sobota, 20 lutego 2010

Jaja dinozaurów

Pustynia, szczególnie z polskiej perspektywy, wydawała się nam kiedyś bezkresem piasku, na którym jak rodzynki w słabym cieście porozrzucane są oazy. Gdy zaczęliśmy przyglądać się bliżej różnym pustyniom Bliskiego Wschodu, odkryliśmy tak wiele ciekawostek, że teraz pustynia jest dla nas wyłącznie skarbnicą wszelakich skarbów.

Kiedy w styczniu przemierzaliśmy piaski i skały w okolicach Oaz: Baharyja i Farafra, wydawało się, że monotonia krajobrazu nas zamęczy. Tym razem było mało wydm, jeszcze mniej pagórków, a samochód wlókł się niemiłosiernie po nieco skalistym pustynnym stole. Nuda, nic się nie dzieje… W krytycznym momencie kierowca zapytał, czy chcemy rozbić obozowisko przy pagórkach, czy przy kamiennych arbuzach. Pagórki były co prawda jakieś 10 km od tego miejsca, kamienne arbuzy 25 km, ale postanowiliśmy się poświęcić. Pagórki były niebrzydkie i wreszcie urozmaiciły krajobraz, ale za nimi było kolejne 15 km kamiennego stołu. Gdy jednak dotarliśmy na miejsce, przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Na ogromnej powierzchni porozrzucane były kamienie wielkości arbuza, których kształt był dokładnie arbuzowy. Niektóre z nich były nawet nadgryzione, oczywiście zębem czasu, ale i tak wyglądało to jakby ktoś przychodził tu regularnie na arbuzową ucztę. Nawet Mały Turysta szalał biegając po polu arbuzów starając się udźwignąć co większe odłamki.

Pole arbuzów czy jaja dinozaurów?


Im dłużej jednak wpatrywaliśmy się w świat dookoła, tym bardziej mieliśmy wrażenie, że należy przemianować to miejsce na skład jaj dinozaurów. I to był strzał w dziesiątkę z punktu widzenia Małego Turysty Wojtka. Miejsce natychmiast stało się dla niego niezwykłą i zagadkową atrakcją. Zaczęliśmy się też dopatrywać skamieniałych dinozaurów w porozrzucanych wokół skałach, a na dodatek jeden ze znalezionych kamieni do złudzenia przypominał ząb, którego nie powstydziłby się Tyranozaur. Wyobraźnia przekształciła całą okolicę w dinozaurową krainę, w której aż roiło się od ich śladów i pozostałości.




Szkielety dinozaurów?
Po nocy spędzonej na pustyni, rano raz jeszcze przemierzyliśmy kawał dinozaurowej okolicy, ale w końcu przyszedł czas by ruszyć dalej. I tu nastąpiło zupełnie niespodziewane zdarzenie. Co prawda skamieniałe dinozaury nie ożyły, ale za to Mały Turysta powiedział, że mamy zostać z dinozaurami i ich jajami bezterminowo. Powiedział to bardzo poważnie i kategoryczne. Jego wyobraźnia zadziałała najmocniej, a sama możliwość przebywania w krainie „wyimaginowanych” dinozaurów była jak podróż w czasie. Dla niego był to istny Park Jurajski. Musieliśmy niemal siłą nakłonić go do wejścia do samochodu i dalszej podróży. Rozstanie nie było łatwe, co potwierdziły krokodylowe łzy i żądanie przyjazdu w to miejsce następnego dnia.

Dziś co prawda emocje już opadły, ale kamień o kształcie zęba wciąż przypomina nam tę nieprawdopodobną okolicę.

* * *
Przeczytaj także:
Dobre duchy pustyni
Wielkie Morze Piasku
Czarno-biały świat

czwartek, 18 lutego 2010

Czy mogę zrobić Ci zdjęcie?

Nowe zadanie. Portrety. Potrety ludzi, których nie znamy. Wiele osób powiedziało „Za żadne skarby”. Na szczęście ten etap mam już za sobą ;) Przełamałam się półtora roku temu (więcej). Pierwsza myśl – jechać na Khan al Khalili, tam wszyscy przywykli do turystów. Czasu mało – niecałe półtora dnia. A tak naprawdę za każdym rogiem czeka nowa fotograficzna okazja. Wystarczy czasem wejść w boczną uliczkę lub pójść w przeciwnym niż zazwyczaj kierunku. Wyjść o innej porze dnia i dobrze się rozejrzeć. Piękne momenty tylko czekają, aby je odkryć.

