piątek, 30 października 2009

Staroegipskie kody - kartusze

Czytanie hieroglifów wymaga pewnego wysiłku intelektualnego, ponieważ te same znaki oznaczają litery, jak i poszczególne wyrazy, a kombinacje kilku hieroglifów zupełnie inne wyrazy. Dlatego najlepiej jest zacząć od czytania imion, które łatwo wyłowić z tekstów, ponieważ pisane były w kartuszach, czyli specjalnych obwódkach.

Egipcjanie wierzyli, że imię człowieka na równi z duszą, jest dowodem ludzkiej egzystencji. Imiona kryły wielką siłę, a wypowiadanie imienia zmarłego zapewniało mu wieczny żywot. Dlatego w tekstach grobowych powtarzają się wersety zawierające imię zmarłego, które w ten sposób utrwalane bylo na wieki. Na załączonym zdjęciu widać, jak często imię Teti - faraona z I dynastii zapisane zostało wewnątrz jego piramidy w Sakkarze. Warto zwrócić uwagę, że starożytni Egipcjanie, podobnie jak Arabowie czy Żydzi zapisywali głównie spółgłoski, często pomijając wymawiane przez nich samogłoski, tak więc imię faraona Teti zapisywali jako: TTI.



Litery potrzebne do oczytania imienia Teti (patrz zdjęcie powyżej):
- litera "T" oznaczająca także chleb;
- litera "I" będąca również symbolem kwitnącej trzciny.

Naukę czytania hieroglifów należałoby jednak rozpocząć od słonecznego dysku, który oznacza "słońce" oraz imię boga słońca "RA". Imię boga RA występuje w wielu kartuszach, bo niemal każy faraon chciał być jak bóg RA, stąd imię "RAmzes" oznacza "Zrodzony z RA".

Kaczka oznacza wyraz „syn” oraz litery: "SA", a połączenie kaczki i słonecznego dysku czytane jest „SA-RA” i oznacza jednocześnie "syna boga RA". Znaki wyobrażające ludzi lub zwierzęta zwrócone są zawsze głowami w stronę początku tekstu, co ułatwia rozpoznanie kierunku czytania (w tym przypadku imię SARA czytamy od prawej do lewej, ale gdyby zostało zapisane jako odbicie lustrzane czytalibyśmy je od lewej do prawej).

I na koniec imię Khufu – faraona - twórcy największej piramidy, która do czasu wybudowania wieży Eiffela była największą budowlą na świecie. Imię Cheops, którym posługujemy się w języku polskim, jest spopularyzowanym przez Herodota greckim odpowiednikiem imienia Khufu.



A teraz proponuję powrócić do poprzedniego postu o hieroglifach (tutaj) i sprawdzić, jakie znaki potrafimy już rozpoznać ;)

Zainteresowanych tematem oraz wybierającym się do Egiptu zachęcamy do lektury:
Janice Kamrin "Ancient Egyptian Hieroglyphs, a practical guide"

wtorek, 27 października 2009

Przyszła jesień ...

Po fali upałów, jakie męczyły nas jeszcze tydzień, czy półtora tygodnia temu do Doliny Muminków przyszła jesień. Wczoraj rano zachmurzyło się i nawet pokropiło kilka razy, co jest nie lada wydarzeniem, bo ostatni raz padało chyba w lutym. Po deszczu wyrosły nawet grzyby – smakowitych gatunków ;)



... a dziś, jak co dzień, świeci słońce ;)
Ciekawe, czy w tym roku spadnie jeszcze deszcz?

poniedziałek, 26 października 2009

Ekspedycja ekstremalna, czyli rowerem przez Afrykę

"Nikt, przy biurku siedząc, pojąć nie mógł, jak ktoś rowerem, bez żadnej eskorty, bez karawany wielbłądów mógł dotrzeć od południa do odległej Maradah, tej szmaragdowej wyspy rzuconej na bezkres Pustyni Libijskiej"
- pisał w jednym z listów z Trypolitanii (obecnie Libia) Kazimierz Nowak

Był rok 1931. Kazimierz Nowak wyrusza w samotną wyprawę z północy na południe Afryki i z powrotem. Wyrusza autobusem z Poznania, później pociągiem przez Europę, statkiem przez przez Morze Śródziemne, a dalej już samotnie: Libia, Egipt i tak aż do Przylądka Igielnego, pomimo skromnych funduszy i bagażu mieszczącego się na 7-letnim wówczas rowerze. W ciągu 5 lat pokona 40 tys. km pieszo, rowerem, konno oraz czółnem. Pierwszy człowiek na świecie, który odważył się na tak ekstremalną wyprawę. Swoją podróż dokumentuje cyklem reportaży publikowanym w polskiej i niemieckiej prasie i dziesięcioma tysiącami zdjęć pokazującymi prawdziwe oblicze afrykańskiego kontynentu.


