poniedziałek, 29 marca 2010

Gazeta codzienna

W kraju, gdzie deszcz jest nie lada wydarzeniem, gazety można sprzedawać bezpośrednio na ulicy. Nie jest potrzebny kiosk, choć czasem się zdarzają. Niedaleko mnie jest nawet nowoczesny kiosk, w który wbudowany jest ekran telewizyjny. Zazwyczaj jednak wystarczy prowizoryczny stolik i krzesło, i ... kiosk gotowy. Jeszcze tylko kamienie do przytrzaśnięcia gazet, tak na wszelki wypadek.



Później dobrze jest gazetę przeczytać. Najlepiej na ulicy, no może w okolicznej kafejce, albo choć przy szklance herbaty.





Jednak prawdziwe drugie, a może nawet trzecie życie gazety rozpoczyna się już po jej przeczytaniu.

Gazety wykorzystywane są na wiele sposobów:
- do pakowania jedzenia na wynos


- do ozdabiania stoisk z owocami i nie tylko ...


- jako obrusy w lokalnych restauracjach


... a sprzątaczki potrafią myć nimi okna!

* * *
Przeczytaj także:
Co kryje nazwa
Lunch time
Lekcja kaligrafii

piątek, 26 marca 2010

Poranna gazeta


Okolice Khan al Khalili, Kair

Ciąg dalszy nastąpi ...

* * *
Więcej zdjęć z Egiptu w Galerii Kronik Egipskich

środa, 24 marca 2010

Wieczorem ...

... kiedy tylko słońce zajdzie za horyzont rozlegają się nawoływania muezinów do modlitwy. „Allah akbar!” – niesie się ponad zgiełkiem zatłoczonych ulic. I choć klaksony nie cichną, ludzie nie przestają się przepychać między samochodami, to otaczająca nas codzienność zostaje przytłoczona dźwiękami płynącymi z tysiąca minaretów ...



Nie raz zastanawiam się, ile meczetów i minaretów znajduje się w Kairze nazywanym „Miastem tysiąca minaretów”. Ciekawe, czy ktoś je kiedykolwiek policzył? Jednak już sama liczba wartych uwagi islamskich zabytków przytłacza. W przewodniku „Islamic Monuments in Cario” autorstwa Caroline Williams opisanych zostało ich 225. Czy jakiekolwiek polskie miasto może poszczycić się taką ilością zabytkowych budowli?

W samym centrum fatymidzkiego Kairu, wzdłuż ulicy Al-Muizz, około 3 tygodnie temu po 13 latach renowacji, oddany został do użytku kompleks wybudowany przez Sułtanów Barkuka, Kalauna i Nasr Mohammeda. I choć powstawał on na przestrzeni ponad 100 lat (w XIII i XIV w.), tworzy on jedną zwartą przepiękną budowlę składającą się nie tylko z dawnych meczetów i mauzoleów, będących miejscem spoczynku dawnych sułtanów, ale i dawnych szkół koranicznych i szpitala. Widziałam wiele meczetów w Kairze, mam kilka swoich ulubionych, do których zabieram naszych gości, ale to co zobaczyłam w odnowionych wnętrzach kompleksów sułtana Barkuka i Kalawuna przerosło moje oczekiwania. Nawet nie będę próbowała tego opisać. To trzeba po prostu zobaczyć!


Dziedziniec kompleksu Nasr Mohammeda


Wnętrze meczetu sułtana Barkuka

PS. Przy ulicy Al-Muizz – głównej arterii średniowiecznego Kairu znajdującej się między bramami Bab Al-Futuh i Bab Zuweila odnowione zostały już wszystkie zabytki. Ulica obniżona została do swojego pierwotnego poziomu i przekształcona w strefę pieszą. Gorąco polecam ją na niezapomniany spacer po Kairze, szczególnie o, i po, zachodzie słońca ...

* * *
Zobacz także:
Kair - miasto tysiąca minaretów

niedziela, 21 marca 2010

Mój jest ten kawałek podłogi!

Egipt jest niewątpliwie krainą Bakshishu (napiwków). Baksheesh należy się niemal każdemu – kierowcy, który prowadzi autokar z wycieczką, kelnerowi (pomimo, że do ceny dań doliczone jest 10 proc. za serwis), panu który „pomaga zaparkować” gdzieś na ulicy, czy bawaabowi za wniesienie zakupów czy umycie samochodu. Nawet bardzo ruchliwe ulice pełne są sprzedawców krążących między samochodami próbującymi sprzedać pęczek mięty, kwiaty jaśminu nawleczone na nitkę, czy najbardziej popularne ... chusteczki higieniczne. W miejscach turycznych są ludzie, którzy wręcz proszą, aby zrobić im zdjęcie, aby ... choć coś mogli zarobić. Zdarzyło mi się kiedyś, że pan w uniformie sprzątający ulicę chodził za mną, abym zrobiła mu zdjęcie i dała choć funta.



