czwartek, 30 grudnia 2010

Szczęśliwego ...

wtorek, 12 października 2010

Co to za sklep?



Takie rzeczy tylko w Egipcie!
W "No Smoking Shop" można kupić ... zapalniczki i papierosy. Gratuluję Wam poprawnych odpowiedzi i spostrzegawczości, a właścicielom ... pomysłu ;)

Polecam także lekturę artykułu "Co kryje nazwa".

* * *
Zobacz także:
Zaszyfrowane hieroglifami
Zagadka i jej rozwiązanie
Chrum, chrum ...

poniedziałek, 11 października 2010

Egipska codzienność cz.3: Naprawiamy samochód


Uśmiechnij się!
Jesteś w Egipcie ;)


* * *
Samochód, jak każda z maszyn czasami wymaga wymiany ub naprawy któregoś z elementów. Tym razem nasz Jeep potrzebował nowego paska klinowego i wymiany dwóch śrub mocujących koło. Generalnie jest to akcja na jedną godzinę i to licząc z dojazdem do warsztatu, ale w Egipcie jest to nieco inaczej…

O godzinie 9:00 rano stawiliśmy się w warsztacie i poinformowano nas, że szef przyjedzie za 30 minut. To było dla mechaników wystarczającą wymówką, aby nic nie robić. Na wyraźną i stanowczą sugestię, że szef nie jest im potrzebny do zdjęcia paska i odkręcenia koła, w końcu wzięli się do dzieła. Okazało się też, że w warsztatowym magazynie jest jeden zapasowy pasek klinowy (tak wskazywał spis w bazie danych), ale nikt nie potrafi go odszukać, a magazynier dopiero wstał - co zeznała przez telefon jego żona, dodając przy tym, że jeszcze nie wziął kąpieli. Złe przeczucia potwierdziły się o 11:00 – magazynier w końcu dotarł, ale i on nie znalazł paska i śrub w swoim magazynowym bałaganie. Posłano więc gońca po te sprzęty, aby zakupił je w pobliskim sklepie. Goniec przybył o 11:30 więc do 12:00 udało się zainstalować nowy pasek klinowy. Niestety w południe wszyscy pracownicy warsztatu udają się na modlitwę, więc kolejne czynności należało odłożyć do 12:30. Wówczas to zabrano się do wymiany śrub, ale była tylko jedna więc goniec po raz kolejny poszedł do sklepu. Wrócił o 13:00, a cała akcja zakończyła się ostatecznie o 14:00.

Lekcja egipskiej cierpliwości trwała więc całe 5 godzin, na koniec zażadano od nas kwoty dwa razy większej niż się należało. No cóż, jak się okazuje nawet w Egipcie CZAS to PIENIĄDZ ;)

* * *
Przeczytaj także:
Egipska codzienność: cz.1 cz.2
Tysiące przyjaciół
Tylko w Egipcie!

sobota, 9 października 2010

Z notatnika Chrisa: Katedra Św. Pawła w Abidżan

Wybrzeże Kości Słoniowej jest bardzo młodym państwem, co jest dość powszechnym zjawiskiem w subsaharyjskiej Afryce. Samo miasto zaczęło powstawać około stu lat temu jako istotny port na terenach Francuskiej Afryki Zachodniej. Ciekawa jest nazwa miasta, ponieważ Abidżan w lokalnym języku oznacza „Właśnie ścięłam liście”. Nazwa powstała w momencie kiedy Europejczycy po przybyciu w to miejsce zapytali lokalne kobiety, jak nazywa się to miejsce. Owe kobiety nie rozumiejąc pytania zadanego w obcym języku odpowiedziały to co wydawało się im słuszne w danym momencie i tak owe nieporozumienie zamieniło się w wielkie miasto.

Ze względu na swój młody wiek, Abidżan jest pozbawiony zabytków, ale w latach 80-tych XX wieku wybudowano tu nowoczesną i piękną katedrę, której budowę pobłogosławił nasz polski papież. Konstrukcja katedry oparta jest na pylonie i przeciągniętych od niego aż do drugiego końca obiektu stalowych linach, przez co dach jest konstrukcją wiszącą.

Najciekawiej robi się jednak po wejściu do wnętrza katedry, ponieważ natychmiast zwracają na siebie uwagę niezwykłe witraże zajmujące większość przestrzeni ścian katedry. Są tu sceny z codziennego życia lokalnej ludności, dalej nad ołtarzem głównym są sceny z Pisma Świętego, ale najbardziej niezwykła wydała mi się scena obrazująca przybycie dwóch misjonarzy, którzy przypłynęli właśnie dla mieszkających tu ludzi i dla krzewienia chrześcijaństwa na tym terenie w sposób jaki robili to święci Piotr i Paweł. Witraż przedstawia scenę wyidealizowaną, ale przyznam, że po raz pierwszy w życiu widziałem witraż w katedrze, na którym są słonie, małpy, palmy i tutejsza ludność w lokalnych, czyli dość skąpych strojach – obraz zupełnie niezwykły dla Europejczyków, ale przecież zupełnie naturalny dla tutejszych ludzi. Do tego całość jest niezwykle kolorowa i pełna różnych różności, tak jak to bywa w tej części Afryki – kolorowo, różnorodnie, słonecznie i wesoło.





Warto jeszcze dodać, że przy katedrze stoi piękna postać Jezusa, wzorowana na Jazusa z Rio do Janeiro, a kilka kroków dalej znajduje się pomnik Jana Pawła II, postawiony na pamiątkę jego pielgrzymki na Wybrzeże Kości Słoniowej. Ostatnią atrakcją katedry jest wspaniały widok na miasto i jego niezwykłą przyrodę.






* * *
Przeczytaj także:
Piramidy Czarnych Faraonów
Krokodyla kup mi luby!
Przybysz z Egiptu w Chartumie

środa, 6 października 2010

Z notatnika Chrisa: Abidżan – miasto zieleni i nietoperzy

Abidżan – stolica Wybrzeża Kości Słoniowej - położony jest zaledwie pięć stopni szerokości geograficznej na północ od równika więc obecnie Słońce świeci tu niemal pionowo z góry. Na szczęście pobliska Zatoka Gwinejska przynosi znad ocenu dość umiarkowaną temperaturę. Jest to jednak ten kawałek świata, gdzie roślinność uwielbia połączenie wysokich temperatur z wszechobecną wilgocią przeplataną porami deszczowymi. Październik to kulminacja tak zwanej małej pory deszczowej, więc pada tu codziennie, ale raczej przelotnie. Wszystko to sprawia że Abidżan w porównaniu z Kairem jawi się jak niezwykły zielony ogród, w którym rzucony na ziemię ogryzek po miesiącu zamienia się w niemałą jabłoń, a wzrost roślin można niemalże obserwować przystając na chwilę na ulicy. Jest to zupełne przeciwieństwo Kairu – w Egipcie trwa wieczna walka o to, aby ziemię i rośliny nawadniać pompując masy wody z Nilu na wszystkie okoliczne pola, trawniki i ogródki. Ludzie codziennine starają się zahamować łakomstwo wielkiej pustyni. Tu w Abidżan jest wręcz odwrotnie – ludzie codziennie starają się powstrzymywać rośliny przed niepohamowanym „atakiem” na to co sami zbudowali. Walka idzie na maczety, ogień oraz kanały osuszające przez co udaje się zachować „status quo”.


Abidżan zatopiony w zieleni

Kiedy po całodniowej walce z roślinami, ludzie zaczynają wieczorem oddawać się błogiemu lenistwu, na łowy wyruszają pewne nietypowe stwory. Zawsze wybrzeże morza lub ocenu kojarzyło mi się z mewami kołującymi w powietrzu, z ich specyficznymi okrzykani, głośniejszymi niż sztormowe fale. W Abidżan należy jednak zweryfikować ten stereotyp. Moja początkowa pewność, że to mewy hałasują za oknem zmieniła się w ogromne zdumienie, ponieważ na pierwszy rzut oka tutejsze mewy miały dziwnie czarną barwę. Na drugi rzut oka – miały jakieś dziwnie kanciaste skrzydła, a na trzeci i ostatni rzut oka – okazało się, że to nietoperze większe od sporego gołębia. Stworzenia te zaczynają swoje łowy jeszcze za dnia i niczym polskie wrony, całymi tabunami szaleją w powietrzu wyłapując muchy i malaryczne komary. Widok jedyny w swoim rodzaju.


Nietoperze na tle zachodzącego słońca

* * *
Przeczytaj także:
Targ wielbłądów w Birkash
Czarna i Biała Pustynia
Libijscy jaskiniowcy

niedziela, 3 października 2010

Fryderyk Chopin pod biało-czerwonymi piramidami

Chopin pod Piramidami - w ramach obchodów roku Chopinowskiego pod takim tytułem odbył się koncert u stóp piramid w Gizie. Specjalnie na tę okazję zamontowano czerwone reflektory, które w czasie koncertu oświetlały dwie największe piramidy: Cheopsa i Chefrena. Pozostałe były oświetlone na biało tworząc biało-czerwone tło dla koncertu.


Janusz Olejniczak (fortepian) oraz Dina Iskander (sporan) i Leszek Świdziński (tenor) na tle Sfinksa i, specjanie na tę okazję oświetlonej na czerwono, piramidy Chefrena

Zdjęcia dzięki uprzejmości Karen Anne Thom.
Galeria jej zdjęć dostępna jest tutaj.
Thank you Karen!