Zdjęcie: Wikipedia

Przenieśmy się teraz we współczesne czasy – mamy rok 2009. Za 9 dni rozpoczyna się wyprawa szlakiem Kazimierza Nowaka, której celem jest wierne odtworzenie wędrówki podróżnika z wykorzystaniem tych samych środków transportu. Pokonywanie rowerem pustyni, czy afrykańskiego buszu jest nielada wyzwaniem nawet w dobie telefonów satelitarnych, czy GPS-ów. A jakże samotny i zdany na własne siły i łaskę - niełaskę żywiołów musiał czuć się ten wielki podróżnik?

Trzymamy kciuki i będziemy śledzić relacje z wyprawy!
Relacja on-line (od 4 listopada br)

Tym, których zainteresowała sylwetka Kazimierza Nowaka polecamy:
Serwis poświęcony osobie podróżnika i jego wyprawie
Afryka Nowaka, czyli wyprawa śladami podróżnika

Książki:
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd – zbiór reportaży i listów z Afryki
Afryka Kazika – przygody podróżnika w wersji dla dzieci

Książki dopiero zamówiłam, więc nie podzielę się jeszcze wrażeniami. Pewnie dotrą do mnie w podobnym czasie, jak sztafeta śladami Nowaka dotrze do Egiptu ;)

sobota, 24 października 2009

Na początku było słowo …

Na początku były tylko słowa i historie przekazywane z pokolenia na pokolenie, a potem bóg Toth przekazał ludziom znaki zwane Hieroglifami, za pomocą których pozwolono im zapisywać słowa – tak twierdzili starożytni Egipcjanie, określając datę przekazania im pisma jako czas około 3200 roku p.n.e.

Wielu zastanawia się, czemu ludzie nad Nilem zaczęli stosować pismo tak późno, skoro starożytna cywilizacja istniała tu o wiele wcześniej. Jedni widzą w tym wielką tajemnicę, za którą kryją się zielone ludziki, które pewnego pięknego dnia przyleciały z innej planety i wyedukowały kilku Homo Sapiens. Inni - naturalną kolej rzeczy, która sprawiła, że pismo stało się konieczne dopiero na pewnym etapie rozwoju cywilizacyjnego.

Tak więc, z ufoludkami lub bez nich, Egipcjanie odkryli, że wymawiane zgłoski można zapisywać układając je w słowa, a słowa dalej w zdania. Na swoje potrzeby określili 24 znaki - litery, a do tego dołożyli garść znaków - ideogramów określających całe słowa. Z biegiem czasu liczba liter zwiększyła się o kolejne 7, a liczba ideogramów o całe setki – miało to miejsce przede wszystkim w ostatnich trzech stuleciach p.n.e., kiedy Egiptem rządzili Grecy. Potem alfabet hieroglificzny zamieniono na grecki, a dalej arabowie skutecznie pozbyli się całej egipskiej spuścizny. Dopiero wojska Napoleona w mieście Rosetta odnalazły słynny kamień opisujący tę samą treść w trzech alfabetach, dzięki czemu ludzie na nowo nauczyli się odczytywać hieroglify.

My także postanowiliśmy odkryć, co kryją tajemnicze znaczki umieszczone na starożytnych budowlach nad Nilem. Okazało się, że jest to i łatwe i trudne. Łatwe, ponieważ można nauczyć się hieroglificznych liter oraz ideogramów i odczytywać zapisaną nimi treść, ale z drugiej strony treść zapisana tysiące lat temu niekoniecznie musi być łatwa do zrozumienia po upływie tylu lat – trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że współcześnie myślimy i postrzegamy świat w zupełnie inny sposób niż robili to starożytni. Do tego Egipcjanie zapisywali hieroglify bez ścisłych reguł, co oznacza, że zdania można było pisać od lewej do prawej, od prawej do lewej, z góry na dół lub odwrotnie, a nawet od środka linii w prawo o potem z tego samego miejsca w lewo. No i jak? Proste jak drut!