I choć nas – przybyszów pamiętających czasy komunistycznej równości może to bardzo dziwić, z czasem zaczyna się coraz dokładniej dostrzegać istotę problemu. Społeczeństwo egipskie istotnie różni się od polskiego. Istnieje tu wyraźny podział klasowy – wąska grupa najbardziej zamożnych może pozwolić sobie niemal na wszystko – przepiękne wille z basenami, samochody (które są tutaj kilkukrotnie droższe niż w Europie), dobra luksusowe i służbę na każde zawołanie. Klasa średnia, podobnie jak najbogatsza, jest niezbyt liczna, natomiast największą część społeczeństwa stanowi biedota – ludzie, którzy żyją na granicy przetrwania. To właśnie oni hodują zwierzęta na dachach bloków, w których mieszkają, zamieszkują Miasto Umarłych (niemal 0,5 mln ludzi w Kairze mieszka między grobami na ogromnym historycznym cmentarzu, który kiedyś znajdował się poza obrębem miasta), często niepiśmienni nie pracują lub pracują za naprawdę "głodowe" stawki i zamieszkują izby bez okien.


Przedzielone ruchliwą ulicą i otoczone wysokim murem Miasto Umarłych ciągnie się wzdłuż dawnych murów miejskich

Problem bezrobocia narasta z każdym rokiem. „Przeciętny Egipcjanin zarabia mniej niż 1000 USD rocznie, a czwarta część społeczeństwa żyje za mniej niż 2 USD dziennie”.* Tak działa system – wynagrodzenie, które otrzymują najbiedniejsi nie wystarcza na normalne funkcjonowanie – dlatego też konieczne jest dorobienie w formie baksheeshu. Przykładowo osoby sprzątające ulice bardzo pilnują swojego rewiru – to tutaj mogą dorobić do pensji, a każdy funt jest na wagę złota ...

* Hugh Miles „Playing cards in Cairo”

* * *
Zobacz także:
Friday market
Egipski outsourcing

piątek, 19 marca 2010

Jaskinia Dżara (Djara)

Kiedyś, czyli na przykład jeszcze jakieś 9000 lat temu, podstawowymi atrybutami prawdziwych mężczyzn były duże maczugi i kamienne ostrza, a kobiety przywdziewały kolczyki z kłów dzikich zwierząt. Wówczas to na terenie dzisiejszej Sahary zamieszkiwali ludzie, którzy wymyślili, że krowy czy też kozy lub świnie można hodować w przydomowych zagrodach, a ziarna zbóż można wysiewać w większej ilości, a potem zbierać i przechowywać. Problemem były domy. No bo trzeba przyznać, że wymyślenie konstrukcji drewnianej lub glinianej chroniącej przed deszczem i chłodem musiało być rodzajem wynalazku na miarę wynalezienia koła. Z tego względu popularne było zamieszkiwanie w jaskiniach – najlepiej w dużych, mogących pomieścić cały tabun jaskiniowców.

Jak się okazało, jaskinie to nie tylko stały element górskich krajobrazów, ale i terenów które dziś pokrywają piaski Sahary. Jedna z najbardziej znanych jaskiń Egiptu znajduje się na szlaku karawanowym wiodącym znad Nilu do oazy Kharga. Jaskinię zwaną Dżara odkrył na nowo niemiecki podróżnik Rohlfs w wigilię świąt Bożego Narodzenia roku 1873. My do jaskini także dotarliśmy zimą i urzekła nas ona tak jak Rohlfsa. Wejście do jaskini jest dość nietypowe, ponieważ jest to dziura w ziemi, która początkuje pochyły korytarz wiodący do ogromnej podziemnej sali. Jaskinia Dżara to skarbnica stalaktytów, z których najdłuższe sięgają 6 metrów. Stalaktyty zajmują całą powierzchnię sufitu, a tu i ówdzie z piasku wystają stalagmity. Podłoga jaskini jest dziś piaszczysta, ale zbadano, iż pod 6-metrową warstwą piachu jest skalne podłoże, na którym neolityczni mieszkańcy rozpalali ogniska i na którym pozostawili resztki prymitywnych narzędzi. Powierzchnia jaskini to nieregularny prostokąt o bokach długości około 50 na 30 metrów, więc jaskiniowców musiało się tu mieścić wielu, a pewnie i kozy z owcami miały swoje miejsce gdzieś w kącie.