Urodzona w Aleksandrii Dina Iskander przepięknie zaśpiewała po polsku "Gdybym ja była ..." ("Życzenie")

Ten wyjątkowy koncert prezentował muzykę Chopina w aranżacji klasycznej, jazzowej i rockowej. Było to jakby nowe, współczesne spojrzenie na muzykę, która powstała blisko 200 lat temu. To doskonały sposób, aby przez osobę wybitnego kompozytora promować Polskę, ale i zainteresować jego twórczością szeroki krąg odbiorców.


Janusz Olejniczak i Royal Quartet


Leszek Możdżer

Pod piramidami zabrzmiała muzyka w wykonaniu Janusza Olejniczaka, Royal Quartet, Leszka Możdżera oraz grupy Rock Loves Chopin. Występy uświetnił zespół taneczny Folies Dance Company, który szczególnie zachwycił mnie dwoma układami: tańcem na pięciolinii i przepięknie odtańczoną, w biało-czerwonych strojach, interpretacją tańców narodowych.




C H O P I N

Było cudnie, a muzyka zrobiła ogromne wrażenie także na licznie tu obecnych obcokrajowcach. Program był ułożony genialnie - przez cały koncert napięcie rosło, klasyczna interpretacja przeszła płynnie w wersję jazzową, by zakończyć program silnym rockowym uderzeniem.

Zabrakło mi tylko rzutu oka na Żelazową Wolę, wierzby na mazowieckich polach i jesienny wiatr, które tak mocno inspirowały Chopina, a które tak różne są od otaczającej nas pustyni ...

* * *
Wybierającym się w najbliższym tygodniu do Kairu polecam kolejne wielkie wydarzenie pod piramidami - "Operę Aida", która nie była tu wystawiana przez kilka kolejnych lat. Operę Aida pod Piramidami można obejrzeć 5, 6, 7 i 10 października br. Bilety w cenie 100, 200 i 300 LE do nabycia w Cairo Opera House (więcej).

Musisz zobaczyć, czyli o Operze Aida
Opera Aida pod piramidami w Gizie - w Al Ahram Weekly
Yalla habibi, czyli o muzyce w Egipcie

sobota, 2 października 2010

Namiot - bezcenny, za wszystko inne zapłacisz kartą Mastercard

Desert camping, czyli wyprawa na pustynię ze spaniem w namiocie lub bezpośrednio pod rozgwieżdżonym niebiem, to ulubiony sposób spędzania weekendów przez niemal wszystkich obcokrajowców mieszkających w Egipcie, ku zdziwieniu większości Egipcjan. Do tego przydaje się namiot, szczególnie podczas niespodziewanej burzy piaskowej.



W Egipcie kupić można PRAWIE wszystko, przy czym PRAWIE robi wielką różnicę. Są namioty słabe i stosunkowo tanie (tzn. w akceptowalnej przez nas cenie, choć w Polsce w tej cenie można kupić dobry namiot) i namioty, które są warte kupienia w cenie stanowczo nie do zaakceptowania.



Tak więc jedyny wart kupienia mały 3-osobowy namiot kosztuje zaledwie równowartość ... 1500 złotych. W tej cenie można:

a. spędzić w Egipcie w hotelu 4-5 gwiazdkowym tygodniowe wakacje, wraz z przelotem tam i z powrotem z Polski, lub

b. polecieć nowym bezpośrednim połączeniem LOT-u na zakupy do Warszawy i przywieźć nowy namiot (!).
... a dodatkowe wolne kilogramy bagażu można przeznaczyć na zapasy szynki lub inne smakołyki niedostępne w Egipcie :)

PS. Sprowadzilibyśmy namiot pocztą, ale boimy się, że podzieli los mebli z Ikei (więcej) ;(

* * *
Przeczytaj także:
Bezcenne!
Posty związane z pustynią
Podatki na deser
Egipski Outsourcing

poniedziałek, 27 września 2010

Cairo Life

We've never seen more than 3 stars
Pollution from 3 million cars
Bawabs be watchin' yo apartment
Blastin' fairouz n halim hafez

Shara Haram so sleezy
Everyone trying to speak engileezy,
Psst psstt, ya man ya captain , ya seedi.
I wish their life was a lil' more easy.

Gotta stuff your face with koshary
Plus ful, is the fuel of any masry
Molokheya is tasty, trust me
Where u from? I'm Egyptian asli.

You gotta smile, I know it's hard
Thank God, fo' wha u got, can't even complain.
Ma3lesh, Inshallah, bokra, that's how Egyptians do their thang

Come downtown, walk all around, let me tell about the sound
Beep beep, watch yo back, or they gonna flash their lights to get you back on track.
Um Kalsoum, time to move, yella oum, it's time to prove

Słowem esencja Kairu!



Sankis you for watching ;)

* * *
Przeczytaj także:
Yalla Habibi!, czyli egipska muzyka
Szukajcie a znajdziecie, czyli rock w Egipcie
Na zimowe poranki ...

niedziela, 26 września 2010

Tutaj rozstąpiło się Morze Czerwone?

Pan rzekł do Mojżesza: "Czemu głośno wołasz do mnie?" Powiedz Izraelitom, niech ruszają w drogę. Ty zaś podnieś swą laskę i wyciągnij rękę nad morze i rozdziel je na dwoje, a wejdą Izraelici w środek na suchą ziemię"
(Wj 14:15-16)

Exodus od zawsze intrygował ludzi, którzy poszukowali miejsca przez które Izraelici przekroczyli Morze Czerwone. Jedna z teorii, opisana przez dr Lennarta Mollera w książce "Exodus. Śladami wydarzeń biblijnych", mówi o płaskim podwodnym moście przez Morze Czerwone w zatoce Akaba, na wysokości Półwyspu Nuweiba.

Teraz amerykańscy naukowcy znaleźli inne odpowiednie miejsce, w delcie Nilu:
zobacz artykuł "Tutaj rozstąpiło się Morze Czerwone?"
Tylko czy ta teoria wydaje się bardziej prawdziwa?

* * *
Przeczytaj także:
Śladami wydarzeń biblijnych
Imię Boga
Chrześcijański weekend w muzułmańskim kraju

wtorek, 21 września 2010

Egipska codzienność cz.2: Jak zdewastować ogród

Większość gatunków palm ma to do siebie, że dla ich własnej urody należy je przycinać raz do roku. Sprawa jest prosta gdy palma jest jeszcze mała, ale palmy w pewnym wieku wymagają już specjalistycznego strzyżenia dokonywanego przez palmoobcinacza. Taki palmoobcinacz obwiązuje siebie i palmę odpowiednio grubym pasem, po czym metr po metrze wspina się na jej wierzchołek. Starsi czytelnicy mogą jeszcze pamiętać panów z polskiej energetyki lub telekomunikacji, którzy wiele lat temu w podobny sposób wspinali się na drewniane słupy celem instalacji lub naprawy kabli.



Ogrodnik „opiekujący” się naszym kawałkiem zieleni z palmami po wielu tygodniach przypominania, w końcu zaprosił pewnego paloobcinacza do naszego ogrodu. Obaj panowie byli szczęśliwi, że mogą wykonać kawał dobrej roboty, a palmoobcinacz po pieszczotliwym przywitaniu z naszym ogrodnikiem (obowiązkowo trzeba wykonać tzw. „misia” i obcałować się po policzkach) przystąpił do dzieła. Wlazł na górę i rozpoczął … dzieło zniszczenia. Żadnemu ze wspomnianych panów nie przyszło do głowy, aby odstawić doniczki z kwiatami stojące pod palmami. Nie przyszło im też do głowy, aby zrzucać obcięte liście tak aby nie łamać gałęzi sąsiednich drzew oraz rosnących pod nimi krzewów. Żadna taka myśl nie zanieczyściła czystych (a może pustych) umysłów bohaterów naszej opowieści. Ciężkie palmowe liście jeden po drugim spadały z łoskotem na ziemię, rosnące poniżej rośliny wyły z bólu. Słychać było trzaski łamanych gałęzi sąsiedniego jaśminu, który wręcz krwawił swoimi białymi sokami. Wszystko to na próżno, bo robota szła z gazem i nikt nie przejmował się jakimiś drobiazgami.

My przybyliśmy na ów „plac ogrodniczych zabaw” na sam koniec przedstawienia i mogliśmy tylko podziwiać krajobraz po bitwie. Chciało się nam płakać, a nasz ogrodnik po tradycyjnym „Sorry Madam”, które należałoby raczej przetłumaczyć „no cóż, stało się”, ze stoickim spokojem powiedział, że przecież to wszystko kiedyś odrośnie. Kiedy nasze głosy w czasie rozmowy z nim przekroczyły standardowy poziom decybeli, powiedział że w ramach zadośćuczynienia może skosić trawę. Na to jednak mu już nie pozwoliliśmy, bo kto da nam słowo, że po jego koszeniu trawnik nadal będzie zielony …

* * *
Przeczytaj także:
Egipska codzienność cz.1: Meble na granicy
Palmowe liście

piątek, 17 września 2010

Al-Azhar popiera zakaz noszenia nikabu

Czołowy muzułmański duchowny Al-Azharu - prestiżowej instytucji islamu sunnickiego, pochwalił wczoraj francuski zakaz zakrywania twarzy przez muzułmańskie kobiety, mówiąc że nikab szkodzi wizerunkowi islamu.

