środa, 6 października 2010

Z notatnika Chrisa: Abidżan – miasto zieleni i nietoperzy

Abidżan – stolica Wybrzeża Kości Słoniowej - położony jest zaledwie pięć stopni szerokości geograficznej na północ od równika więc obecnie Słońce świeci tu niemal pionowo z góry. Na szczęście pobliska Zatoka Gwinejska przynosi znad ocenu dość umiarkowaną temperaturę. Jest to jednak ten kawałek świata, gdzie roślinność uwielbia połączenie wysokich temperatur z wszechobecną wilgocią przeplataną porami deszczowymi. Październik to kulminacja tak zwanej małej pory deszczowej, więc pada tu codziennie, ale raczej przelotnie. Wszystko to sprawia że Abidżan w porównaniu z Kairem jawi się jak niezwykły zielony ogród, w którym rzucony na ziemię ogryzek po miesiącu zamienia się w niemałą jabłoń, a wzrost roślin można niemalże obserwować przystając na chwilę na ulicy. Jest to zupełne przeciwieństwo Kairu – w Egipcie trwa wieczna walka o to, aby ziemię i rośliny nawadniać pompując masy wody z Nilu na wszystkie okoliczne pola, trawniki i ogródki. Ludzie codziennine starają się zahamować łakomstwo wielkiej pustyni. Tu w Abidżan jest wręcz odwrotnie – ludzie codziennie starają się powstrzymywać rośliny przed niepohamowanym „atakiem” na to co sami zbudowali. Walka idzie na maczety, ogień oraz kanały osuszające przez co udaje się zachować „status quo”.


Abidżan zatopiony w zieleni

Kiedy po całodniowej walce z roślinami, ludzie zaczynają wieczorem oddawać się błogiemu lenistwu, na łowy wyruszają pewne nietypowe stwory. Zawsze wybrzeże morza lub ocenu kojarzyło mi się z mewami kołującymi w powietrzu, z ich specyficznymi okrzykani, głośniejszymi niż sztormowe fale. W Abidżan należy jednak zweryfikować ten stereotyp. Moja początkowa pewność, że to mewy hałasują za oknem zmieniła się w ogromne zdumienie, ponieważ na pierwszy rzut oka tutejsze mewy miały dziwnie czarną barwę. Na drugi rzut oka – miały jakieś dziwnie kanciaste skrzydła, a na trzeci i ostatni rzut oka – okazało się, że to nietoperze większe od sporego gołębia. Stworzenia te zaczynają swoje łowy jeszcze za dnia i niczym polskie wrony, całymi tabunami szaleją w powietrzu wyłapując muchy i malaryczne komary. Widok jedyny w swoim rodzaju.


Nietoperze na tle zachodzącego słońca

* * *
Przeczytaj także:
Targ wielbłądów w Birkash
Czarna i Biała Pustynia
Libijscy jaskiniowcy

2 komentarze:

ana z maroka pisze...

Jak COŚ wyłapuje malaryczne komary to trzeba się tylko cieszyć :) Nieważne czym to COŚ jest :)
Ciekawy wpis, szczególnie jeśli czytam o tym kraju pierwszy raz! Nic do tej pory nie mówiąca mi nazwa WYBRZEŻE KOŚĆI SŁONIOWEJ będzie teraz kojarzone z zielenią i nietoprzami :)

Tribudragon pisze...

Zlapalem kiedys malarie w WKS, ale pomimo komarow kraj jest fascynujacy ;-)