Co ciekawe w pobliżu jest jeszcze kilka jaskiń. Większość z nich jest zasypana piaskiem lub wymaga od zwiedzających użycia sprzętu wspinaczkowego. Wszystkie one tak jak i Dżara posiadają wejścia w postaci dziur w podłożu wyglądających niemal jak wrota do wnętrza Ziemi.

środa, 17 marca 2010

Wiatr z północy

Następnego dnia po tym, jak napiszę coś o pogodzie, następuje zwrot o 180 stopni. Jesienią pisałam, że pada (tutaj), po czym niemal jak na zawołanie się wypogodziło. Później przekonywałam Was, że zimą w Egipcie jest zimno ... w domach oczywiście (tutaj), po czym niemal natychmiast przyszło ocieplenie. Ostatni post był o marcowej fali upałów, więc dla równowagi następnego dnia się ochłodziło.

Rano było rzeczywiście zimno, szczególnie w porównaniu z ostatnimi upałami, więc nasz mały turysta (lat 5 i 3/4) zapytał:
- Dlaczego w Egipcie, w którym powinno być gorąco, jest tak zimno? Coś jest nie tak! Czy teraz wieje wiatr z północy?

... swoją drogą nieźle sobie wykoncypował ;)
A może rzeczywiście z Polski przywiało to zimno?

* * *
Przeczytaj także:
Rozdwojenie jaźni, czyli o pogodzie w Egipcie
Dużo cieplej już nie będzie!

niedziela, 14 marca 2010

Niezłe lato mamy tej zimy



Temperatura w Kairze, dzisiaj o godz. 17.00
A wiosna przyjdzie dopiero za tydzień i aż strach pomyśleć, jakie przyniesie temperatury ...
Niestety rokowania nie są najlepsze: zobacz

* * *

Książki o Egipcie
... a że zimowe wieczory są idealnym czasem na lekturę dzisiaj w Bikyamasr opublikowane zostało zestawienie lektur obowiązkowych związnych z Egiptem. Polecam lekturę, nie tylko tej listy ;)

Moje typy znajdziecie w zakładce "Lektury obowiązkowe"

piątek, 12 marca 2010

Klątwa Faraona – drżyjcie śmiertelnicy!

Jak duży wpływ na nasze życie mają media dobitnie pokazał przypadek świńskiej grypy. Pandemia i związana z tym panika widoczne były na całym świecie. Zakupionych zostały miliony szczepionek, z których wykorzystanych zostało zaledwie kilka procent. W Egipcie na wszelki wypadek wydłużano dzieciom wszelkie możliwe ferie i wakacje, i zamykano szkoły. A grypa, jak to grypa ...

Klątwa Faraona stała się sławna na całym świecie po odkryciu w Tebach Zachodnich przez archeologa Howarda Cartera w 1922 roku grobowca faraona Tutenchamona. Było to spektakularne odkrycie, gdyż grobowiec nie został wcześniej zrabowany i zawierał ponad 5.000 wartościowych przedmiotów: biżuterii, ubrań, mebli, broni, rydwanów i innych przedmiotów, których król używał za życia oraz których potrzebował do życia po życiu.

Na początku 1923 roku Lord Carnarvon, który sponsorował badania Cartera i który uczestniczył w otwarciu grobowca, został ugryziony przez komara, co wywołało infekcję. Umarł około półtora miesiąca później – 5 miesięcy po odkryciu grobowca. Informacja o Klątwie Faraona obiegła świat. Zaczęły też powstawać kolejne legendy o tym, jak:
- Lord Carnarvon leżał umierający w hotelu w Kairze, światła zapalały się i gasły na przemian, a Lord zaczął przemawiać w języku, którego nikt nie rozumiał,
- komar ugryzł Lorda Carnarvona w policzek dokładnie w tym samym miejscu, w którym Tutenchamon miał bliznę,
- inskrypcję z cegly mułowej znalezionej przed statuą boga Anubisa „przetłumaczono” i opublikowano jako: „Zabiję każdego kto przekroczy próg do świętego królewskiego terenu ...”.

