środa, 3 marca 2010

Drżyjcie portfele!

Rejs promem na trasie Luksor – Aswan poza ewidentną przyjemnością (o czym już wkrótce) jest także nie lada wyzwaniem dla portfeli. Ponoć szczęśliwi pieniędzy nie liczą, ale już sama ilość wartych odwiedzenia starożytnych zabytków przytłacza. Przepiękne świątynie wypełnione hieroglifami, posągi, groby królów i królowych, a każde wejście to bilet za 50 – 100 funtów (30 – 60 złotych) od osoby. Grób Ramzesa VI (polecam!) i Tutenhamona (ponoć nie warty wydania 100 funtów) - płatne dodatkowo. Reasumując na same bilety dla dwóch osób w ciągu 4 dni wydaliśmy około 1.200 funtów (ponad 700 złotych)!


Posągi Ramzesa II w świątyni w Luksorze

Te koszty rozumiem. Pieniądze są potrzebne na renowację i kolejne prace archeologiczne. Ale wyciągania pieniędzy od turystów przez wszelkiego rodzaju sprzedawców, naganiaczy czy taksówkarzy nie zdzierżę. Puszka Coli pięciokrotnie droższa niż w Kairze! Cena za przejazd taksówką zwaliła nas z nóg. Kierowcy nie mają ochoty jechać za niższą cenę – wolą zaczekać na kolejnych „jeleni”. Ale najgorsze wrażenie pozostawiła dorożka. Tak naprawdę nie bardzo mieliśmy ochotę na przejażdżkę, ale jak to z małym turystą bywa emocje zwyciężyły. Cena wynegocjowana. I kiedy wydawało nam się, że skoro wszystko jest już ustalone i możemy oddać się przyjemności podziwiania świata z wysokości dorożki wszystko dopiero się zaczęło.

- A może zrobimy dłuższą trasę, objedziemy plac ... – ochoczo rozpoczął dorożkarz.
- Nie, dziękujemy. Poprosimy prosto do hotelu – oponowaliśmy.
- Dzisiaj jest dzień targowy, więc może pojedziemy na targ?
- Dziękujemy, my jednak wolimy do hotelu. Mały turysta jest już zmęczony ...
- A może ...?
- Nie! – urwaliśmy dyskusję.

Dorożkarz był niepocieszony, bo stracił szansę na dodatkowy zarobek. Przy płaceniu oczywiście okazało się, że nie ma drobnych (po co wydawać resztę turystom?). Najgorsze jest jednak to, że pomimo że zapłaciliśmy cenę zaakceptowaną przez niego zanim wsiedliśmy do dorożki – dorożkarz czuł się oszukany, ponieważ nie mógł nas oszukać ...

* * *
Przeczytaj także:
Ramadan gift
Are you happy?
Good morning, Money!

15 komentarze:

Fatma pisze...

Ja byłam dwa tygodnie temu w świątyni horusa w Edfu i mój mąż płacił za wejście na teren zabytku 2 LE za osobę, wstęp do ogrodu botanicznego w Asuanie kosztował również 2 Le. Za 1,5h rejs feluką z dwugodzinnym postojem przy wyspie Kitchenera zapłaciliśmy 100Le (cena z napiwkiem dla obsługi łodzi).

Kroniki egipskie pisze...

Fatma, jak się domyślam Twój mąż jest Egipcjaninem. Turystów obowiązują "specjalne" stawki :(
Bilet za wejście do świątyni w Edfu dla nie-Egipcjan kosztuje 50 LE od osoby.

Magnolia pisze...

Aniu masz racje Egipcjanie a takze ich zony europejki naliczane maja nizsze stawki.
Kiedys przytrafila mi sie dokladnie taka sama "przygoda" z dorozkazem..skonzylo sie prawie na mojej ucieczce :P
Niestety ludzie sa tam bardzo aroganncy,bylam swiadkiem sytuacji kiedy dorozkaz o malo nie pobil jakiegos przewodnika-Egipcjanina,za to ze ten niby sugerowal turystom iz cena dorozki jest zbyt wysoka.
Czego mamona"" nie robi z ludzi :(

Kroniki egipskie pisze...

Agnieszko,
Rejs i cała wycieczka była super!!! Ale Corniche w Luxorze jest absolutnie odrażającym miejscem. Ci ludzie jak tylko nas zobaczą już mają dolary w oczach. Jak weszliśmy do lokalnego, jak nam się wydawało, sklepu to chcieli od nas 600 lub 800 funtów za galabiję!

Mieliśmy także miłą przygodę, gdy sprzedawca zapytany o cenę T-shirta dla Wojtka powiedział 20 LE. Kupiliśmy cztery sztuki, a nasi znajomi kolejne cztery. Byliśmy bardzo zadowoleni i nawet dalej nie negocjowaliśmy. Gdyby ten sam sprzedawca powiedział 80 LE i musielibyśmy znegocjować cenę do 20 LE zapewne kupilibyśmy tylko jedną koszulkę. Czy Ci ludzie nie mogą zrozumieć tego mechanizmu?