Abdel Mo'ati el-Bayyoumi, członek wpływowego Islamskiego Centrum Badań Al-Azhar powiedział, że nikab, zasłona zakrywająca całą twarz, pozostawiająca tylko otwory na oczy, nie ma żadnych podstaw w prawie islamskim i nie ma nic na ten temat w Koranie i Sunnie, która go uzupełnia".

"Osobiście popieram zakaz i wielu moich braci z Islamskiego Centrum Badań także go popiera. Moje stanowisko przeciwko nikabowi jest w rzeczywistości starsze niż francuskie" - powiedział Bayyoumi, który napisał książkę przeciwko tym praktykom.



"Chcę przekazać wiadomość do muzułmanów we Francji i w Europie. Nikab nie ma żadnych podstaw w islamie. Czuję rozczarowanie kiedy widzę siostry (we Francji) noszące nikab. To nie pokazuje dobrego wizerunku islamu".

W październiku ubiegłego roku, Wielki Szejk Al-Azharu zakazał noszenia nikabu w instytuacjach tylko dla kobiet, gdyż nie jest to strój islamski (więcej).

"The Egyptian Gazette", 16 września 2010, str. 1

* * *
Przeczytaj także:
Egipt nie chce, by kobiety zasłaniały twarz
Co kraj to obyczaj
Modny strój na upalne lato

czwartek, 16 września 2010

Chopin pod Piramidami

29 września 2010 r. o godz. 20:00 w Gizie pod Kairem zaprezentowane zostanie widowisko multimedialne pt. CHOPIN AT THE PYRAMIDS.

Na trzech scenach u podnóża monumentalnego Sfinksa wystąpią: Janusz Olejniczak, Leszek Możdżer, Anna Serafińska, Royal Quartet, mistrzowie gitary z Rock Loves Chopin: Ryszard Sygitowicz, Jacek Królik, Marek Raduli oraz tancerze z Folies Dance Company.

Będzie to pierwsza tak wielka prezentacja muzyki Chopina w świecie arabskim.

Uczestnictwo w koncercie jest bezpłatne, wymaga jednak uzyskania zaproszenia.
Zgłoszenia pod adresem: secretary@kair.polemb.net

Przedsięwzięcie realizowane jest przez Stołeczną Estradę, Ministerstwo Kultury Egiptu, Operę Narodową w Kairze oraz Ambasadę RP w Kairze.



Więcej szczegółów na stronie Ambasady RP w Kairze.

My się wybieramy, a Wy?

poniedziałek, 13 września 2010

Do wyboru do koloru, czyli ... który smak wybierasz ;)

Tak wygląda lodówka z przetworami mlecznymi w jednym z największych marketów spożywczych w Kairze. Do wyboru macie jogurt naturalny, jogurt naturalny i oczywiście jeszcze jogurt ... naturalny. O przepraszam - jest jeszcze brzoskwiniowy, który istotnie przełamuje monotonię ;)
Więcej do wyboru nie ma, przynajmniej w Ramadanie.



PS. Teraz możecie docenić wybór, jaki macie na co dzień.

sobota, 11 września 2010

Zaułek cudów

... takich biednych zaułków jest w Kairze bez liku. Zaułków urokliwych, pełnych warsztatów rzemieślniczych i małych sklepików; w których pięknie rzeźbione maszrabije (więcej o maszrabijach) kryją tajemnice mieszkańców, ich najskrytsze pragnienia i marzenia o lepszym życiu.

Opisując hisorie, które rzeczywiście mogły mieć miejsce w wąskich uliczkach starego Kairu, Nadżib Mahfuz wskazuje w tytułach swoich książek miejsca, gdzie mogły się one wydarzyć. Czy „Hamida z Zaułka Midakk” rzeczywiście tam mieszkała? A może warto zagłębić się stare uliczki i poszukać choć wspomnień o opisanych bohaterach.

„Hamida z Zaułka Midakk” to historia pięknej, lecz ubogiej dziewczyny, która podobnie jak wiele Egipcjanek marzy, że wychodząc za mąż za kogoś bogatego będzie mogła odmienić swój los. Tacy mężczyźni nie mieszkają jednak w zaułku Midakk. Gdzie ich spotkać? Jak spełnić marzenia o pięknych strojach i dostatnim życiu?

„Hamida z Zaułka Midakk” to więcej niż opowieść o burzliwych losach pięknej Hamidy. Poznajemy tutaj wielu intrygujących bohaterów: m.in. jej przybraną matkę swatkę, która próbuje różnych sztuczek, aby starczyło pieniędzy na czynsz, bogatą wdowę po pięćdziesiątce, która koniecznie chce wyjść za mąż, czy „twórcę kalek”, który okaleczając na życzenie daje ludziom „narzędzia” do żebrania. Wszystkie historie pięknie wplecione w wyjątkową atmosferę starego Kairu.

Przeczytanie książki może być także pretekstem do obejrzenia filmu „Midaq Alley” z Salmą Hayek. Co ciekawe choć scenariusz powstał na kanwie opowieści o Hamidzie akcja filmu rozgrywa się w Meksyku. I choć zmieniło się miejsce i jego atmosfera, losy bohaterów pozostały te same. Oprócz genialnej gry Salmy Hayek mnie spodobał się także sposób realizacji filmu i możliwość obejrzenia tych samych wydarzeń oczami różnych bohaterów.

Gorąco polecam zarówno film, jak i książkę.



Nadżib Mahfuz „Hamida z zaułka Midakk”, wydawnictwo Smak Słowa
(na stronie wydawnictwa można pobrać fragment książki do przeczytania)

"Midaq Alley", reż. Jorge Fons, Meksyk 1995
(CD z filmem było dodatkiem do miesięcznika Film; film dostępny jest na Allegro.pl)

* * *
Zobacz także:
Książki związane z Egiptem, które warto przeczytać
Nadżib Mahfuz - trylogia "Opowieści starego Kairu"

czwartek, 9 września 2010

Czas na piknik!

Właśnie rozpoczyna się Eid ul-Fitr - Święto Oczyszczenia kończące Ramadan. Dla Egipcjan jest to okazja do spędzenia kilku wolnych dni w gronie rodziny. W tym czasie Kair pustoszeje - mieszkańcy wykorzystują Eid do odwiedzin rodziny mieszkającej poza miastem.

Dla nas jest to długi weekend, więc czas w drogę!



Życzymy Wam także udanego weekendu!
Za wcześnie? Nie do końca - u nas weekend zaczyna się już w czwartek po południu (więcej), a ten świąteczny weekend zaczął się już w środę ;)

* * *
Przeczytaj także:
Świat Ramadanowych reklam
Jaki dziś dzień tygodnia
Święta, święta ponad wszystko!

środa, 8 września 2010

Egipska codzienność cz.1: Meble na granicy

Cykl "Egipska codzienność" dedykujemy tym, którzy uważają, że życie w Egipcie jest jak Baśń z 1000 i jednej nocy. Nam przypomina raczej walkę o przetrwanie, więc jak mówią Egipcjanie "Enjoy!" ;)

* * *
Jakiś czas temu, a dokładnie w czerwcu, naszło nas aby do pokoju naszego Małego Turysty wstawić dwie dodatkowe szafki typu Trofast dostępne w sklepach IKEA. Szafki, a właściwie sosnowe ramy, nie są ciężkie (8 kg sztuka), więc postanowiliśmy zakupić i wysłać dwie ramy pocztą z Polski do Egiptu, ponieważ IKEA w Egipcie jeszcze nie istnieje i dokładnie nie wiadomo kiedy w końcu się wybuduje. Poza tym po ubiegłorocznych przeżyciach związanych z realizacją zamówionego u egipskiego stolarza prostego regału na książki postanawiliśmy nie narażać więcej na szwank naszego systemu nerwowego.


Rama Trofast

Czas mijał, a wysłana EXPRESEM (!) paczka nie nadchodziła. Zupełna cisza i brak wiadomości z poczty. Zaczęliśmy więc zakrojone na międzynarodową skalę poszukiwania i w końcu ustaliliśmy, że paczka czeka na nas od miesiąca na składzie celnym kairskiego lotniska. Zaczęliśmy dociekać dlaczego wciąż czeka i czemu nikt nawet nas nie powiadomił. Otóż nikomu nawet nie przyszło do głowy, że paczka czeka na cle, ponieważ Egipcjanie zastanawiają się, czy sosna jest drewnem bezpiecznym i dopuszczalnym w Egipcie. Na temat sosnowego drewna miał się wypowiedzieć światowej klasy specjalista z ministerstwa rolnictwa Egiptu.

Po takiej informacji nie wiadomo było, czy płakać czy śmiać się, szczególnie biorąc pod uwagę stopień dbałości Egipcjan o ochronę środowiska. Udaliśmy się więc na lotnisko, aby wydobyć naszą przesyłkę. I tu się dopiero zaczęło ... Przedstawiono nam pełną procedurę: najpierw należy zebrać podpisy i pieczątki pracowników służb celnych i przedstawicieli ministerstwa rolnictwa, którzy przy okazji muszą wykonać ekspertyzę drewna. Po tych czynnościach należy przejść standardową procedurę pocztową i wówczas paczka może być nasza. Pani udzielająca nam informacji bez przejęcia powiedziała, że zebranie podpisów i pieczątek trwa zazwyczaj od dwóch do trzech dni roboczych, w czasie których trzeba szwędać się po lotnisku, miło uśmiechać się do urzędników, wręczać łapówki i grzecznie czekać na swoją kolej.