Każdą śmierć związaną z Egiptem i odkryciami archeologicznymi (nawet przed odkryciem grobowca Tutenchamona) określano jako wpływ Klątwy Faraona; nawet śmierć Jeana Francisa Champolliona, który jako pierwszy rozszyfrował hieroglify, a który zmarł 90 lat wcześniej.

Stosunkowo niedawno w Oazie Baharija także dokonano ciekawych odkryć – znaleziono nekropolię zawierającą kilkaset „złotych mumi” oraz zachowane w dobrym stanie dwa starożytne grobowce. Przy eksploracji jednego z nich Zahi Hawass – główny archeolog Egiptu i Sekretarz Generalny Najwyższej Rady Starożytności - został porażony prądem i stracił przytomność. Kilka minut później ocnkął się i wszystko skończyło się dobrze. Po przebudzeniu zapytał on członków swojego zespołu, czy mają świadomość, że gdyby wówczas zginął, to nagłówki we wszystkich gazetach brzmiałyby „Klątwa Faraona Powróciła!”

* * *
Zainteresowanych tą tematyką odsyłam do opublikowanej przez National Geografic książki „Klątwa Faraona, moje przygody z mumiami” autorstwa Zahi Hawassa. Szczególnie polecam ją zafascynowanym starożytnością młodym ludziom, którzy myślą o zawodzie archeologa. Pomimo, że książka ta jest jednocześnie autopromocją jej autora (!), warto poznać interesujące historie związane z odkryciami archeologicznymi w Egipcie oraz mniej lub bardziej związane z Klątwą Faraona. Polecam ją także ze względu na piękne zdjęcia miejsc, do których „zwykły śmiertelnik” nie zostanie wpuszczony lub w których robienie zdjęć jest zabronione.

środa, 10 marca 2010

W życiu ważne są tylko chwile ...




Meczet Ibn Tolouna w Kairze

* * *
Przeczytaj także:
Kair - miasto tysiąca minaretów
Al-Alamain, czyli dwa swiaty

poniedziałek, 8 marca 2010

Z notatnika Chrisa: Marzec w Marrakeszu

Marzec w Maroku jest podobno jednym z najpiękniejszych miesięcy, ze względu na kolory wiosny, która właśnie w tym miesiącu przechodzi przez ten kraj. Przemierzając trasę z Casablanki do Marrakeszu, można nacieszyć oczy widokami pięknych wzgórz okrytych dywanem kwiatów i łąk, które dosłownie otulają wszystko po horyzont. Nawet dachy budynków pokryte są kwiatami, ponieważ tradycyjne chaty tutejszych rolników pokrywa warstwa ziemi, na której rośnie to samo, co pod stopami.

Pociąg snuje się pośród korowych pagórków, aż w końcu w oddali zaczynają ukazywać się budynki Marrakeszu. Potem te same budynki zaczynają przesuwać się za oknami wagonów, tyle że jedna rzecz pozostaje niezmienna – barwa. Wszystko, co zostało w Marrakeszu wzniesione ręką ludzką ma barwę ziemi, czyli brunatno-czerwoną. Co ciekawe taki kolor tutejszych budynków jest oficjalnie zatwierdzony przez lokalne władze i nikt nie ma prawa pomalować domu małego lub wielopiętrowego, urzędu czy meczetu na inny kolor. Nie wolno i już.

Drugi dominujący tu kolor to zieleń. Ilość parków, skwerów, trawników, i innych miejsc zieleni jest tu niezliczona. Sprawia to, że całe miasto składa się z trzech podstawowych barw: zieleni przyrody, brunatno-czerwonych budynków i wspaniałego błękitnego nieba.



Przyznam, że chyba jeszcze nigdy nie widziałem tak ciekawie urządzonego miasta – czasami wydaje się, że skwerów i parków jest tu wręcz za wiele, ale pewnie dzięki temu mieszkańcy czują się tu prawie jak w ogrodach Edenu. Przestrzeń pełna zieleni oddzielona jest od starego miasta pasami dawnych murów, za którymi ukryta jest Kasba i Madina. Obie części dawnego miasta pełne są wąskich i ruchliwych uliczek, które często są wypełnione po brzegi mieszaniną ludzi lokalnych i przyjezdnych. Oczywiście lokalni chcą sprzedać jak najwięcej swoich różności przyjezdnym, ale poza towarami na głównym placu Madiny sprzedaje się też wrażenia. Zaklinacze hipnotyzują swoje kobry, małpy z dziką radością wskakują turystom na głowy, akrobaci wyginają swoje ciała we wszystkie strony, aby potem stworzyć z tych ciał jakąś większą konstrukcję, ktoś obok gra w „trzy karty”, ktoś inny wyciska świeży sok owocowy lub sprzedaje daktyle, a jeśli ktoś ma problemy z uzębieniem to jest i sprzedawca protez, czyli sztucznych szczęk – można przymierzyć na miejscu. Ci którzy już mają czym gryźć, mogą kilka kroków dalej zakupić wszelkie możliwe potrawy poczynając od hot-dogów, a kończąc na wykwintnej kuchni francuskiej. Słowem mydło i powidło do kwadratu, a do tańca przygrywa kilkanaście kapel pustynno-podwórkowych.