... ciąg dalszy tutaj

* * *

Przeczytaj także:
Świątynia prawie egipska
Cyfry, arabskie?
Arab czy Egipcjanin?

środa, 21 października 2009

Kamienne lasy

Pustynia położona na zachód od Kairu leży w granicach państwa egipskiego, ale przez geografów nazywana jest Pustynią Libijską. W połowie drogi pomiędzy Nilem a granicą egipsko-libijską kończą się góry i dalej, aż do samej granicy, jest już tylko piasek. W Libii jest podobnie – cała południowo-wschodnia część kraju to Wielkie Morze Piasku, przez które przechodzi tylko jedna droga, którą przemierzają wyłącznie pracownicy firm paliwowych i wojsko.

W czasie ostatniej wyprawy do egipskiej oazy Siwa, zapuściliśmy się w rejony położone około 40 km na południe od niej. Przemierzając piaskowe wydmy, po których nasz samochód zjeżdżał jak z wielkich śnieżnych gór, przebijaliśmy się, kilometr po kilometrze, w głąb piaskowych fal. Część pasażerów naszego wehikułu piszczała ze strachu, część zamykała oczy, a pozostali kurczowo trzymali się foteli, ale jak zwykle potwierdziło się, że Toyota Land Cruiser jest pojazdem wręcz stworzonym do afrykańskich bezdroży. W końcu wyjechaliśmy na spore wypłaszczenie, na którym zauważyliśmy porozrzucane białe kółka. Były to skamieniałe (a dokładnie zwapnione) pozostałości morskich stworzeń mieszkających tu przed milionami lat. Obecnie zatopione są w wapienne podłoże, z którego pustynny wiatr je systematycznie wypłukuje.






















Dalej ruszyliśmy nieco na wschód i po kilkunastu kilometrach dotarliśmy do doliny, na której dnie spoczywały kamienne drzewa. Dawnymi czasy miejsce to było granicą morza i lądu, gdzie po jednej stronie skorupiaki pluskały się w ciepłych wodach, a po drugiej stronie prastary tropikalny las porastał Afrykę. Wspaniałe drzewa z czasem zniknęły pod powierzchnią lądu i pozamieniały się w skamieliny, na których dzisiaj doskonale widoczna jest struktura drewna oraz kształt samych drzew. Pozornie drzewa wyglądają bardzo naturalnie i dopiero, kiedy się je dotknie nabiera się pewności, że są to już jednak kamienie.




Skamieniałe pnie palm

Takich miejsc na całej Pustyni Libijskiej są dziesiątki – kilka kilometrów od doliny skamieniałych drzew natknęliśmy się na kolejną wręcz bliźniaczą dolinę, w której spoczywają nieśmiertelne drzewa. Dalej na zachód, na terenie Libii jest podobnie – pustynny las od pradawnych wieków nieprzerwanie urozmaica krajobraz północnej Afryki.

Przeczytaj także:
Skarbiec Jaskiniowców
Wieloryby na pustyni
Czarna i Biała Pustynia

poniedziałek, 19 października 2009

Na haj łeju, czyli nasze szoki codzienne

... i znowu miało być o czymś innym, ale barwna rzeczywistość zdominowała nasze życie. A to pewnie jeszcze nie koniec!

Jak wiecie od tygodnia mamy nowego kierowcę, który tradycyjnie nie zna dzielnicy, w której mieszkamy. A nie jest łatwo! Same gwiaździście rozchodzące się ronda, na dodatek wyglądające niemalże tak samo. I tak już piąty, czy szósty raz w tym roku pokazuję punkty charakterystyczne i kierunki ... Bo to przecież takie śmieszne, że proszę aby kierowca zapamiętał, gdzie jest posterunek policji, aby później wiedział, gdzie skręcić. No cóż ... teraz widzę, jak niełatwy jest zawód nauczyciela, szczególnie jeżeli uczniowie nie grzeszą inteligencją.