Wracając z zakupów zauważyłam w naszej dzielnicy starszego mężczyznę sprzedającego warzywa na ulicy. Wyrazista pokryta zmarszczkami twarz. To jest to! Biegiem do domu po aparat. Wracam, a tam ... gdzie się podział mężczyzna? Nie ma go? Nie widzę. O, jest. Leży pod drzewem i odpoczywa. Oczy zamknięte. No cóż ... sytuacja raczej niekomfortowa, zwłaszcza, że jestem kobietą. Przeszłam się tam i z powrotem, przemyślałam wszystko i ... postanowiłam spróbować. Wracam i pytam, a on poderwał się, stanął prawie na baczność - gotowy do zdjęć. Mieszkam w kraju islamskim, więc pomimo że się zgodził na zdjęcia nie czuł się komfortowo przed kamerą i nie chciał na mnie spojrzeć. Wskazał jednak na kobiety w domu obok, które wbrew mojemu zdziwieniu bardzo chętnie pozowały. Zaprosiły mnie nawet do środka. Były dumne, że ktoś okazał im zainteresowanie. 15 minut - a ja mam zdjęcia i coś, co jest dla mnie znacznie ważniejsze: nowe emocje i historie, które zostaną ze mną na zawsze.





Tego dnia przeszłam się jeszcze małymi uliczkami w naszej dzielnicy. Wróciłam rozbawiona sytuacjami, które mi się przydarzyły. A jeden z mężczyzn – szewc, który pozując czuł się tak bardzo zawstydzony, że nie miał odwagi spojrzeć w aparat, oferował mi nawet małżeństwo ;)

A może w czasie robienia zdjęć i Wam przydarzyły się ciekawe historie, którymi chcielibyście się podzielić?

* * *
„Wielki Pałac, Bangkok, Tajlandia. Kobieta przechodząca koło mnie natychmiast przyciągnęła mój wzrok. Fotografowałem wtedy z Gavinem Goughem, powiedziałem do niego: Byłoby wspaniale zrobić jej kilka zdjęć. A on odwrócił się na pięcie i podbiegł do niej, mówiąc: Przepraszam, mój kolega chciałby zrobić pani kilka zdjęć. Czy pani zgadza się na to? Rozmawialiśmy z nią przez piętnaście minut, a robienie zdjęć zajęło pięć. Gdybym był sam, spędziłbym ten czas na rozmyślaniu o jej niezrobionych zdjęciach. Trzeba pytać. Fotografie nie zrobią się same.”
David duChemin „W kadrze. Rozważania na temat wyobraźni fotografa”

Gorąco polecam tę książkę, która tak bardzo zbliża nas do fotografowanych osób i pokazuje towarzyszące im emocje. To doskonałe źródło inspiracji. Za każdym razem, gdy po nią sięgam ręce aż garną się do aparatu i jestem gotowa, aby w tym momencie wyjść na ulicę i zapytać: „Czy mogę zrobić Ci zdjęcie?”

* * *
Przeczytaj także:
Esencja miejsca - portret
Esencja miejsca - zatrzymać chwilę
Lektury obowiązkowe

wtorek, 16 lutego 2010

Kair - miasto tysiąca minaretów

Kair, nie bez powodu, nazywany jest miastem tysiąca minaretów. Strzeliste minarety górują nad całym miastem, a najstarsze i najpiękniejsze znajdują się w samym sercu islamskiego Kairu. Meczety budowane są blisko siebie, aby każdy muzułmanin zawsze był w zasięgu dochodzącego z minaretów nawoływania na modlitwę.



Egipt został zajęty przez Arabów w 640 roku. Wielu mieszkańców tego kraju szybko stało się gorliwymi wyznawcami nowej wiary, a Kair zyskał przydomek miasta tysiąca minaretów.



Minarety, z których większość stanowią zgrabne i smukłe iglice dekorowane gzymsami i balustradami, górują nad całym Kairem.