Możemy Wam powiedzieć w tajemnicy, że postanowiliśmy aby pocztowo-celni urzędnicy udławili się tymi meblami. Niech je zniszczą, sprzedadzą lub ukradną, ale my nie spędzimy trzech dni i nie wydamy sporej kwoty na łapówki, cło i inne „niezbędne” opłaty, aby wydobyć osiem sosnowych desek – to byłaby już przesada!

* * *
Przeczytaj także:
Pocztowy tor przeszkód
Pocztowy labirynt - szczęśliwe zakończenie
Egipskie myślenie

wtorek, 7 września 2010

Ciemność widzę, ciemność ...

Kair, choć leży w Dolinie Nilu, z każdej strony otoczony jest przez pustynię. Przyjeżdżając tutaj spodziewaliśmy się problemów z wodą. No cóż ... – myślałam – mogę zapomnieć o wylegiwaniu się w wannie. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się że dzielnica, w której mieszkamy jest bardzo zielona, a woda w ogromnych ilościach wylewana jest do ogrodów i ... na samochody myte przez bawaabów (więcej). Tak więc, pomimo że deszcz nie pada, często muszę skakać przez ogromną kałużę przed naszą bramą, a po niejednym spacerze mam nogawki zachlapane błotem.

Aby życie nie było zbyt kolorowe, często toniemy w egipskich ciemnościach. W upalne wieczory, po zachodzie słońca, kiedy temperatury za oknem wciąż oscylują wokół 30- 40 stopni Celsjusza nagle w całych kwartałach zapada ciemność. Klimatyzatory, lodówki i wszelkie urządzenia elektryczne milkną, światła gasną i zapada cisza, która trwa przez około 40 minut. Spokojnie, to nie awaria! To tylko działania mające na celu ograniczenie zużycia prądu, które latem, z powodu masowego używania klimatyzatorów lub wiatraków, zapewne przekracza wszelkie dopuszczalne normy. Akcje wyłączania prądu są spontaniczne – zawsze trzeba być w gotowości do kolacji przy świecach ze znajomymi. Gorzej, jeśli jesteśmy akurat w trakcie jej przygotowywania ;)

Mam pomysł racjonalizatorski, aby sporządzić harmonogram tego typu akcji i rozkleić afisze w poszczególnych kwartałach. W ten sposób kolejne "czarne godziny" nie zaskakiwałyby nas w najmniej spodziewanym momencie. Jednocześnie wrócilibyśmy do gospodarki centralnie planowanej, która w wielu dziedzinach wciąż funkcjonuje w kraju faraonów.

Centrum islamskiego Kairu, podobnie jak wiele innych dzielnic nie wspominając o Mieście Umarłych, jest bardzo słabo oświetlone. Wyjątek stanowią wybrane (nieliczne) meczety ozdobione z okazji Ramadanu (więcej).


 
* * *
Przeczytaj także:
Quiz: Sprawdź, gdzie mieszkasz!
Gdy fanoose rozświetla mrok, czyli ramadan w Kairze
Nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi!
Uwaga, krawężnik!
 

niedziela, 5 września 2010

Który właściwie mamy rok?

Zgodnie z kalendarzem żydowskim, świat powstał w roku 3761 pne, dlatego w obecnym roku 9-go września rozpoczyna się nowy żydowski rok 5771. Żydzi stosują kalendarz księżycowo-słoneczny przez co dzień Nowego Roku jest nieco ruchomy, ale wypada on zawsze w okolicach przesilenia jesiennego. Tego też dnia rozpocznie się żydowski post, który po dziesięciu dniach doprowadzi Naród Wybrany do święta przebaczenia zwanego Jom Kipur, które jest rodzajem ogólnonarodowej spowiedzi.

Przejdźmy jednak na drugą stronę granicy do „kraju much”, jak Żydzi określają państwo Micraim, zwane dziś Egiptem. Otóż nad Nilem czas w formie kalendarzowej zaczęto liczyć nieco wcześniej niż w Izraelu. Skutkiem tego w połowie lipca bieżącego roku rozpoczął się staroegipski rok 6252. To swoisty rekord świata!


Staroegipski kalendarz w Kom Ombo

Egipcjanie jako naród osiadły i rolniczy kierowali się wyłącznie Słońcem oraz gwiazdami i to do tego stopnia, że tydzień staroegipski trwał 10 dni, a nie 7 jak w kalendarzach ludów kierujących się fazami Księżyca. Ustalono też 3 pory roku zgodne z cyklami wylewów Nilu i upraw roślin w jego dolinie. Pierwsza pora roku to Achet, czyli pora wylewów Nilu. Pamiętać należy, że od maja w południowym Sudanie trwa pora deszczowa, powodująca swego rodzaju falę powodziową, której kulminacja w Egipcie przypada na początek września.

Druga pora roku zwana była Peret i zaczynała się w listopadzie. Był to czas wysiewów. Ostatnią porą roku jest Szemu, czyli gorące egipskie lato trwające od marca do lipca. Ta pora roku była radosnym czasem żniw, ale i smutnym czasem płacenia podatków. No cóż, jakaś równowaga zawsze musi być zachowana.

Tak więc po gorącym lecie przychodziło odnowienie świata staroegipskiego. W dniu Nowego Roku bóg Ra rodził się na nowo co rozpoczynało serię uroczystości i festiwali. W tym czasie łodzie we wspaniałych orszakach przybywały do stolicy kraju Memfis, a ludzie gromadzili się przy ogromnej statule Ibisa świętując ile się da. Po kilku dniach przerwy, siedemnastego dnia pierwszego miesiąca roku (miesiąc Tekh) oddawano honory zmarłym. Bezpośrednio po święcie zmarłych rozpoczynało się święto śpiewów, tańca, i picia czerwonego piwa – istne szaleństwo! Swoją drogą sama nazwa miesiąca Tekh w dość dosłownym tłumaczeniu oznacza „pijaństwo”. Szkoda, że nie produkują już w Egipcie tego słynnego czerwonego piwa – byłby to hit na skalę światową, przy którym Oktoberfest mógłby być jedynie lokalną niemiecką fanaberią. Aby zbyt mocno się nie „wysuszać” w drugim miesiącu roku egipskiego (miesiąc Menkhet) też pojawiało się kolejne kilkudniowe święto zwane Ipet. Uroczystości odbywały się w Luxorze i trwały 11 dni, podczas których oddawano cześć Amonowi. Potem 28-go dnia miesiąca rozpoczynał się kolejny festiwal na wyspie Elefantyna, a kilka dni później rozpoczynał się trzeci miesiąc nazwany imieniem bogini Hator. Aby nie było wątpliwości, owa bogini odpowiedzialna była za miłość i imprezowanie – aż strach pomyśleć co się wówczas mogło dziać w kraju nad Nilem.

Na szczęście, nawet po wielkim świętowaniu trzeba wreszcie wziąć się do roboty. Kończyła się pora roku Achet i zaczynała się pora Peret kiedy to trzeba było wyjść w pole, wysiać zboże, warzywa i inne związane z żywieniem rośliny. Nie oznaczało to, że imprezy i festiwale kończyły się definitywnie, ale z pewnością było ich nieco mniej. Jeden z ciekawszych festiwali odbywał się na zakończenie Proyet, kiedy to starożytni zajadali się cebulą. Na koniec nadchodziła pora roku Szemu, kiedy imprezowanie przeplatało się ze zbiorami i modłami o dobre wylewy Nilu. Tu też było kilka uroczystości i festiwali, ale i tak każdy z pewnością czekał już na kolejny Nowy Rok.

Wygląda więc na to, że w tym żyznym kraju, w którym raczej nigdy nie brakowało żywności, ludzie umieli się bawić cały rok. Może właśnie ten rodzaj stabilizacji społeczeństwa połączony z dość dobrą armią pozwolił Egipcjanom utrzymać swoje państwo przez kilka tysięcy lat do czasu niespodziewanej wizyty Aleksandra Wielkiego. Co by o nich nie mówić to przyznać im trzeba jedno: z pewnością umieli się bawić i musieli mieć niezwykle mocne głowy. Dziś po tym wszystkim pozostało jedynie zapisane hieroglifami wspomnienie.

* * *
Przeczytaj także:
Święta, święta ponad wszystko!
Jak obłaskawić krokodyla?
Świątynia prawie egipska

sobota, 14 sierpnia 2010

Ramadan w Egipcie





* * *
Przeczytaj także:
Ramadan
Fanoos - Ramadanowe lampy cz.1 cz.2 cz.3
Świat Ramadanowych reklam
Wszystkie posty związane z Ramadanem

piątek, 13 sierpnia 2010

Dla spragnionych

Kto raz się napije wody z Nilu, będzie do Egiptu zawsze powracał!



... żebyście tylko nie dostali niestrawności ;)

PS. Miejmy nadzieję, że to woda ze źródeł Nilu, a nie np. Delty.

* * *
Przeczytaj także:
Sabil-kuttab, czyli o wodzie w Kairze
Nie ma, nie ma wody?
Uliczne jedzenie

środa, 11 sierpnia 2010

Nieoczekiwany początek lata …

Już za miesiąc w Egipcie czas zmieni się na letni!!!
Znów przyjdzie nam przestawić zegar biologiczny o godzinę, wstawać wcześniej, ale i cieszyć się tym, że wieczorami jest dłużej jasno.