Ale nowy kierowca jest naprawdę wyjątkowy! Dwa dni temu miał nas o dziesiątej wieczorem odwieźć do domu, ale nie odbierał telefonu, bo ... w tym czasie modlił się w meczecie. Ale za to jak już niemal dojeżdżaliśmy taksówką do domu, to zapewniał nas telefoniczie, że był blisko, bo meczet, w którym się modlił jest przecież tuż koło Opery. Dzień później miał odebrać Chrisa z pracy i znowu pech – akurat robił zakupy w Carrefourze! I znowu był tak zajęty, że przez pół godziny nie mogł odebrać telefonu! I co z tego, że za każdym razem słyszymy „Sorry”, z którego kompletnie nic nie wynika. Ale dlaczego dzisiaj zamiast jechać prostą drogą do celu objechaliśmy wszystkie okoliczne ulice – tego już chyba nigdy nie zrozumiem. Przecież nie ma taksometru, aby mu płacić za przejechane kilometry ...

... a na haj łeju (high way – z angielskiego autostrada) zawsze mnie zaskakuje, co tym razem będą przewozić kreatywni kierowcy ;)



Przeczytaj także:
... taki amerykański!
Historie przydrożne
Ile słoni zmieści się w Małym Fiacie

piątek, 16 października 2009

Szok kulturowy

Kair jest egzotycznym miastem. Dla mnie to wrota do prawdziwej Afryki. Na głównych ulicach jest asfalt w znacznie lepszym stanie niż w Polsce, ale wystarczy zagłębić się w uliczki starego Kairu, aby iść po klepisku polewanym regularnie wodą (wraz z nogami przechodzących ;), aby mniej się kurzyło. Kolorowo pomalowane samochody, ludzie czy wielbłądy jadące na pace, nieoznakowane spowalniacze na ulicach, przez które można stracić podwozie, sklepy z żywym drobiem ...



Pierwsze tygodnie to zachwyt, przeżywanie każdej przygody ... Patrz, patrz ... widziałeś? A tam – zobacz, jaki stary samochód ... A tam, patrz! Jedzie na rowerze ... w galabiji. Jednak to, co na początku bawi – bariera językowa, niedotrzymywanie terminów przez tutejszych mieszkańców, czy bukra inshaAllah powoli zaczyna przeszkadzać. Kończy się „miesiąc miodowy”, a zaczyna codzienne życie. To właśnie nazywa się szokiem kulturowym, który zazwyczaj przychodzi pomiędzy 3 - 6 miesiącem pobytu w nowym kraju.



Mija już półtora roku odkąd przyjechaliśmy. Znam niemal każdą uliczkę w swojej okolicy (i nie tylko ;). Uczę jak gdzie dojechać naszego kolejnego kierowcę ... chyba już piątego czy szóstego w tym roku (straciłam już nawet rachubę). Potrafię uzyskać potrzebne informacje na ulicy trochę mniej wymachując rękami ... Czasami zachowuję się już jak Egipcjanka: patrzę ponad młodymi mężczyznami, a przede wszystkim oduczam się wpojonej nam przez komunizm zasady, że każdy jest równy. W Egipcie panuje system kastowy – tutaj każdy zna swoje miejsce i tego należy się trzymać. I należy wymagać – jeżeli raz się odpuści, to nie dość że następnym razem więcej rzeczy zostanie źle lub nie zostanie wykonanych, ale jeszcze stracimy szacunek w oczach pracującej dla nas osoby. Tak więc co jakiś czas trzeba pokazać, kto tu rządzi!

Ale jest przecież tyle rzeczy, których nie doceniamy na co dzień, a których będzie nam brakowało po powrocie do kraju: pracownik sklepu pakujący zakupy i niosący je za nami do samochodu za 1 funta (około 60 groszy). Tutaj wręcz nie wypada samemu nosić zakupów. Zakupy na telefon z dowolnego sklepu, księgarni czy nawet apteki o każdej porze dnia, czy nocy. Prasowacz na telefon, zabierający za niewielką opłatą ubrania i przywożący je po kilku godzinach wyprasowane. Bawaab siedzący cały dzień przed domem i pilnujący, aby nikt się tu nie kręcił, czy wreszcie taksówki, na które codziennie narzekamy, a które dostarczają nam tylu przygód i co więcej wożą nas niemal za jeden uśmiech, czyli średnio za 5 funtów (3 złote) po całej dzielnicy.



I choć muszę przyznać, że czasami coś mnie wyprowadzi z równowagi, ale Szoku Kulturowego na szczęście, jak nie było, tak nie ma!