Słowo meczet oznacza dowolny budynek, w którym oddaje się cześć Allahowi, niezależnie od jego architektury. Z czasem jednak minarety stały się podstawową częścią meczetów, z których muezini pięć razy dziennie nawołują do modlitwy. Dawniej muezini za każdym razem wspinali się na minarety. Obecnie na minaretach umieszczone są głośniki, a wezwanie do modlitwy coraz częściej odtwarzane jest „z taśmy”.



Muzułmanie stanowią blisko 90 proc. mieszkańców Egiptu. Widok modlących się lub czytających Koran przed sklepami, na ulicach, czy nawet w budkach strażniczych jest w Kairze rzeczą najzupełniej naturalną.



W upalne dni grube mury meczetów przynoszą ukojenie i pozwalają na konteplację lub odpoczynek.

 Stare meczety kryją też swoje tajemnice.



Kairskie meczety, często noszą imię sułtana dla którego zostały wybudowane. Tak jak faraonowie, którzy wznosili piramidy dla zapewnienia sobie życia wiecznego, tak średniowieczni sułtanowie budowali ogromne i kosztowne zespoły grobowe, które oprócz nakrytego kopułą mauzoleum obejmowały właśnie meczet i madrasę (szkołę koraniczną).



Najważniejszą częścią każdego meczetu jest mihrab – wnęka wskazująca kierunek Mekki – najświętszego miejsca islamu. Każdy muzułmanin w czasie modliwy musi być skierowany twarzą w tym kierunku. Wzór na dywanie dodatkowo podkreśla kierunek modlitwy oraz wyznacza przestrzeń dla każdego z modlących się.

Integralną częścią wielu meczetów jest jest fontanna, w której wierni dokonują obowiązkowego obmycia się (oblucji) przed każdą modlitwą.



Meczety zdobione są motywami roślinnymi, geometrycznymi lub kaligrafowanymi inskrypcjami z Koranu. Wykorzystywanie wizerunków ludzkich lub zwierzęcych jest zabronione, aby nie prowadziło do bałwochwalstwa.



Meczet sułtana Ibn Toulouna, zbudowany w 879 roku, jest najstarszym zachowanym meczetem w Kairze. W czasach, kiedy w Polsce nikt nie marzył nawet o budowaniu z kamienia, Ibn Toloun wybudował z cegły mułowej meczet o powierzchni 3 hektarów, aby pomieścić całą męską część populacji dzielnicy na piątkową modlitwę. Charakterystyczny minaret z biegnącymi spiralnie zewnętrznymi schodami jest znakiem rozpoznawczym tego meczetu.



Wnętrze meczetu Al Ghouriego. Budynki wznoszone w latach 1250-1517, za panowania sułtanów mameluckich, reprezentują szczytowy okres sztuki islamu w Egipcie. Powtarzające się elementy i pasy ułożone na przemian czarnego (lub czasami czerwonego) i białego marmuru, oprócz funkcji dekoracyjnych, miały pomóc w skupieniu się na modlitwie.

Serce islamskiego Kairu. Po prawej stronie znajduje się strzelisty minaret meczetu Husajna – najświętszego miejsca w Kairze, w którym zgodnie z powszechnym przekonaniem spoczywa głowa al Husajna – wnuka proroka Mahometa. Po lewej stronie widoczne są minarety meczetu Al Azhar (w tym charakerystyczny podwójny minaret) – założonej w 970 roku najważniejszej koranicznej sunnickiej szkoły na Bliskim Wschodzie, do której na nauki przyjeżdżają muzułmanie z całego świata.



Wąskie uliczki starego Kaiu, wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO, tętnią życiem, a turyści mieszają się z tradycyjnie ubranymi mieszkańcami.



Nad miastem góruje Cytadela z wybudowanym w stylu tureckim mecztem Muhammada Alego . W cieniu meczetów toczy się normalne życie – letnie wieczory i noce Kairczycy spędzają w parkach lub nad Nilem.



W samym centrum islamskiego Kairu mieszkańcy hodują na dachach owce, kozy i ptaki.



W czasie Ramadanu – świętego miesiąca islamu – wybrane meczety dekorowane są migającymi sznurami świetlnymi. Tuż po zmierzchu można zasiąść do iftaru: posiłku przełamującego całodzienny post.



Każdy dorosły muzułmanin powinien pięć razy codziennie odbyć rytualną modlitwę. Pierwszą przed wschodem słońca (fadżr), w południe (zuhr), po południu (asr), po zachodzie Słońca (maghrib) i wieczorem (isza'a).