Wszystko byłoby zrozumiałe i oczywiste, gdyby ten wpis ukazał się w marcu, ale co ciekawe mamy właśnie sierpień, a zamieszczona informacja to nie Prima Aprilisowy żart. Właśnie zaczął się Ramadan (więcej), więc wspaniałomyślne władze Egiptu postanowiły z dniem 11 sierpnia przestawić czas na zimowy, aby skrócić czas między zakończeniem pracy w buirach, sklepach i fabrykach, a momentem rozpoczęcia wieczornego śniadania, czyli iftaru. Zastanawiało nas, czy Egipcjanie rzeczywiście nie zdają sobie sprawy z faktu, że przesunięcie czasu na zimowy nie spowoduje skrócenia dnia z 13 do 12 godzin. Może dają się nabrać na prosty chwyt jakiegoś ministra do spraw zarządzania czasem?

Okazało się jednak, że większość nie wierzy (na szczęście!), ponieważ badanie opinii publicznej wykazało, że dla ponad 70 proc. społeczeństwa zmiana czasu na zimowy w Ramadanie nie ma sensu - i tak trzeba wytrzymać ponad 13 godzin bez jedzenia i picia, nawet gdyby umówić się, że w południe jest północ. Myślenie w narodzie jednak jeszcze istnieje.

Na koniec powróćmy do wątku z początku naszych rozważań o wyższości czasu zimowego nad letnim. Po zakończeniu Ramadanu, czyli w połowie września, czas znów zostanie przestawiony na letni, ale tylko na trzy tygodnie. Zgodnie z egipskimi zasadami w pierwszy weekend października czas zostanie ostatecznie zmieniony na zimowy i tak już pozostanie do końca kwietnia 2011 roku.
Oby do lata!

* * *
Przeczytaj także:
Rozdwojenie jaźni, czyli o pogodzie w Egipcie
Jaki dziś dzień tygodnia
Wszystkie posty związane z Ramadanem

czwartek, 5 sierpnia 2010

Wycieraczki w górę!

W kraju, gdzie deszcz nie pada (o przepraszam, pada może przez 5 dni w roku i to z reguły po 5-15 minut) jedną z większych bolączek jest kurz. Zalega na ulicach, na drzewach i krzewach, przez nieszczelne okna i otwarte drzwi dostaje się do domów i sklepów. Sprzątać należałoby codziennie. Dlatego też codziennie chodniki i klepiska przed sklepami polewane są wodą, która rozpryskuje się na nogi przechodniów.

Po kilku godzinach postoju (szczególnie w cieniu drzew) samochody pokryte są sporą warstwą kurzu. Trzeba myć je codziennie. Ale myli się ten, kto sądzi, że myjnie samochodowe są tu oblegane. Widziałam ich zaledwie kilka, ponieważ samochody są myte bezpośrednio na ulicy, przed domami. Ale to nie właściciel zajmuje się tym „brudnym obowiązkiem”. Jeżeli już kogoś stać na samochód (który w Egipcie jest przynajmniej dwukrotnie droższy niż w Polsce, nawet jeżeli jest już pełnoletni) to nie zajmuje się takimi przyziemnymi zadaniami, choć czasami zdarzają się drobne wyjątki.

Generalnie jest to zadanie dla bawaaba – takiego odpowiednika naszego „gospodarza domu”. Już od rana słychać szum wody wylewanej na samochody. Opłata za mycie nie jest wysoka (od kilkudziesięciu do 100 funtów egipskich, czyli maksymalnie do 50-60 złotych miesięcznie), ale i z jakością bywa różnie. Dlatego też, aby właściciel nie miał wątpliwości, że samochód jednak został umyty bawaab podnosi wycieraczki do góry. Tak więc co rano mijamy ulice pełne samochodów z radośnie podniesionymi do góry wycieraczkami. To nic że lusterka i szyby, przynajmniej po umyciu naszego samochodu, nadal są zachlapane ... w końcu, komu w Egipcie potrzebne są boczne lusterka ;)



* * *
Przeczytaj także:
Quiz: Sprawdź, gdzie mieszkasz!
Egipskie chodniki
Rzecz o prasowaniu

wtorek, 3 sierpnia 2010

Ramadan tuż, tuż!

Już niewiele ponad tydzień pozostało do rozpoczęcia Ramadanu. Wszędzie panuje przedświąteczna gorączka – uliczki, na których dotąd rano leniwie toczyło się życie teraz pełne są sprzedawców i kupujących. I choć Ramadan jest okresem ścisłego postu od świtu do zmierzchu, noce są czasem spotkań rodzinnych i towarzyskich, i ... wielkiego jedzenia. Już teraz litrami kupowany jest olej, kilu-kilogramowe paczki makaronu, ryżu i cukru dominują w koszykach klientów w Carrefourze, do tego obowiązkowe daktyle i orzechy i ... ku mojemu zdziwieniu – przynajmniej kilka paczek chipsów. Jest to najlepszy czas dla handlowców.

Nie można także zapomnieć o fanus – Ramadanowej lampie, która przez miesiąc rozświetlać będzie ciemności. Oprócz lamp tradycyjnych, ręcznie robionych na oczach przechodniów, coraz więcej jest stoisk z chińskimi Ramadanowymi zabawkami. W tym roku pojawił się nowy model – z narodową reprezentacją piłkarską i obowiązkową (choć bardzo małą) Ramadanową lampą w dłoni.



A że Ramadan jest czasem zwiększonych wydatków należy pamiętać, aby wszystkie osoby, które dla Ciebie pracują na co dzień (pani do sprzątania, kierowca, bawaab, etc.) obdarować dodatkowym prezentem finansowym. Nie masz prawa odmówić – to Twój obowiązek dzielić się z biedniejszymi, szczególnie przed i w czasie Ramadanu, a dla nich przywilej na który wyczekują z niecierpliwością. To trochę, jak obowiązkowe bony towarowe przed Świętami Bożego Narodzenia :)

Ramadan kareem!



PS. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Ramadan rozpocznie się w tym roku 11 sierpnia, ale ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Rada Mędrców na podstawie obserwacji księżyca.

* * *
Przeczytaj także:
Ramadan
Świat Ramadanowych reklam
Wszystkie posty związane z Ramadanem

poniedziałek, 12 lipca 2010

Cisza w eterze

Miło mi, że wiele osób dopytuje się, czy żyję. Dziękuję, żyję i mam się dobrze :)
Ale przecież są wakacje, więc chyba i mi należy się chwila wytchnienia ... od bloga ;)

Kolejne relacje już wkrótce, a tymczasem życzę wszystkim udanych wakacji, nie tylko w Egipcie!

piątek, 25 czerwca 2010

Mango – egipskie jabłka?



Sezon na mango rozpoczął się już jakiś czasu temu. Od kilku dni owoce mango spadają z naszego drzewa w ogrodzie. I choć mango, które wydawało nam się odpowiednikiem polskiego jabłka ze względu na wielość odmian, powszechną obecność i długi (kilkumiesięczny) sezon, okazuje się być dla Egipcjan towarem luksusowym. Pani do sprzątania, jak tylko wypatrzy mango w naszym ogrodzie, to od razu oczy zaczynają się jej świecić, a jej poprzedniczka wzdychała do owoców, które leżały w ogrodzie naszego sąsiada. Warto też dodać, że czasami zdarza się, że wynajmujący dom chcąc zapewnić wyżywienie swojemu ogrodnikowi zapisuje w umowie, że wynajmujący oczywiście ma prawo do korzystania z ogrodu, ale ... owoce mango należą się ogrodnikom.

Dlatego dziwią nas ceny mango – w końcu jest to owoc hodowany w Egipcie. Kilogram kosztuje średnio około 20 funtów (12 złotych), ale są odmiany, za które trzeba zapłacić 30, 40, a nawet 50 funtów (26 złotych), co przy średnich zarobkach w sektorze publicznym na poziomie 392 funtów (około 220 złotych) miesięcznie* i trochę wyższych w sektorze prywatnym, stanowi nie lada wydatek. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak dzielić się naszymi mango z ogrodnikiem, panią do sprzątania, kierowcą, bawaabem ... Jak widać lista chętnych jest długa.

* na podstawie Business Today Egypt, maj 2010

* * *
Przeczytaj także:
Mój jest ten kawałek podłogi!
Zdążyć przed Ramadanem

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Help!

Aż boję się spojrzeć, co pokazuje termometr za oknem. Żar leje się z nieba, choć zwrot „żar leje się z piekła” trafniej oddałby tutejszą rzeczywistość. Pomoć czeka nas najgorętsze lato dekady (więcej). Przemykamy: dom – samochód – sklep – uff... nareszcie dom. O spacerze, czy wieczorze w ogrodzie, można tylko pomarzyć. Klimatyzatory chodzą niemal non stop, a temperaturę w domu trudno jest zbić poniżej 28 stopni Celsjusza. Sieć elektryczna jest na granicy swojej wydajności. Po raz kolejny odcięli zasilanie, a to dopiero początek lata ...