Ps. Dzisiaj nasz nowy kierowca, który jeździ z nami dopiero trzeci dzień chciał mnie wyręczyć w zakupie baterii w kiosku, ale przecież tyle potrafię jeszcze zrobić sama ;)

Ps1. Jeżeli mieszkacie za granicą podzielcie się proszę opiniami, czy przeżyliście szok kulturowy i co Wam najbardziej przeszkadzało.


Przeczytaj także:
Wrócimy jutro, inshaAllah!
Z dostawą do domu
Taxi

czwartek, 15 października 2009

Polonia w Egipcie

Spotkajmy się w Kairze:
1. sobota 17 października, godz. 20.00; Opera House
Kairska Orkiestra Symfoniczna pod batutą Hisham Gabr.
4ta Symfonia Czajkowskiego

2. piątek 23 października, godz. 16.00 - spotkanie w Ambasadzie RP organizowane przez Związek Rodzin Polsko-Egipskich
temat: Podróże po Afryce
Adres Ambasady
szczegóły pod adresem: syriusz58@hotmail.com

Przydatne linki:
Ambasada RP w Kairze
Związek Rodzin Polsko-Egipskich
Magazyn polonijny "Polonez"

* * *

Wydarzenia kulturalne w Kairze - przydatne linki
(dostępne także z menu po prawej strony bloga):
icrock
Cairo Live Events Guide
Whatzzup Cairo (wymaga stworzenia konta i zalogowania)
Whats on When
Sphinx Festival
Sound and Light

poniedziałek, 12 października 2009

Egipt nie chce, by kobiety zasłaniały twarz

Wypowiedź szejka Saida Muhammada Tantawi, jednego z największych autorytetów świata islamu, szefa kairskiego uniwersytetu Al Azhar, że kobiety islamu nie powinny nosić nikabu zasłaniającego twarz wywołała prawdziwą burzę w Egipcie. Niemal przez cały dzień można zobaczyć w telewizji gorące dyskusje na ten temat. Największymi przeciwnikami tego zakazu są Bracia Muzułmanie - ogranizacja religijna odrzucająca zachodnie wpływy i dążąca do umocnienia pozycji islamu.

Zainteresowanym tematem polecam artykuł: Egipt nie chce, by kobiety zasłaniały twarz







* * *

Przeczytaj także:
Raport "The Middle East Media Research Institute" o zakrywaniu twarzy przez uczennice wiejskich szkół w Egipcie
Egypt: Niqab Ban Stirs Controversy

sobota, 10 października 2009

Z notatnika Chrisa: Kije do jedzenia, czyli sudańskie przysmaki

Październik w Chartumie zaczyna przynosić ulgę po letnich upałach. Jeszcze tydzień temu temperatury sięgały codziennie 40 stopni Celsjusza, a teraz gdy przyszło ochłodzenie jest już tylko 35 stopni. Zimą temperatura w ciągu dnia spadnie tu do 25 stopni i wszyscy będą nieco marznąć.

Korzystając z przyjemnej pogody wybrałem się na mój ulubiony bazar, na drugą stronę Nilu, do Omdurmanu. Sam przejazd przez Nil jest rodzajem magicznego przeżycia, kiedy widać Nil Biały i Nil Błękitny łączące się w jedną ogromną rzekę, która o tej porze roku leniwie snuje się w stronę Egiptu. Za kilka miesięcy pora deszczowa na południu Sudanu przyniesie ogromne masy wody, a Nil po raz kolejny zmieni się w ogromnego wodnego węża.

Bazar Al-Aswak w Omdurmanie ma do zaoferowania, jak zwykle wszystko. Można tu zamówić buty na miarę, które wykonane zostaną ze skóry węża lub krokodyla. Dalej ciągną się sklepy z kolorowymi drobiazgami dla dzieci, za nimi są stosy obuwia i ubrań, tradycyjne chleby i daktyle, a pomiędzy kupującymi przemykają roznosiciele kawy i herbaty oraz riksze. Dałem się namówić na zakup kijów – i nie były to kije do golfa lub popędzania osła, ale do jedzenia. Kije te są lokalnym przysmakiem, ponieważ zawarty w nich sok jest bardzo słodki, a Sudańczycy potrafią nawet odróżnić, który kij w smaku jest słodszy. Ja jakoś tego nie rozróżniłem – moim zdaniem zawartość cukru była w nich jednakowa, ale to w końcu lokalni mieszkańcy znają się na tym najlepiej. Poprosiłem więc o jeden woreczek słodkiego drewna – sprzedawca sprawnym ruchem okorował łodygę dość dużym nożem, a następnie pociął całość na mniejsze kawałki. Okazało się że faktycznie jest to słodkie. Po zaciśnięciu zębów na kawałku łodygi, wypływa z niej słodki sok przypominający w smaku sok z gruszek. Dowiedziałem się też, że jeśli łodyga jest miękka to można łatwo wyciskać sok, ale przy twardszych kawałkach trzeba tę łodygę skrobać zębami i wówczas sok wypływa powoli kropla po kropli. Tak więc jest to przysmak dla cierpliwych ludzi o mocnych zębach, którego nazwa to oczywiście trzcina cukrowa.