Kiedy tylko słońce zniknie za horyzontem odzywają się nawoływania muezinów do czwartej modlitwy. „Allahu akbar” – jak potężna pieśń płynie z tysiąca minaretów przez cały Kair.

* * *
Zobacz także pozostałe galerie zdjęć:
Gdy fanoose rozświetla mrok, czyli Ramadan w Kairze
Wielbłądy po horyzont
Nil - rzeka życia
Pustynia niejedno ma imię. Oblicza Sahary

piątek, 12 lutego 2010

Lewitacja po egipsku

Samodzielne unoszenie się w powietrzu zawsze fascynowało ludzi do tego stopnia, że niektórzy doświadczali lewitacji. Zakonnica Teresa z çvila unosiła się w kościele na oczach reszty zakonnic. Ponoć w jej przypadku było to całkowicie niezamierzone. W czasie II Wojny Światowej Niemcy dokonywali doświadczeń antygrawitacyjnych, budując na Śląsku dziwne instalacje. I nagle na początku XXI wieku na lotnisku w Kairze lewituje ... kamień. Może Egipcjanom udało się odkryć kolejne prawo fizyki związane z grawitacją?

środa, 10 lutego 2010

Egipski Outsourcing

Otsourcing - przekazanie przez firmę zadania do wykonania zewnętrznym pracownikom

Właśnie skończyła się woda mineralna. Biorę telefon. Dzwonię do sklepu. Pół godziny później uśmiechnięty pan przywozi rowerem dwa kartony. A ja, zamiast drałować do sklepu i dźwigać ciężkie kartony, mogę poczytać książkę ... To nie sen. Jestem w Egipcie!

Zakupy na telefon działają na medal! Jest jednak jedno ale ... my Polacy, w przeciwieństwie do Egipcjan, lubimy chodzić o sklepu. Wodę i owszem zamówię, ale sery czy wędliny wolę wybrać sama. A gdzie zew przygody? Nigdy nie wiadomo, kiedy i jakie dobra przypłynęły statkiem. Nowa dostawa oznacza, że we wszystkich sklepach pojawiają się te same nowości, np. po Nowym Roku przypłynęły dżemy z Łowicza. Wówczas trzeba szybko kupować, bo jak dany towar zostanie wykupiony to nie wiadomo, czy i kiedy znowu się pojawi. Jakiś czas temu wykupiliśmy kiszoną kapustę w puszkach i od miesiąca wszyscy znajomi sprawdzają we wszystkich możliwych sklepach, i nic ... Na szczęście mam jeszcze zapasy i wciąż mogę ugotować bigos dla gości :)


Dostawa do domu

Jak robi zakupy egipska przedstawicielka klasy średniej (ta z wyższej klasy ma służbę i nie zazwyczaj nie zajmuje się takimi drobiazgami)? Upssss ... skończyła się mąka. Telefon do sklepu. Mąka już jedzie, ale okazało się że jajka też już się kończą. No cóż ... kolejna dostawa już zamówiona. Ale jeszcze przydałyby się papierosy – i kolejny telefon. A gdzie wpajana nam od małego przezorność i planowanie?

Jak najwygodniej kupić nowe kreacje? Oczywiście nie wychodząc z domu. Wystarczy wysłać kierowcę po nowy katalog, złożyć zamówienie przez telefon, wysłać kierowcę po odbiór, a jak rozmiar lub kolor nie taki, jak lubimy, no cóż ... kierowca odwiezie z powrotem. I tak do skutku!

Nasz egipski sąsiad sam czasem z siebie żartuje, że on outsoursował już wszystko. Nawet jak przepalą mu się w domu żarówki to prosi swojego kierowcę, aby je wymienił ...

* * *
Przeczytaj także:
Dostawcze ... rowery
Z dostawą do domu - kontynuacja
Friday market

poniedziałek, 8 lutego 2010

Prawdziwa zima w Egipcie!

Około dwa tygodnie temu zawitała do Kairu prawdziwa zima. I choć śnieg nie pada, a temperatury w nocy oscylują wokół 10 stopni Celsjusza, wczoraj w Kairze (przy drodze na Aleksandrię) był szron. No tak ... – myślicie, o czym ja tu piszę. U Was śnieg i mróz za oknem już od tylu tygodni ... Ale kiedy przychodzicie po pracy do domu, siadacie w fotelu w ciepłym mieszkaniu i wówczas już zima nie jest taka straszna.