"Łowienie" Coca-Coli

Podsumowując – trzeba to miasto zobaczyć, ponieważ tego nie opisałby nawet wspaniały radiowy sprawozdawca Tomasz Zimoch. Więc przybywajcie, oglądajcie i pamiętajcie, aby nie przepłacić za zabawę z wężem przewieszonym przez Waszą szyję albo skaczącą Wam po głowie małpę!



* * *
Przeczytaj także:
Rabat, czy to wciąż Afryka?
Casablanca, czyli tęsknota za Kairem

środa, 3 marca 2010

Drżyjcie portfele!

Rejs promem na trasie Luksor – Aswan poza ewidentną przyjemnością (o czym już wkrótce) jest także nie lada wyzwaniem dla portfeli. Ponoć szczęśliwi pieniędzy nie liczą, ale już sama ilość wartych odwiedzenia starożytnych zabytków przytłacza. Przepiękne świątynie wypełnione hieroglifami, posągi, groby królów i królowych, a każde wejście to bilet za 50 – 100 funtów (30 – 60 złotych) od osoby. Grób Ramzesa VI (polecam!) i Tutenhamona (ponoć nie warty wydania 100 funtów) - płatne dodatkowo. Reasumując na same bilety dla dwóch osób w ciągu 4 dni wydaliśmy około 1.200 funtów (ponad 700 złotych)!


Posągi Ramzesa II w świątyni w Luksorze

Te koszty rozumiem. Pieniądze są potrzebne na renowację i kolejne prace archeologiczne. Ale wyciągania pieniędzy od turystów przez wszelkiego rodzaju sprzedawców, naganiaczy czy taksówkarzy nie zdzierżę. Puszka Coli pięciokrotnie droższa niż w Kairze! Cena za przejazd taksówką zwaliła nas z nóg. Kierowcy nie mają ochoty jechać za niższą cenę – wolą zaczekać na kolejnych „jeleni”. Ale najgorsze wrażenie pozostawiła dorożka. Tak naprawdę nie bardzo mieliśmy ochotę na przejażdżkę, ale jak to z małym turystą bywa emocje zwyciężyły. Cena wynegocjowana. I kiedy wydawało nam się, że skoro wszystko jest już ustalone i możemy oddać się przyjemności podziwiania świata z wysokości dorożki wszystko dopiero się zaczęło.

- A może zrobimy dłuższą trasę, objedziemy plac ... – ochoczo rozpoczął dorożkarz.
- Nie, dziękujemy. Poprosimy prosto do hotelu – oponowaliśmy.
- Dzisiaj jest dzień targowy, więc może pojedziemy na targ?
- Dziękujemy, my jednak wolimy do hotelu. Mały turysta jest już zmęczony ...
- A może ...?
- Nie! – urwaliśmy dyskusję.

Dorożkarz był niepocieszony, bo stracił szansę na dodatkowy zarobek. Przy płaceniu oczywiście okazało się, że nie ma drobnych (po co wydawać resztę turystom?). Najgorsze jest jednak to, że pomimo że zapłaciliśmy cenę zaakceptowaną przez niego zanim wsiedliśmy do dorożki – dorożkarz czuł się oszukany, ponieważ nie mógł nas oszukać ...

* * *
Przeczytaj także:
Ramadan gift
Are you happy?
Good morning, Money!

wtorek, 2 marca 2010

Parostatkiem w piękny rejs

Co prawda nie był to parostatek, ale rejs był naprawdę cudny.


Nawiedził nas Khamseen. Ale wiało ...


Pokonywaliśmy śluzy na Nilu.


... i co krok natykaliśmy się na "dziwne pismo obrazkowe" ;)


Gdzie byliśmy? Już zapewne wiecie :)
Więcej już wkrótce.

* * *
Przeczytaj także:
Khamseen
Na początku było słowo ...
Zaszyfrowane hieroglifami