwyczaj są pięknie poukładane.



Najbardziej jednak zdziwił mnie przenośny sklep przy piramidach w Gize. Może macie ochotę na wodę, sok lub Coca-Colę? Prosto z osiołka!

wtorek, 6 stycznia 2009

Piaskiem w oczy

Pomimo, że dopiero wróciliśmy z mroźnej do Polski, to cały czas w pamięci mamy czas spędzony nie tak dawno na pustyni w okolicach oazy Siwa. Pomyśleliśmy także, że może choć w ten sposób trochę Was rozgrzejemy.




Dwa spośród wszystkich dni naszej wyprawy spędziliśmy na pustyni wdrapując się samochodami na wysokie wydmy i podziwiając wystające tu i ówdzie skaliste wzgórza. Zaczęło się jednak od burzy piaskowej. Pierwsza noc na pustyni zapowiadała się spokojnie, ale tylko przez chwilę, ponieważ już w czasie rozbijania namiotów pojawiły się na niebie błyskawice. Na szczęście wszystko przeszło bokiem, ale mniej więcej po godzinie spadło kilka kropli deszczu, po czym zaczął lekko wiać wiatr. Z delikatnego zefirku po jakimś czasie zrobił się całkiem spory wiatr, który z minuty na minutę stawał się coraz silniejszy i zaczął przewracać wysokie namioty. Wbijanie w piasek zwykłych szpilek do namiotu nie przynosiło oczywiście żadnych rezultatów, więc powbijaliśmy szpilki „pustynne” długości 30 do 40 cm każda. To już działało lepiej. Duży namiot, w którym była kuchnia polowa też niemal odleciał i prawie godzinę walczyliśmy, aby go utrzymać i następnie przywiązać do samochodów, ale udało się i było już gdzie przyszykować kolację. Nasze namioty trzymały się już nieźle gruntu, ale piasek nadal latał poziomo w powietrzu wdzierając się do oczu, uszu i nosa.

Nawet w namiotach zbierał się piaskowy pył wdzierający się do wewnątrz przez siatki wentylacyjne. Mały turysta Wojtek był nieco przestraszony, więc szybko umyliśmy zęby (stojąc oczywiście tyłem do wiatru) i położyliśmy go spać. Zasnął dość szybko, a my stwierdziliśmy, że w sumie też nie mamy nic lepszego do roboty jak pójść w jego ślady. Przy ostatnim wchodzeniu do namiotu należało zamknąć do końca tropik tyle, że wiatr wciskał piasek pod tropikiem do środka rzucając piaskiem prosto w oczy. Mimo nierównej walki, w końcu udało się domknąć tropik i schronić się w środku namiotu. Wiatr hulał niemal do rana, a piasek Sahary uderzał w ściany namiotu. Poranny krajobraz po bitwie nie wyglądał na szczęście zbyt tragicznie. Co prawda piasek był wszędzie i we wszystkim, ale jakoś wygraliśmy.


Wielkie Morze Piasku - spokój po burzy

* * *
Zobacz także:
Oblicza Sahary - galeria zdjęć
Wielkie Morze Piasku
Oaza Siwa

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Pod znakiem żubra

Można powiedzieć, że nasz pobyt w Polsce odbywał się pod znakiem żubra. Zaczęło się od znaku „Zwolnij żubry!” znajdującego się na granicy Wielkopolski i Pomorza Zachodniego. Okazało się, że w tych lasach rzeczywiście żyje na wolności stado żubrów. Dotarliśmy także do Białowieży, gdzie dokonaliśmy kolejnych odkryć: na początku poprzedniego stulecia król puszczy był już niemal na wymarciu i z 12 ostatnich osobników udało się wyhodować stada liczące obecnie około 3500 sztuk.

Największe zdziwienie wzbudził jednak żubroń – krzyżówka krowy i żubra. Jest to potężne zwierzę, którego samiec dochodzi do wysokości 2 m i właśnie takiego stwora można zobaczyć w Białowieży. Tamtejszy żubroń spokojnie przeżuwa siano i patrzy wielkimi oczami na turystów, w takiej chwili śmiało można nazwać go siłą spokoju. Niestety żubronie nie mogą się rozmnażać, więc krzyżówki trzeba powtarzać za każdym razem na nowo.

Interaktywna mapa, gdzie w Polsce można spotkać żubry

Już opóściliśmy mroźną polską krainę. Kolejne relacje będą z wręcz wiosennej jak dla nas, a mroźnej w opinii Egipcjan krainy faraonów.

piątek, 2 stycznia 2009

Polskie drogi

Każde Święta to dla nas zwariowany czas, podczas którego przemierzamy zawsze ponad tysiąc kilometrów. Tym razem jednak pobiliśmy rekord – już sama podróż z Kairu do Warszawy to 3450 kilometrów, a do tego jeszcze około 1800 km po Polsce. Jadąc po polskich drogach często nie możemy nadziwić się nazwom mijanych miejscowości. Tym razem postanowiliśmy je uwiecznić. Mamy nadzieję, że spodoba się Wam nasz fotoreportaż.

Na Podlasiu morze pod lasem?


... tędy na Wigilię :)


Oraz inne ciekawostki:







A w Nowym Roku życzymy, aby wiodło się Wam aż ...