piątek, 8 stycznia 2010

Dobre duchy pustyni

Pomimo długich poszukiwaniań udało mi się znaleźć szczątkowe informacje jedynie o dżinach – złych duchach, które ucileśniały strach przed pustynią, czyli przed tym co bezludne, dzikie i niezbadane.

Dobrych duchów szukałam więc na pustyni
– w skałach i na wydmach ...



... może właśnie ten jest dobry ;)





Aż znalazłam! Prawdziwe dobre duchy pustyni – Beduinów, którzy związani są z nią od wieków i pomimo, że zastąpili wielbłądy mechanicznymi rumakami o napędzie 4x4, wciąż ją doceniają i pielęgnują. Jadąc na pustynię oczekujemy bezkresu, ciszy, spokoju i samotności. Czasami można się jednak rozczarować widząc wokół ślady setek samochodów, które były tam przed nami. Szczególnie na kamienistych płaszczyznach, na trasach często uczęszczanych przez turystów (!) ślady te będą widoczne miesiącami, czy może latami. Dlaczego nie jeżdżą jednym szlakiem? – myślałam. No cóż, każdy może wybrać swoją drogę ...

I resztki po posiłkach zostawiane obok samochodu.

Aż tu ... zobaczyłam motyla! Na środku pustyni. Żadnych roślin, tylko piasek, skały i ... motyl. Pustynia potrafi zaskakiwać. Organiczne resztki oznaczają wodę i pożywienie. Słońce jest bezlitosne, więc nie leżą długo. Pustynia je „połknie” w oka mgnieniu. Ale może jakiś zwierzak zdąży skorzystać ...


Jeszcze dwadzieścia lat temu między tymi akacjami mieszkały gazele

Inne śmieci są niedopuszczalne. Nasz Beduiński kierowca, jak dobry gospodarz, kiedy wypatrzył jakiekolwiek pozostałości po turystach zatrzymywał samochód i zabierał je ze sobą.

Podlewanie pustyni? Przy każdym mijanym źródle zatrzymywaliśmy się i znajdującymi się tam obciętymi dolnymi częściami plastikowych butelek, jak cennymi wazami, rozlewaliśmy wokół życiodajną wodę. To tak jak hodowanie ogrodów na środku ... niczego.



Ale pustynia nie pozostaje dłużna – dzięki niej Beduini mają utrzymanie (m.in. obwożąc turystów), choć nie bez znaczenia jest dla nich poczucie wolności. Tutaj są panami samych siebie – prawdziwymi władcami pustyni! Widać z jaką przyjemnością siadają wieczorem przy ognisku, pod rozgwieżdżonym niebiem i popijają, z mikroskopijnych rozmiarów szklanek, mocną i słodką herbatę.



A przed powrotem do domu, przy ostatnim źródle, jeszcze orzeźwiająca kąpiel. Tutaj jednak dyskretnie odeszliśmy i zostawiliśmy naszego kierowcę sam na sam, w jego królestwie.

* * *
Przeczytaj także:
Wolny jak taczanka na stepie, czyli o Beduinach na pustyni
Wieloryby na pustyni
Karawana idzie dalej
Wszystkie posty związane z pustynią

3 komentarze:

Tribudragon pisze...

piękny bezkras przestrzeni ;)

będę taki szukał również.( może być nawet z motylem )


Poooooooozdraaaaaaaawiaaaaaaam*

Kroniki egipskie pisze...

Może wybierasz się w nasze strony?
Motyle czekają ;)
W ciągu jednego dnia spotkaliśmy dwa motyle, w dwóch różnych miejscach oddalonych o kilkadziesiąt km, choć wokół nie było nawet małego zielonego krzaczka.

Pozdrawiam upalnie :)
(dziś był chyba najcieplejszy dzień zimy, bo choć za oknem już ciemno - jest godz. 18.00 - to na dworze wciąż 22 stopnie)
Ania

Roqaya pisze...

pieknie i jakie swietne zdjecie ducha :-)