niedziela, 21 marca 2010

Mój jest ten kawałek podłogi!

Egipt jest niewątpliwie krainą Bakshishu (napiwków). Baksheesh należy się niemal każdemu – kierowcy, który prowadzi autokar z wycieczką, kelnerowi (pomimo, że do ceny dań doliczone jest 10 proc. za serwis), panu który „pomaga zaparkować” gdzieś na ulicy, czy bawaabowi za wniesienie zakupów czy umycie samochodu. Nawet bardzo ruchliwe ulice pełne są sprzedawców krążących między samochodami próbującymi sprzedać pęczek mięty, kwiaty jaśminu nawleczone na nitkę, czy najbardziej popularne ... chusteczki higieniczne. W miejscach turycznych są ludzie, którzy wręcz proszą, aby zrobić im zdjęcie, aby ... choć coś mogli zarobić. Zdarzyło mi się kiedyś, że pan w uniformie sprzątający ulicę chodził za mną, abym zrobiła mu zdjęcie i dała choć funta.



I choć nas – przybyszów pamiętających czasy komunistycznej równości może to bardzo dziwić, z czasem zaczyna się coraz dokładniej dostrzegać istotę problemu. Społeczeństwo egipskie istotnie różni się od polskiego. Istnieje tu wyraźny podział klasowy – wąska grupa najbardziej zamożnych może pozwolić sobie niemal na wszystko – przepiękne wille z basenami, samochody (które są tutaj kilkukrotnie droższe niż w Europie), dobra luksusowe i służbę na każde zawołanie. Klasa średnia, podobnie jak najbogatsza, jest niezbyt liczna, natomiast największą część społeczeństwa stanowi biedota – ludzie, którzy żyją na granicy przetrwania. To właśnie oni hodują zwierzęta na dachach bloków, w których mieszkają, zamieszkują Miasto Umarłych (niemal 0,5 mln ludzi w Kairze mieszka między grobami na ogromnym historycznym cmentarzu, który kiedyś znajdował się poza obrębem miasta), często niepiśmienni nie pracują lub pracują za naprawdę "głodowe" stawki i zamieszkują izby bez okien.


Przedzielone ruchliwą ulicą i otoczone wysokim murem Miasto Umarłych ciągnie się wzdłuż dawnych murów miejskich

Problem bezrobocia narasta z każdym rokiem. „Przeciętny Egipcjanin zarabia mniej niż 1000 USD rocznie, a czwarta część społeczeństwa żyje za mniej niż 2 USD dziennie”.* Tak działa system – wynagrodzenie, które otrzymują najbiedniejsi nie wystarcza na normalne funkcjonowanie – dlatego też konieczne jest dorobienie w formie baksheeshu. Przykładowo osoby sprzątające ulice bardzo pilnują swojego rewiru – to tutaj mogą dorobić do pensji, a każdy funt jest na wagę złota ...

* Hugh Miles „Playing cards in Cairo”

* * *
Zobacz także:
Friday market
Egipski outsourcing

1 komentarze:

Magnolia pisze...

na prowincji kury na dachu trzymaja nie tylko biedni,ale zwyczajnie ludzie ktorzy przyszli ze wsi do miasta ;) taki zakorzeniony zwyczaj.

zdjecia jak zawsze piekne!