Anonimowy pisze...

No cóż w Luksorze żyje się albo z turystyki albo z roli. Jedno i drugie kokosów nie przynosi zwłaszcza jak jest duża rodzina i tylko mąż pracuje...Ceny są różne, pocieszę Was jednak, że nawet tubylców próbują naciągać ;). A w kwestii cen za wejściówki to jak się uda, bo teraz mają oficjalne info, że nawet żona nie wejdzie taniej, jeśli nie jest arabką...I nie wiem co chcecie od Kornisze, godzinami tam łażę i jest ok.

Lukasz pisze...

Jakis czas temu przebylem z zona te trase, obylo sie bez ekscesow mimo lazenia po targach i knajpach grubo po polnocy. Ceny wejsc do miejsc ktore przyciagaja turystow sa jakie sa tak samo u nas na Zamek Krolewski czy Wawel. Nie ma si ewiec co dziwic. A to ze naciagaja :))) taki folklor albo sie to pokocha i zacznie grac w ich gre albo nastepnym razem leci sie na wyspy Kanaryskie.

Kroniki egipskie pisze...

Łukasz,
dlatego wlaśnie wolę chodzić po lokalnych targach niż po głównej promenadzie w Luksorze. Tam nikt Cię nie zaczepia!

Co do folkloru to trudno w ten sposób nazwać naciągaczy. Niemal dwa lata mieszkam w Kairze i tak bardzo jak w Luksorze jeszcze nigdy nie dali się nam we znaki. To trochę śmieszne / przykre*, kiedy przewodnik mówi "Tylko nie dajcie się wciągnąć do sklepu. Nic nie kupujcie.", a potem jesteś wręcz napadnięty przez sprzedawców. A atrakcje turystyczne są tak pomyślane (np. Dolina Królowych, czy Świątynia Hatszepsut), że musisz koło nich przejść wychodząc ;(

Przypuszczam, że rząd egipski także nie jest zadowolony z takiego traktowania turystów. Jakiś czas temu padł pomysł, aby spod piramid w Gizie usunąć wielbłądy, konie i wszelkiego typu sprzedawców. Oczywiście nie obyło się bez protestów z ich strony. Od tego czasu jak powiesz, że nie jesteś zainteresowany przejażdżką wielbłądem zaproponują Ci jedynie "Może później ..." i zostawią w spokoju. Nie mam nic przeciwko proponowaniu przez nich swoich usług, ale wszystko ma swoje granice. Przejażdżka dorożką zamiast przyjemności pozostwiła niesmak ...

* niepotrzebne skreślić

Magnolia pisze...

Osobiscie lubie spacer po Corniche w Luxorze ;)Zwlaszcza wczesnymi porannymi godzinami ;)

Roqaya pisze...

@anonimowy
wejdzie wejdzie ;) tylko musi miec kontrakt malzenski ze soba, i nie orfi ;)

ja tez lubie cornish luksorski. ale w zyciu bym tam nic nie kupila ;)

Anonimowy pisze...

Roqaya, jako żona w Luksorze wchodziłam wszędzie za niższą kasę a w Denderze musiałam zapłacić normalnie, pomimo że papier miałam (i nie orfi tylko pełen legal). Facet pokazał mężowi jakąś kartke z przepisami, cos tam do siebie pokrzyczeli a i tak zapłacić musieliśmy...A na cornishe to można kupić...orzeszki ;)

Roqaya pisze...

@anonimowy ;) to zdziwiona jestem. inna sprawa, ze mam wrazenie, ze czasem sami sobie tworza przepisy lokalnie. ja mialam takie problemy w cytadeli, ale w koncu sie wyklocilam.

Tribudragon pisze...

Zamieszczanie tak pieknych zdjec na blogach powinno byc zabronione !!

Prosze zanizyc poziom, bo inaczej "zachoruje" na natychmiastowy przyjazd do Kairu.

Ceny biletow nie odstrasza mnie :)

Anonimowy pisze...

Roqaya czy Ty się, aby nie nabijasz z mojej anonimowości :P...a w Luksorze polecam targowisko bynajmniej nie prózności w dalszej częci miasta. Może nie jest reprezentacyjny, ale tam sie czuje prawdziwy Egipt taki real Upper Egypt :)

Kroniki egipskie pisze...

A ja nie znam Anonimowego. Może się przedstawisz?

Tribu, przyjeżdżaj!
I to od razu na rejs po Nilu. Kiedyś można było dopłynąć aż do Kairu, ale ponoć ze względów bezpieczeństwa zostało to wstrzymane. Szkoda ...

A co do zdjęć, to mam jeszcze trochę w zanadrzu ;) Tylko czasu mi brakuje. Może ktoś ma trochę czasu na zbyciu? Chętnie przyjmę w każdej ilości.

Anonimowy pisze...

No tak my sie nie znamy :). Jestem stara baba, co ma męża rodowitego Luksorczyka a koleżankę R. znam z pewnego forum którego nazwa zaczyna sie na S.