* * *
Przeczytaj także:
Rozdwojenie jaźni, czyli o pogodzie w Egipcie
Dla spragnionych
Quiz: Sprawdź, gdzie mieszkasz!

sobota, 19 czerwca 2010

Wehikuł czasu

Od tysięcy lat życie w Egipcie koncentruje się nad brzegami Nilu, gdzie mieszka 96% populacji tego pustynnego kraju. I choć wraz z ukończeniem budowy Wielkiej Tamy w Asuanie Nil już nie wylewa (od 1971 r.), jak miało to miejsce przez tysiące lat, wystarczy udać się na pola otaczające Nil, aby cofnąć się w czasie – życie płynie tu w tym samym rytmie, co przed wiekami. Mieszkańcy wiosek, odziani w galabije, pracują na roli używając tradycyjnych narzędzi i własnych rąk. W pracach na polu dzielnie wspomagają ich osły i muły, rzadziej wielbłądy czy konie. Mechanizacja rolnictwa raczej tu nie dotarła, z wyjątkiem pomp, które nawadniają pola. Tak więc jeszcze dziś, na żywo, można przekonać się, jak wyglądało rolnictwo dawno, dawno temu ...


Nawadnianie pola


Tradycyjna uprawa roli


Pasterze w jednej z wiosek w Oazie Fajum


W drodze z pola

* * *
Przeczytaj także:
Potomkowie faraonów
Nie ma, nie ma wody na pustyni?
Targ wielbłądów w Birkasz

niedziela, 13 czerwca 2010

Baśnie 1000 i jednej nocy

Któż nie zna Opowieści o Sindbadzie Żeglarzu, Alibabie i 40-tu rozbójnikach, czy cudownej lampie Alladyna? Czy nie roztaczają przed nami magicznego obrazu arabskiego świata? Historie opowiadane przez Szecherezadę – żonę sułtana, który po nocy poślubnej zabijał swoje nowopoślubione małżonki – kończone nad ranem w najmniej spodziewanym momencie, nie dość że ocaliły jej życie, to jeszcze rozkochały w niej sułtana do tego stopnia, że po 1000 i jednej wspólnie spędzonej nocy, postanowił on spędzić z nią resztę życia.

Baśnie tysiąca i jednej nocy to kolekcja opowieści perskich, indyjskich i arabskich pochodzących z 10 wieku, które należą do grona arcydzieł światowej literatury. Przez wiele wieków przekazywane były ustnie z pokolenia na pokolenie. We wszystkich krajach arabskich znajdowały się ich rękopisy, które nieznacznie się od siebie różniły, a wraz z upływem czasu dodawane były kolejne baśnie i legendy. W ten sposób do baśni powstałych w Iraku, stopniowo dodawano kolejne, szczególnie powstałe w Syrii i Egipcie. Średniowieczny Kair jest miejscem, w którym toczy się znaczna część akcji. Są, zaraz po Koranie, najbardziej znanym dziełem z Bliskiego Wschodu, choć po arabsku wydrukowane zostały dopiero na początku XIX wieku.

I pomimo, że Baśnie cenione są w zachodnim świecie, na Bliskim Wschodzie wciąż wywołują kontrowersje. W ubiegłym miesiącu ze wsparciem finansowym rządu egipskiego opublikowane zostało kolejne, dwutomowe, wydanie tego dzieła, które spotkało się ze sprzeciwem grupy egipskich prawników powiązanych z uniwersytetem Al Azhar – najbardziej poważaną szkołą koraniczną na Bliskim Wschodzie, którzy zarzucili książce „bezwstydność seksualną” i „sarkazm wobec Boga”. Jest to trzecia już próba zakazu publikacji tej książki w Egipcie (po dwóch nieudanych w pod koniec ubieglego wieku).

Co ciekawe, właśnie w czasie trwającej dyskusji o możliwości publikacji Baśni Tysiąca i jednej nocy, w Kairskiej Operze wystawiona została współczesna wersja tegoż baletu do muzyki Nikołaja Rimskiego-Korsakowa. Mnie się bardzo podobało – było pięknie, magicznie i bajkowo! Gdybyście mieli okazję zobaczyć ten balet – gorąco polecam!


* * *
Przeczytaj także:
Kontrowersje wokół Baśni Tysiąca i jednej nocy
Opera Aida
Yalla habibi!

czwartek, 10 czerwca 2010

Druga żona dla Koptów

Rozmowy z Egipcjanami nie należą do najłatwiejszych. I nie chodzi bynajmniej o barierę językową, lecz raczej o potrzebę dowartościowania się. Większość z nich jest managerami (nawet jeżeli jeżdżą jako kierowcy). Oczywiście znają tego i tamtego, a przyznać trzeba że koligacje i znajomości wśród Egipcjan mają kluczowe znaczenie. Jeden z naszych kierowców podczas pierwszego spotkania kilkukrotnie podreślił, że jest managerem kierowców (to było tylko jego życzenie) i ojciec jest generałem w armii (to akurat prawda). Szczerze mówiąc przy takim stanowisku i koligacjach dlaczego miał być naszym kierowcą? Strasznie mnie to niepokoiło – przecież nie jesteśmy VIP-ami, aby woził nas tak ustawiony manager. Nawet przeszło mi przez myśl, że może on jest z wywiadu, tylko niby po co mieliby nas szpiegować ;)

Ostatnio znajomy Kopt (czyli osoba jak najbardziej zainteresowana tematem) przeszedł jednak samego siebie mówiąc, że w Egipcie zmieniło się prawo i Koptowie mogą mieć dwie żony. Hurra! – zapewnie pomyślałoby wielu mężczyzn ;) Tylko dlaczego akurat dwie? Muzułmanie mogą mieć cztery żony, ale wynika to z Koranu, zgodnie z Biblią chrześcijanie mogą mieć tylko jedną, więc niby dlaczego rząd egipski miałby tak zmienić prawo? I dlaczego akurat dwie, a nie trzy, cztery, czy choćby pięć?

No cóż, jak zwykle rzeczywistość okazała się bardziej prozaiczna. Rząd zmienił prawo, aby wszyscy mieszkańcy Egiptu (niezależnie od wyznania) mieli prawo do rozwodu i do założenia po rozwodzie nowej rodziny. Przeciwko temu protestuje Papież Shenuda III – głowa kościoła Koptyjskiego w Egipcie, gdyż zgodnie z Biblią rozwody są niedopuszczalne.

Postanowiłam więc sprawdzić, czy mój koptyjski rozmowca naprawdę miał na myśli, że Koptowie mogą mieć dwie żony w tym samym czasie i ten z przekonaniem potwierdził. No cóż ... nie pozostaje nic innego, jak zaufać swojemu zdrowemu rozsądkowi ;)

* * *
Przeczytaj także:
Very Important Person
Aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa

czwartek, 3 czerwca 2010

Faraon Dżedefre

Przez ostatnie dwa lata regularnie przejeżdżaliśmy drogą na Alexandrię, która kilka kilometrów za piramidami w Gizie zaczyna się wspinać wychodząc w końcu na płaskowyż, w okolicach miejsca zwanego Abu Roash. Jeszcze przed przyjazdem do Egiptu dowiedzieliśmy się z Discovery Chanel, że w tym miejscu kryje się jedna z niedawno odkrytych piramid. Przez długie lata starano się stwierdzić, czy to rzeczywiście była piramida, a gdy przypuszczenia się potwierdziły zaczęto szukać jej właściciela.



Faraonem, który kazał wybudować tę piramidę na swój grobowiec był Dżedefre, syn faraona Chufu (Cheopsa). Dżedefre, który wstąpił na egipski tron zaraz po swoim ojcu z jakiegoś powodu postanowił wybudować monument w pewnym oddaleniu od piramidy ojca, ale za to wzniósł swą budowlę na wzgórzu, przez co wydawała się ona niezwykle potężna, a w mniemaniu króla mogła być uważana za największą pomimo, że jej wysokość od podstawy wynosiła około 65 metrów. Dżedefre przez niektórych archeologów podejrzewany jest też o zlecenie budowy Sfinxa z Gizy i coraz więcej faktów wskazuje, że tak właśnie było.

Piramida Dżedefre stała spokojnie na wzgórzach Abu Roash, aż do najazdu Rzymian, którzy zapoczątkowali jej rozbiórkę celem budowy okolicznych osiedli, a dzieło zniszczenia dokończył na początku XIX wieku Muhammad Ali, nakazując dalsze pozyskiwanie kamienia, w tym samym celu co Rzymianie. I tym sposobem dzisiejsza piramida wznosi się zaledwie do poziomu około 1/3 jej pierwotnej wysokości.

W końcu nastał dzień, w którym i nam udało się dotrzeć do piramidy Dżedefre. Dziś wciąż trwają tu wykopaliska prowadzone przez francuskich archeologów, ale przy odrobinie szczęścia można przespacerować się wokół piramidy, a nawet wejść do jej wnętrza. Szeroki odkryty korytarz prowadzi w dół do dawnej komory grobowej, która została wykuta w litej skale na głębokość kilkunastu metrów poniżej poziomu terenu. Obok piramidy Dżedefre odkryto też niedużą piramidę należącą prawdopodobnie do ówczesnej królowej i co ciekawe właśnie odkrycie tej piramidy satelickiej dowiodło, że wielka budowla obok też była piramidą.

Wokół piramidy znaleziono też resztki świątyń, w których kapłani polecali zmarłego króla bogom, oraz doszukano się rzymskich młotków, które posłużyły do niszczenia grobowca. Mimo wszystko budowla w znacznej części przetrwała, dzięki czemu imię faraona Dżedefre stało się nieśmiertelne.

* * *
Zobacz także:
Mapa piramid w Egipcie
Błotna piramida
W odwiedzinach u Amenhotepa i Sesostrisa

poniedziałek, 31 maja 2010

Dwa dni temu na drodze Kair - Fajum ...