A u nas? Za oknem wieje, aż strach wyjść na dwór. A w większości mieszkań wieje i w środku! Tutaj nikt nie ociepla budynków, nie uszczelnia okien, i siedząc przy kolacji czujesz, jak wiatr smaga po nogach, plecach, czy twarzach. Nie mówiąc o utrzymaniu stabilnej temperatury w mieszkaniu. My ciągle się dogrzewamy, podczas gdy Egipcjanie ... ubierają zimowe kurtki (teraz rozumiem, po co im kurtki z futerkiem ;) i grzeją się pod kocami. I tak jak Brytyjczycy wciąż mówią o pogodzie, przy czym zamiast o deszczu (którego jest tutaj jak na lekarstwo) wciąż narzekają, jak marzną. A kiedy opowiadamy im, jak zimno jest teraz w Polsce patrzą na nas z niedowierzaniem, ale i z podziwem.


Zimowe drzewa w Egipcie

Na szczęście zapobiegliwie przywieźliśmy z Polski uszczelki do okien (w Egipcie chyba nikt nie zna takiego wynalazku) i jest nieco lepiej. Jeszcze tylko dwa – trzy tygodnie i będzie już cieplej. Ale, żeby nie było nam zbyt dobrze – wówczas nadejdzie Khamssen – niosący piasek wiatr, który będzie wiał z przerwami przez około 50 dni. Oby do wiosny ...

* * *
Przeczytaj także:
Rozdwojenie jaźni, czyli o pogodzie w Egipcie
Khamseen
Jaki dziś dzień tygodnia

piątek, 5 lutego 2010

Mój jest ten kawałek podłogi!

Islamski Kair, poza dawnymi granicami miasta, między bramą Bab Zuweila, a meczetem Sułtana Hassana przynosi wiele ciekawych odkryć. Jest to bardzo biedna okolica, której najlepszy okres przypada na rządy Mameluków, szczególnie na okres między XIII, a XVI w. Do dzisiaj możemy tu zobaczyć arcydzieła architektury z tamtego okresu: przepiękne meczety wykładane kolorowym marmurem i z witrażowymi oknami, Błękitny Meczet, czy pałac sułtana Qaytbay. Obecnie ta wcale nie duża dzielnica zamieszkiwana przez 250 tys. mieszkańców, a życie tętni w wąskich uliczkach, w których przeciskają się między sobą samochody, wozy konne, zaprzężone osiołki i ludzie, nierzadko niosący na głowie platformy z egipskim chlebem.



Dzielnica ta potwornie ucierpiała w wyniku trzęsienia ziemi, które kilkanaście lat temu nawiedziło Egipt - wiele budynków zawaliło się, a inne popękane przypominają mieszkańcom ten trudny okres. Życie nie jest tu łatwe, ale mieszkańcy radzą sobie jak mogą. Mnie najbadziej urzekł starszy pan, który w tej zabudowanej krainie bez skrawka zieleni stworzył swój mały świat. Codziennie sprzedaje tutaj pieczone słodkie ziemniaki, które za 1 funta (około 0,60 zł) zawinięte w gazetę oferuje przechodniom.



... wspomina rządy Nasera, raczy opowieściami (i nie przeszkadza mu, że nie wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć, najważniejsze że ma słuchaczy).



... i ma nawet swój mały „przydomowy” ogródek
(widoczny po lewej stronie poniższego zdjęcia)



Niestety po dłuższej chwili zostałam otoczona przez ciekawskie dzieci i musiałam się ewakuować.

środa, 3 lutego 2010

Pij Coca-Colę!


Kair, Sharia Bab al-Wazir

Czy w islamskim kraju można pić i reklamować amerykańską Coca-Colę?
Przeczytajcie plotki związane z Coca-Colą na Bliskim Wschodzie

Zobacz także:
Zawsze Coca-Cola?
Co dziś będzie na obiad?
Świat Ramadanowych reklam

wtorek, 2 lutego 2010

Lekcja kaligrafii

- Dzień dobry, dzisiaj poznamy litery: a, b, t ...