* * *
Przeczytaj także:
Krokodyla kup mi luby!
Przybysz z Egiptu w Chartumie
Kącik podróżnika, czyli to warto zobaczyć

piątek, 9 października 2009

Z notatnika expata: pierwszy egzamin

Nasz mały turysta ma dopiero 5 lat, a wczoraj miał już pierwszy egzamin w szkole. Egzamin, to może za dużo powiedziane, bo było to dyktando, ale za to po angielsku! Jestem z niego dumna - dostał 6 punktów na 8 możliwych. Dostałby o jeden więcej, ale pomylił się i w jednym z wyrazów napisał odbicie lustrzane litery „s”. Z tego powodu mylą mu się także „b” z „d”. Mam nadzieję, że z czasem mu to przejdzie ...

A propos angielskich dyktand przypomniała mi się historia koleżanki, której córki przez lata mieszkania za granicą chodziły do międzynarodowych szkół. Pewnego dnia jedna z nich przyszła do mamy z prośbą, aby pomogła jej w przygotowaniach do dyktanda i czytała angielskie wyrazy. Koleżanka się zgodziła, ale po przeczytaniu zaledwie kilku z nich córka stwierdziła:
„Mamo, ale Ty nie umiesz mowić po angielsku. Ja Cię wcale nie rozumiem! Lepiej poproszę moją siostrę ...”

Niestety w naszym przypadku jest za późno na naukę brytyjskiego akcentu ... tak więc pewnie przyjdzie taki dzień, kiedy nasz mały turysta zacznie nas poprawiać ;)

czwartek, 8 października 2009

Gąski, gąski do domu!

Jednym z egipskich przysmaków są pieczone, nadziewane ryżem gołębie. Aż do dziś nie byłam do nich przekonana, ale ... właśnie dziś na Khan al Khalili, w bardzo lokalnej restauracji, którą wielu turystów ominęłoby szerokim łukiem, miałam okazję doświadczyć, jak mogą być pyszne. Stara zasada Podróżnika mówi: „Stołować należy się w restauracjach tłumnie obleganych przez tubylców. Oni nie mogą się mylić!” I tak też zrobiliśmy. Specjalnie dla nas dostawiono stolik w przejściu między budynkami, bo zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, nie było nawet jednego wolnego miejsca. Muszę dodać, że wszyscy goście jedli tylko i wyłącznie pieczone gołębie popijając rosołem z ... gołębi, oczywiście :) I kiedy tak się zajadaliśmy znajomy zapytał:
- Ciekawe skąd mają tyle gołębi?

Upsss... Wtedy przypomniało mi się, co wczoraj przeczytałam w październikowym wydaniu „Egypt Today”:
„Zgodnie ze statystykami WHO opublikowanymi w ostatnim miesiącu, spośród 87 zanotowanych przypadków ptasiej grypy, 27 było śmiertelnych. W większości przypadków byli to dorośli i starsze dzieci narażone na zarażenie od ptaków na dachach i podwórzach”.

Na szczęście nie można się zarazić przez zjedzenie pieczonego mięsa, którego i tak w gołębiach jest jak na lekarstwo. Przykro mi się tylko zrobiło, bo lubię patrzeć, jak o zachodzie słońca nad dachami starego Kairu gołębie zaganiane są do gołębników (to te duże ażurowe pudła). Zresztą zobaczcie sami:



PS. Z cytowanego powyżej artykułu ("Anatomy of an Academic Year") wynika, że w Egipcie obowiązuje zakaz sprzedawania żywego drobiu, ale podczas dzisiejszego spaceru po lokalnej części Khan żywe kury, czy kaczki spotkałam w bardzo wielu sklepach ...