- Patrz! Tam po lewej! Widziałeś? - pytam niemal podskakując z wrażenia.
- Jeszcze Cię to dziwi? - ze stoickim spokojem odpowiada Chris.

... no tak. Po dwóch latach powinnam już przywyknąć ...


To tylko niewielka część tego, co widzieliśmy w sobotę na drodze Kair-Fajum.
Sposób przewozu dóbr wszelakich to w Egipcie temat-rzeka.


* * *
Przeczytaj także:
Historie przydrożne
Nowy rekord świata
Klakson

piątek, 28 maja 2010

Imię Boga

Mojżesz otrzymał od Boga kamienne tablice z 10-ma przykazaniami, których wierni powinni przestrzagać. Wśród nich 2-gie przykazanie głosi „Nie będziesz brał imienia Pana, Boga swego, na daremnie”. Najpóźniej w I wieku judaizm, nawiązując do tego przykazania, zakazał wymawiania bożego imienia, co spowodowało, że do dziś nie wiadomo jak ono dokładnie brzmi. Znamy tylko spółgłoski JHWH, ale nie wiemy, jakimi samogłoskami były one połączone. Dlatego też najczęściej mówiąc o najwyższym i jedynym Bogu używamy słowa Bóg, jako synonim imienia, które to słowo także nie powinno być wymawiane nadaremnie.

W islamie słowo Allah* oznacza Bóg Jedyny (nie jest to także imię Boga) i wymawiane jest tak często, jak to tylko możliwe. Stąd bardzo powszechne w krajach arabskich: „inshaAllah” – jeżeli taka będzie wola Boga, „bismillah” – w imię Boga, „mashaAllah” – Bóg tak chciał, etc. Słowami „Allah akbar” – „Bóg jest wielki” pięć razy dziennie muezini wzywają do modlitwy. Inskrypcjami z Koranu zawierającymi słowo Allah oznacza się domy, ale i miejsca publiczne, np. gabinety lekarskie, szpitale, sklepy etc. I tak często, jak muzułmanie wymawiają słowo Allah, tak samo chętnie wykorzystują je do ozdabiania różnego typu miejsc, w których przebywają. Zdziwiło mnie jednak, kiedy zobaczyłam arabską inskrypcję słowa Allah wyciętą na krzewach obok meczetu Muhammada Alego w Cytadeli.


Na krzewach w kairskiej Cytadeli wycięto arabską inskrypcję słowa Allah


Słowo Allah na jednym z kairskich okien

Mieszkając w Polsce raczej obojętne mi było, czy w szkołach będą wisiały krzyże, czy nie. Wychowywani jesteśmy w duchu tolerancji i przecież nie musimy nikomu niczego narzucać. Obserwując jednak, z jaką dumą muzułmanie podkreślają swoją przynależność religijną uważam, że my również powinniśmy być dumni z naszej religii i tradycji, podkreślać ją, także korzystając z symbolu krzyża, aby kolejne pokolenia z dumą ją kontynuowały. To nie kwestia tolerancji, lecz dumy z własnej przynależności!

* w krajach arabskojęzycznych, słowem tym posługują się także arabscy chrześcijanie.

* * *
Przeczytaj także:
Chrześcijański weekend w muzułmańskim kraju
Podziemne sanktuarium
Potomkowie faraonów

czwartek, 27 maja 2010

Koniec świata?

Kair, dzisiaj, godzina 6.30 rano.
Za oknem żółto, kurz - niemal nic nie widać, ale nie wieje ...
Czy to khamseen, kurz i piasek z Arabii Saudyjskiej lub Sahary, czy coś zupełnie innego?


Taką żółtą poświatę mieliśmy w domu o świcie





Przez cały dzień słońce ledwie przedzierało się przez grubą warstwę kurzu i piasku

Ps. godz. 11.00 - ufff... wieje ... to tylko khamseen* ;)

* Khamseen - suchy, ciepły i pełen kurzu wiatr, który zazwyczaj wieje z przerwami przez około 50 dni

* * *
Przeczytaj także:
Wiało ...
Piaskowanie na śniadanie
Quiz: Sprawdź, gdzie mieszkasz!

środa, 26 maja 2010

Z notatnika Chrisa: Zielona Książka w praktyce

Libia. Młody wódz rewolucji, Muammar El-Kaddafi na początku swojej kariery politycznej napisał i upublicznił manifest i zarazem program, jaki postanowił wdrożyć w tym kraju. Całość zawiera się w tak zwanej „Zielonej Książce”, która w Trypolisie dostępna jest też w języku polskim. Kaddafi stwierdził, że dotychczasowe systemy polityczne są całkowicie niedemokratyczne, ponieważ nawet sam parlament i jego wybór powodują, że wyborcy tracą wpływ na kreowanie swojego państwa na drugi dzień po wyborach. Trudno się z tym nie zgodzić, ale jak stwierdzono już jakiś czas temu – demokracja (w wydaniu, jakie znamy obecnie w Europie) nie jest ustrojem idealnym, ale jak dotychczas nie wymyślono nic lepszego.

Młody Kaddafi postanowił zadać kłam temu przekonaniu poprzez stworzenie trójstopniowego modelu parlamentu, w którym uczestniczyć może cały naród. Tak więc najpierw debatować miały komitety ludowe, czyli swego rodzaju zgromadzenia lokalne (w każdym mieście, gminie czy dzielnicy), dalej delegaci tych gremiów mieli spotykać się na zgromadzeniach regionalnych, a w końcu przedstawiciele zgromadzeń regionalnych mieli uchwalać prawo na zgromadzeniu centralnym zwanym Powszechnym Kongresem Ludowym.

Co z tego wyszło – no chyba jednak niewiele, ale wodzowi libijskiej rewolucji z pomocą przyszła technika. Obecnie uczestnictwo ludu w sprawowaniu władzy i tworzeniu prawa polega na obowiązkowym oglądaniu posiedzenia zgromadzenia szczebla centralnego. Mądre głowy debatują, wódz wyraża swoje opinie, ocenia wnioski, sugeruje rozwiązania, a cały naród siedzi przed telewizorami, słucha i rozmyśla. W takim dniu siedzenie przed telewizorem jest obowiązkowe. Policja patroluje ulice i nakłania niepokornych, aby czym prędzej udali się do domu i włączyli telewizor nastawiony na kanał parlamentarny. Zamknięte są wszystkie sklepy, zakłady produkcyjne i firmy. Pracują tylko ci, którzy rzeczywiście nie mogą opuścić swego posterunku. Wszyscy mają być świadomi nowych praw i obowiązków – przynajmniej teoretycznie. Po takim oglądaniu obrad, naród jest proszony o wypowiedzenie się, czyli następuje coś w rodzaju referendum i na kolejny rok jest spokój.

Na pierwszy rzut oka takie rozwiązanie jest niemal genialne – w końcu, mimo częściowego przymusu, nikt nie może powiedzieć, że nie uczestniczy w stanowieniu praw, ale z drugiej strony rozmawiając z Libijczykami dowiadujemy się, że obrady parlamentu idą swoim torem, a jak wódz dojdzie do wniosku, że coś jemu lub jego doradcom nie pasuje w obecnych przepisach prawa to zmiana zasad następuje z dnia na dzień za pomocą dekretu, a zmianie może ulec każdy przepis.

Takie są uroki ludowej demokracji …

* * *
Przeczytaj także:
Zielono mi ...
Samochody i rydwany
Suchy kraj

poniedziałek, 24 maja 2010

Modną być, ach modną być!

Nie wiem, jak w Polsce, ale wygląda na to, że w Egipcie w tym sezonie modne będzie połączenie mocnych kolorów: czerni, bieli i czerwieni.



Tak naprawdę jednak wychodząc na ulicę kompletnie nie wiemy, co się teraz nosi, ponieważ:

a. młode egipskie kobiety wyglądają jak kolorowe motyle we wszystkich kolorach tęczy;

b. kobiety w czarnych abajach (sukniach zakrywających ciało) wyglądają tak samo niezależnie od trendów w modzie;

c. zagraniczne kobiety ze względu na upały noszą najczęściej spodnie-rybaczki i przewiewne bluzki. I tak naprawdę żyjemy tutaj poza czasem – nie ma znaczenia, czy ubierzemy modną bluzkę, czy bluzkę sprzed kilku sezonów, bo nikt tutaj nie wie, co jest trendy w Europie. Szkoda tylko, że jak wyjdę w takim stroju na ulicę w Warszawie, to wyraźnie czuję, że odstaję od otoczenia. Nie pozostaje mi wówczas nic innego, jak ekspresowe zakupy w moich ulubionych sklepach ;)

PS. Swoją drogą ciekawi mnie, jakie kolory są w tym sezonie modne w Polsce.

* * *
Przeczytaj także:
Modny strój na upalne lato
Do wyboru, do koloru
Prawda o galabiji

środa, 19 maja 2010

Egyptian English

Poruszając się po Egipcie wielokrotnie doświadczaliśmy sytuacji, w których zrozumienie naszego rozmówcy (mówiącego po angielsku) wymagało nie lada zdolności detektywistyczno - dedukcyjnych. Ostatnio nasz dobry znajomy Egipcjanin przeszedł samego siebie mówiąc:

- This gay is very interesting man.
(tłumaczenie dosłownie: Ten gej jest bardzo interesującym mężczyzną.)