... brzmi znajomo? Jak wspomnienie z dzieciństwa, kiedy siedzieliśmy na małych krzesełkach obok swoich sześcioletnich kolegów. Kiedy czytaliśmy „Ala ma kota”, „Mama rak, tata rak, a tam rośnie tatarak”. Dziś mogłabym usiąść obok naszego małego turysty, który też ćwiczy kaligrafię: on po angielsku, a ja ... po arabsku. Choć nie mam zeszytu w trzy linie uczę się ładnie pisać, poprawnie łączyć litery, ładnie wymawiać: ha, kh, th oraz przede wszystkim otworzyć umysł na znaczki, które wyglądają tak podobnie, a różnią się na przykład kropkami: jedna, dwie, trzy kropki, na górze, na dole – tyle możliwych kombinacji, że trudno spamiętać, która litera jest która. Żeby nie było za łatwo ta sama litera zazwyczaj inaczej wygląda, kiedy stoi samodzielnie, zaczyna wyraz lub go kończy, czy jest w środku. Wielu samogłosek wcale sie nie pisze, choć nie wolno o nich zapomnieć przy czytaniu ...



Między wyrazami często nie ma odstępów, które z kolei oddzielają wybrane litery w wyrazie. I co najgorsze nie stosuje się wielkich liter do nazw własnych, czy rozpoczynając zdanie. Sami Arabowie mają problemy z poprawną pisownią oraz interpretacją tekstów, np. ze względu na to, że ich imiona zazwyczaj mają dodatkowe znaczenie, np. Shams – słońce, Gamila – piękna, czy Zaki – mądry. I co kiedy napiszemy „mohamed zaki” – czy Mohamed jest mądry, czy może nazywa się „Mohamed Zaki” i nie należy do najbystrzejszych? Na szczęście Arabowie, w przeciwieństwie do nas, zupełnie się tym nie przejmują i są elastyczni w interpretacjach.

W Kairze jest łatwo, bo na znakach drogowych zazwyczaj są napisy po arabsku i po angielsku, ale w sąsiedniej Libii wszystko jest napisane wyłącznie po arabsku. Dla ułatwienia poza Kairem znaki drogowe z nazwami miejscowości należą do rzadkości, tak więc nawet umiejętność czytania nie na wiele się przyda ...


Gdzieś na drodze w Libii ...

Zdziwiło mnie kiedyś, że obcokrajowcy którzy doskonale mówią po arabsku często zaznaczają, że nie potrafią czytać w tym języku. Dlaczego? Nas uczy się mówić po arabsku zapisując wyrazy fonetycznie np. używając angielskich liter. Nauka pisania i czytania po arabsku to oddzielna dziedzina, do której z kolei nie trzeba umieć mówić w tym języku. Tak więc kończąc kurs czytania można poprawnie przeczytać całą gazetę nie rozumiejąc ani słowa z jej treści.



* * *
Przeczytaj także:
Cyfry, arabskie?
Arabskie konwersacje
Hollywood Bliskiego Wschodu

poniedziałek, 1 lutego 2010

Puchar Afryki. Trzy razy ta sama sztuka!

Egipska reprezentacja piłkarska przeszła sprawnie przez cały turniej Africa Cup, w końcówce rozgromiła Algierię 4:0 (zemsta była słodka), a w meczu finałowym Ghana nie stawiała większych oporów ograniczając się do defensywy.

Egipt dokonał historycznego wyczynu, po raz trzeci z rzędu zdobywając Puchar Afryki.

Mabruk Masr! Nasze gratulacje !!!


Nawet najmłodsi z niecierpliwością oczekiwali na wczorajszy mecz




... a sprzedawcy na Khan al Khalili wcześniej skończyli pracę i zasiedli przed telewizorami


Telewizory wystawione były w każdej kawiarni "pod chmurką"


Choć mecz nie należał do wybitnych wywoływał u Egipcjan ogromne emocje


Decydująca bramka padła 5 minut przed końcem spotkania


Na ulicach zapanowała prawdziwie zwycięska atmosfera


Wszędzie królowały egipskie flagi, którym towarzyszył jazgot klaksonów


Kto tylko miał czym, wyruszał "w miasto"


Radości nie było końca!

* * *
Przeczytaj także:
Druga wojna futbolowa