Przeczytaj także:
Egypt Today
Indyk na wynos
Gdy widzę słodycze

wtorek, 6 października 2009

5 o’clock

Co świat mógłby zrobić bez herbaty?
Jestem wdzięczny, że nie urodziłem się przed herbatą.

Sydney Smith (1771-1845)

Ceremoniał picia herbaty jest najważniejszą rzeczą w Egipcie, no może drugą w kolejności po gorących i przydługich przywitaniach, w czasie których należy zapytać nie tylko o samopoczucie rozmówcy, ale i całej jego rodziny oraz wymienić się najnowszymi plotkami. Herbata przygotowywana jest na różne sposoby, często podawana z miętą, ale ważne aby była mocna i słodka. Nie ma tutaj wieczorów przy piwie, czy setki na dobry humor, więc to właśnie herbata jest podstawą każdego spotkania. Egipcjanie są bardzo gościnni i gdziekolwiek się pójdzie zapraszają na herbatę. Co więcej zazwyczaj namawiają tak długo, że w końcu trzeba się zgodzić. Jest to jedyny sposób, aby uwolnić się od pytania: „Czy napijesz się herbaty?”. I choć często żartuje się z „5 o’clock” – popularnego od 200 lat brytyjskiego zwyczaju przerwy na herbatę dokładnie o piątej popołudniu (złośliwi twierdzą, że ze względu na „5 o’clock” przerywane były nawet działania wojenne), mam wrażenie że „5 o’clock” w Egipcie trwa przez całą dobę i herbata jest idealnym pretekstem do tego, aby zrobić sobie przerwę ...



PS. Zdarzyło mi się kiedyś, że taksówkarz który miał świeżo zaparzoną herbatę, która właśnie studziła się na krawężniku, zdecydował się zrezygnować z przerwy, aby zarobić więcej grosza (taksówkarze wolą wozić obcokrajowców, którzy nie targują się o każdego funta i w rezultacie płacą za przejazd więcej niż Egipcjanie). Wziął więc szklankę z parującą jeszcze herbatą w prawą dłoń (parzyła go i ledwie mógł ją utrzymać!), lewą chwycił kierownicę i ... ruszyliśmy w drogę!

Przeczytaj także:
Tysiące przyjaciół
Święta, święta ponad wszystko
Kair - miasto, które nigdy nie usypia

niedziela, 4 października 2009

Kot metkowy

- Tego kodu metkowego nie da się zdjąć z długopisu - przejęzyczyłam się w sklepie zamiast powiedzieć "kodu paskowego".
- Czy kot metkowy to kot, który je metki z ubrań? - podchwycił mały turysta Wojtek.
- Ach, zjadłbym metkę* ... - rozmarzył się Chris

... no cóż, głodnemu zawsze chleb na myśli ;)



* dla niewtajemniczonych: metka - kiełbasa z siekanego mięsa z przyprawami bardzo popularna w latach 80 i 90-tych ubiegłego wieku. Osobiście jej nie znosiłam, więc karmiłam nią mewy nad morzem


Przeczytaj także:
Na pustynię? Beze mnie?
To powiedz to uszom!
Strachy na Lachy

piątek, 2 października 2009

Muzea motoryzacji

Niektóre państwa Bliskiego Wschodu mają tendencję do rozwoju w trybie skokowym. Czasami postęp przychodzi niespodziewanie, a potem po jakimś czasie słabnie i zatrzymuje się. Tak było kiedyś w Syrii, gdy postęp motoryzacyjny przyniósł im falę Mercedesów, Peugeot’ów i innych niezłych samochodów. Potem dobre czasy odeszły, a samochody pozostały, by jeszcze na początku XXI wieku zrobić z Syrii prawdziwe muzeum motoryzacji. Podróżowało się wówczas wspaniałymi samochodami, które przeżywały już nie drugą młodość, ale raczej życie po kilku reanimacjach i elektrowstrząsach.