Konia z rzędem temu, kto domyśliłby się, co autor tych słów miał rzeczywiście na myśli.
A na myśli miał:
- Ten człowiek jest świetnym fachowcem. (mówił o mechaniku samochodowym)

* * *
Przeczytaj także:
Underground people
Angielski? Proszę bardzo!
Egipska Wieża Babel

poniedziałek, 17 maja 2010

Nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi!



Odnoszę wrażenie, że w Egipcie Stanisław Bareja mógłby stworzyć jeszcze więcej wspaniałych scenariuszy, niż zrobił w Polsce. Poziom głupoty, jaki obserwujemy tu niemal codziennie, mógłby być dla niego niekończącą się inspiracją.

Scena pierwsza:
Jedziemy samochodem i nagle ktoś wjeżdża w tył naszego pojazdu. W Europie kierowcy obu pojazdów wychodzą, sprawdzają rozmiar szkód, po czym spisują stosowny protokół, każdy odjeżdża w swoją stronę i naprawia szkodę dzięki ubezpieczeniu OC sprawcy. W Egipcie sprawa ma się zupełnie inaczej. Kierowcy wysiadają. W większości przypadków ten, który spowodował szkodę jest biedny, jak mysz kościelna - nie ma ubezpieczenia, a w kieszeni co najwyżej 20 egipskich funtów. Rozmowa bywa wówczas emocjonalna i kończy się stwierdzeniem: „… nie mam ubezpieczenia, ani pieniędzy, ... i co mi Pan zrobi?”

Scena druga:
Kierowca ciężarówki na autostradzie zaczyna zjeżdżać na nasz pas. Jak tak dalej pójdzie - stłuczka gwarantowana. Klaksonem dajmy mu do zrozumienia, że ma wrócić na swoje miejsce. Zdziwiony pokazuje: „Nie widzisz, że nie mam bocznego lusterka?”


A propos, dopiero teraz zauważyłam, że taksówka na zdjęciu także nie ma bocznych lusterek ;)

Scena trzecia:
Ogrodnik podlewa trawę, wygrabia liście i robi to w taki sposób, iż wyrywa trawę grabiami lub wypłukuje wodą. Podbiega właściciel trawnika, lamentuje, krzyczy i gestykuluje, ponieważ trawnik przypomina już bardziej klepisko. Odpowiedź ogrodnika jest zawsze taka sama: „Sorry, Mister”, po czym jak gdyby nigdy nic powraca do przerwanego zajęcia.

Scena czwarta:
Ten sam ogrodnik z własnej inicjatywy postanawia „przepłukać” umyty kilka godzin wcześniej samochód swojego pracodawcy (nie jest to jego zadanie, ponieważ samochód codziennie myje bawaab). Leje więc wodą z węża po samochodzie. Gdy kairski kurz wraz z wodą dostatecznie rozmaże się po karoserii i szybach, powodując całkowity brak widoczności z wnętrza pojazdu, ogrodnik wsiada na swój rower i spokojnie odjeżdża z „miejsca zbrodni”.

Scena piąta – wielki finał:
Sprzątaczka myje łazienkę. Co robi? Bierze słuchawkę prysznicową, odkręca wodę na maksa i ... zalewa ściany i podłogę nie zważając nawet na kontakty elektryczne. Podobnie w przedpokoju – zalewa podłogę wodą na wysokość kilku centymetrów, po czym wygarnia wodę do ogrodu. Ciśnie się wówczas na usta pytanie: „A gdzie Ty kobieto masz rozum?” i tu aż prosi się o cytat z filmu MIŚ: „No skąd wezne jak nie mam …”

* * *
Przeczytaj także:
Qiuz: Sprawdź, gdzie mieszkasz!
Egipskie myślenie
Historie przydrożne

niedziela, 16 maja 2010

Ulubione zabawy Egipcjan

Młodzi Egipcjanie uwielbiają internet, a facebooka w szczególności. Jest to najlepsze miejsce do zawierania znajomości i poznawania ludzi z całego świata, a może i kolejnych miłości? Z racji mojego zainteresowania Egiptem zapisałam się na Facebooku do kilku group, w których dominują Egipcjanie. I zaczęło się. Zostałam zasypana mailami: „Mam na imię ..., studiuję na ..., szukam przyjaciół, może się poznamy ..., etc.” Cóż w tym złego, pomyślicie. Niby nic – młodzi ludzie, otwarci, ciekawi świata ... Czy rzeczywiście?

Może na pierwszy rzut oka wygląda to niewinnie, ale co zrobilibyście w sytuacji, gdy w środku nocy dzwoni telefon: „Hallo, how are you? What’s your name?”. Spragnieni wrażeń dzwonią losowo. Wybierają przypadkowy numer, a nuż się uda poznać kogoś fajnego? Dzwonią kobiety i mężczyźni. A jak już zaczną, to nie mogą przestać. Dzwonią o różnych porach dnia i nocy, nie zważając, że nie masz ochoty z nimi rozmawiać, nie wspominając że może chciałabyś się wyspać. Jak się rozłączysz, to zadzwonią znowu. Czy nadal jest to miłe i niewinne?

Ps. W wielu krajach arabskich internet jest miejscem, w którym szuka się kontaków z płcią przeciwną, które w realnym świecie są bardzo utrudnione ze względu na panujące zasady. Podobnie traktowany jest telefon.

Ps2. Jeszcze trochę i zacznę pisać antybloga o Egipcie ...

* * *
Przeczytaj także:
Na haj łeju, czyli nasze szoki codzienne
Blondynka w Egipcie
Szok kulturowy

czwartek, 13 maja 2010

Rzecz o prasowaniu

Patrząc z perspektywy Egiptu stwierdzam, że polskie kobiety to Zosie-Samosie. Zazwyczaj same gotują, sprzątają, piorą, prasują, ... Jak one to wszystko robią ;)

W Polsce wyjście do restauracji następuje raczej „od święta”, a do pracy najczęściej zabiera się kanapkę. Egipcjanie wręcz przeciwnie – niezależnie od stopnia biedy zazwyczaj jedzą „na mieście” – kupują w przydrożnym barze za 1-2 funty kanapkę z tamiją, fulem lub innego rodzaju lokalnym specjałem (więcej tutaj i tutaj). Jeżeli tylko mogą sobie na to pozwolić mają kierowcę, panią do sprzątania i gotowania, oraz do prasowania.

W naszym przypadku pani do prasowania okazała się kompletną porażką. Wszystko prasowała na kant. Gdyby chociaż kant znajdował się we właściwym miejscu, ale kant był tam, gdzie Pani akurat wyszło. Postanowiałam więc ją nauczyć, jak prasować bez kantów. A więc ... układamy spodnie, prasujemy tylko przez środek, przekładamy, składamy w innym miejscu i znowu prasujemy tylko przez środek ... No i pani wyprasowała. Muszę przyznać, że bardzo się starała, bo ... na spodniach zamiast dwóch standardowych kantów (mniej więcej z przodu i z tyłu) miałam ich sześć!

No tak. Zapewne popełniłam błąd, ponieważ jak się okazuje umiejętność prasowania wśród egipskich kobiet wcale nie jest taka powszechna. Co ciekawe zawodowo prasują mężczyźni, a wszelkiego typu pralni zwykłych i chemicznych oraz prasowaczy, jest wręcz zatrzęsienie. Wciąż nurtuje mnie jednak pytanie, czy najbiedniejsi też z nich korzystają, bo pani, która nam prasowała była naprawdę biedna i aż dziw bierze, że prasować nie umiała.

Wracając do tematu prasowania: sprawa jest prosta! Wkładamy wysuszone ubrania do worka, dzwonimy na wskazany numer, zazwyczaj w ciągu godziny podjeżdża dostawczy ... rower (więcej), oddajemy pranie i ... jeszcze tego samego dnia dostajemy wyprasowane ubrania rozwieszone na wieszakach lub poskładane. A to wszystko za napradę niewielkie pieniądze. Życie jest piękne!!!

... mam tylko nadzieję, że nasz prasowacz nie korzysta z dawnych (sprawdzonych na dworach kalifów i możnowładców, i nadal spotykanych w wybranych warsztatach w Kairze) metod prasowania ;))
Zobaczcie sami:



* * *
Przeczytaj także:
Egipski Outsorcing
Dostawcze ... rowery
Z dostawą do domu - kontynuacja

poniedziałek, 10 maja 2010

Poranny przegląd prasy

Egipska rzeczywistość oglądana z naszej perspektywy wydaje sią na tyle barwna i egzotyczna, że daje możliwość opisywania ciekawych przypadków przez długie lata. Okazuje się jednak, że są tacy, którzy potrafią dodać do niej jeszcze garść sarkazmu, aby wyczulić nas na rzeczywiste problemy tego kraju. W ten sposób wywołując uśmiech i zdziwienie, obnażają codzienne bolączki.

El Koshary - bo taki tytuł nosi ta codzienna-niecodzienna gazeta, to popularne egipskie danie, które składa się z z mieszanki ryżu, makaronu, soczewicy, ciecierzycy i prażonej cebuli polanej sosem pomidorowym.

Przeczytaj koniecznie:
El Koshary Today
Kierowca minibusa wysłany na rehabilitację za niespowodowanie wypadku przez rok

Miłej lektury przy porannej kawie :)
I udanego tygodnia!



* * *
Przeczytaj także:
Gazeta codzienna
Co kryje nazwa?
Hugh Miles "Playing cards in Cairo"