Egipt także wygląda na kraj, który jeszcze dekadę temu był w temacie motoryzacji podobny do Syrii. Na ulicach spotyka się wszystko, co się jeszcze rusza. Obok nowych Jeepów, Toyot i BMW są stare Mercedesy, Peugeoty, Łady, Seaty oraz samochody rodzimej produkcji. Reanimacji starych samochodów dokonuje się w wielu małych warsztatach, w których mechanicy dokonują niejednokrotnie prawdziwych cudów. Czasem coś dosztukują, innym razem przeszczepią część z jednego samochodowego staruszka do drugiego, podłączą akumulator dodając całemu przedsięwzięciu odpowiedniej mocy, dmuchną w połatane oponki, kopną w podwozie na szczęście, a na koniec doleją nowego oleju, przemalują tu i ówdzie, no i …? Dalej samochód znów rusza i jest gotowy do przewożenia pasażerów. Efekty takiej pracy wyglądają nierzadko jak stwór doktora Frankenstein’a.


Khan Al Khalili, Kair
Wbrew pozorom to nie zdjęcie sprzed dekady, czy dwóch, lecz sprzed roku.
Od tego czasu tak naprawdę niewiele się zmieniło ...

Nie dziwi więc pewnie nikogo, że po raz setny reanimowane silniki nie wydalają z rur wydechowych odpowiedniej jakości spalin. To, co leje się do samochodowych żołądków nie jest też trunkiem wysokiej jakości. W obrocie jest paliwo 90- i 92-oktanowe i do tych paliw dopłaca państwo, przez co litr można zakupić za nieco ponad 2 egipskie funty (czyli około 1,15 zł). Stacje benzynowe posiadają też paliwo 95-oktanowe, ale tu cena jest już o wiele mniej atrakcyjna, więc niewielu wlewa do swych mechanicznych rumaków tak wyszukaną benzynę (o paliwie 98-oktanowym jeszcze tu nie słyszano).





W sprzedaży są naklejki: "Mój drugi samochód jest nawet gorszy niż ten!"


Samochodów w Kairze jest ponoć 2,5 miliona. Wypijają dziennie przynajmniej 50 milionów litrów paliwa. Zapytacie: jak zatem wygląda jakość kairskiego powietrza? Normy ustanowione przez Światową Organizację Zdrowia przekraczane są w tym mieście między 10 a 100-krotnie (w zależności od dzielnicy).

A co z cenami samochodów – no cóż, z pewnością nie są niższe niż w Polsce, a przy samochodach z większym silnikiem cena może być nawet 5-krotnie wyższa niż w Europie – jest to wpływ lokalnego podatku od luksusu. Przez takie podatki wymiana samochodu na nowszy jest dla zdecydowanej większości Egipcjan niemożliwa.

Na koniec pytanie, czy coś się zmienia na lepsze? Tak, zmienia się, ale tempo jest niezwykle ślimacze i światełko w tunelu rewolucji motoryzacyjnej zdążyło już dawno wygasnąć ..., ale mimo to jakoś się to wszystko jeszcze toczy …


Przeczytaj także:
Historie przydrożne
Ile słoni zmieści się w małym fiacie
Nowy rekord świata

czwartek, 1 października 2009

Do wyboru, do koloru

- Czy widziałaś kiedyś królową bez korony? – zapytał mnie kiedyś imam w Meczecie Al Azhar w Kairze – najważniejszej szkole koranicznej na Bliskim Wschodzie. Nie wiedziałam do czego zmierza, więc postanowiłam dyplomatycznie poczekać na jego odpowiedź. - Królowa zawsze chodzi w koronie i tak też noszą się islamskie kobiety. Ale, jak królowa zrobi błąd to należy ją ukarać ... - kontynuował.



I choć jego interpretacja zupełnie mnie nie przekonuje (tym bardziej po dalszej z nim rozmowie) szanuję kobiety, które się w ten sposób ubierają. Co więcej nie zazdroszczę im pełnego stroju w tak gorącym klimacie. Zawsze ciekawiło mnie jednak, ile jest możliwych sposobów upinania chust, które tak pięknie i kolorowo zdobią ich głowy. Sama bardzo lubię przebierać i wybierać chusty, których wybór w Egipcie jest przeogromny (w samym tylko Grand Mall – markecie w mojej okolicy naliczyłam przynajmniej kilkanaście sklepów oferujących pełną gamę wzorów, kolorów i tkanin, zmianiających się sezonowo, jak trendy w modzie), ale traktuję je wyłącznie jako apaszki zdobiące lub ogrzewające szyję :)




Przeczytaj także:
Prawda o galabiji
Egipskie stroje
Modny strój na upalne lato