poniedziałek, 27 września 2010

Cairo Life

We've never seen more than 3 stars
Pollution from 3 million cars
Bawabs be watchin' yo apartment
Blastin' fairouz n halim hafez

Shara Haram so sleezy
Everyone trying to speak engileezy,
Psst psstt, ya man ya captain , ya seedi.
I wish their life was a lil' more easy.

Gotta stuff your face with koshary
Plus ful, is the fuel of any masry
Molokheya is tasty, trust me
Where u from? I'm Egyptian asli.

You gotta smile, I know it's hard
Thank God, fo' wha u got, can't even complain.
Ma3lesh, Inshallah, bokra, that's how Egyptians do their thang

Come downtown, walk all around, let me tell about the sound
Beep beep, watch yo back, or they gonna flash their lights to get you back on track.
Um Kalsoum, time to move, yella oum, it's time to prove

Słowem esencja Kairu!



Sankis you for watching ;)

* * *
Przeczytaj także:
Yalla Habibi!, czyli egipska muzyka
Szukajcie a znajdziecie, czyli rock w Egipcie
Na zimowe poranki ...

niedziela, 26 września 2010

Tutaj rozstąpiło się Morze Czerwone?

Pan rzekł do Mojżesza: "Czemu głośno wołasz do mnie?" Powiedz Izraelitom, niech ruszają w drogę. Ty zaś podnieś swą laskę i wyciągnij rękę nad morze i rozdziel je na dwoje, a wejdą Izraelici w środek na suchą ziemię"
(Wj 14:15-16)

Exodus od zawsze intrygował ludzi, którzy poszukowali miejsca przez które Izraelici przekroczyli Morze Czerwone. Jedna z teorii, opisana przez dr Lennarta Mollera w książce "Exodus. Śladami wydarzeń biblijnych", mówi o płaskim podwodnym moście przez Morze Czerwone w zatoce Akaba, na wysokości Półwyspu Nuweiba.

Teraz amerykańscy naukowcy znaleźli inne odpowiednie miejsce, w delcie Nilu:
zobacz artykuł "Tutaj rozstąpiło się Morze Czerwone?"
Tylko czy ta teoria wydaje się bardziej prawdziwa?

* * *
Przeczytaj także:
Śladami wydarzeń biblijnych
Imię Boga
Chrześcijański weekend w muzułmańskim kraju

wtorek, 21 września 2010

Egipska codzienność cz.2: Jak zdewastować ogród

Większość gatunków palm ma to do siebie, że dla ich własnej urody należy je przycinać raz do roku. Sprawa jest prosta gdy palma jest jeszcze mała, ale palmy w pewnym wieku wymagają już specjalistycznego strzyżenia dokonywanego przez palmoobcinacza. Taki palmoobcinacz obwiązuje siebie i palmę odpowiednio grubym pasem, po czym metr po metrze wspina się na jej wierzchołek. Starsi czytelnicy mogą jeszcze pamiętać panów z polskiej energetyki lub telekomunikacji, którzy wiele lat temu w podobny sposób wspinali się na drewniane słupy celem instalacji lub naprawy kabli.



Ogrodnik „opiekujący” się naszym kawałkiem zieleni z palmami po wielu tygodniach przypominania, w końcu zaprosił pewnego paloobcinacza do naszego ogrodu. Obaj panowie byli szczęśliwi, że mogą wykonać kawał dobrej roboty, a palmoobcinacz po pieszczotliwym przywitaniu z naszym ogrodnikiem (obowiązkowo trzeba wykonać tzw. „misia” i obcałować się po policzkach) przystąpił do dzieła. Wlazł na górę i rozpoczął … dzieło zniszczenia. Żadnemu ze wspomnianych panów nie przyszło do głowy, aby odstawić doniczki z kwiatami stojące pod palmami. Nie przyszło im też do głowy, aby zrzucać obcięte liście tak aby nie łamać gałęzi sąsiednich drzew oraz rosnących pod nimi krzewów. Żadna taka myśl nie zanieczyściła czystych (a może pustych) umysłów bohaterów naszej opowieści. Ciężkie palmowe liście jeden po drugim spadały z łoskotem na ziemię, rosnące poniżej rośliny wyły z bólu. Słychać było trzaski łamanych gałęzi sąsiedniego jaśminu, który wręcz krwawił swoimi białymi sokami. Wszystko to na próżno, bo robota szła z gazem i nikt nie przejmował się jakimiś drobiazgami.

My przybyliśmy na ów „plac ogrodniczych zabaw” na sam koniec przedstawienia i mogliśmy tylko podziwiać krajobraz po bitwie. Chciało się nam płakać, a nasz ogrodnik po tradycyjnym „Sorry Madam”, które należałoby raczej przetłumaczyć „no cóż, stało się”, ze stoickim spokojem powiedział, że przecież to wszystko kiedyś odrośnie. Kiedy nasze głosy w czasie rozmowy z nim przekroczyły standardowy poziom decybeli, powiedział że w ramach zadośćuczynienia może skosić trawę. Na to jednak mu już nie pozwoliliśmy, bo kto da nam słowo, że po jego koszeniu trawnik nadal będzie zielony …

* * *
Przeczytaj także:
Egipska codzienność cz.1: Meble na granicy
Palmowe liście

piątek, 17 września 2010

Al-Azhar popiera zakaz noszenia nikabu

Czołowy muzułmański duchowny Al-Azharu - prestiżowej instytucji islamu sunnickiego, pochwalił wczoraj francuski zakaz zakrywania twarzy przez muzułmańskie kobiety, mówiąc że nikab szkodzi wizerunkowi islamu.

Abdel Mo'ati el-Bayyoumi, członek wpływowego Islamskiego Centrum Badań Al-Azhar powiedział, że nikab, zasłona zakrywająca całą twarz, pozostawiająca tylko otwory na oczy, nie ma żadnych podstaw w prawie islamskim i nie ma nic na ten temat w Koranie i Sunnie, która go uzupełnia".

"Osobiście popieram zakaz i wielu moich braci z Islamskiego Centrum Badań także go popiera. Moje stanowisko przeciwko nikabowi jest w rzeczywistości starsze niż francuskie" - powiedział Bayyoumi, który napisał książkę przeciwko tym praktykom.



"Chcę przekazać wiadomość do muzułmanów we Francji i w Europie. Nikab nie ma żadnych podstaw w islamie. Czuję rozczarowanie kiedy widzę siostry (we Francji) noszące nikab. To nie pokazuje dobrego wizerunku islamu".

W październiku ubiegłego roku, Wielki Szejk Al-Azharu zakazał noszenia nikabu w instytuacjach tylko dla kobiet, gdyż nie jest to strój islamski (więcej).

"The Egyptian Gazette", 16 września 2010, str. 1

* * *
Przeczytaj także:
Egipt nie chce, by kobiety zasłaniały twarz
Co kraj to obyczaj
Modny strój na upalne lato

czwartek, 16 września 2010

Chopin pod Piramidami

29 września 2010 r. o godz. 20:00 w Gizie pod Kairem zaprezentowane zostanie widowisko multimedialne pt. CHOPIN AT THE PYRAMIDS.

Na trzech scenach u podnóża monumentalnego Sfinksa wystąpią: Janusz Olejniczak, Leszek Możdżer, Anna Serafińska, Royal Quartet, mistrzowie gitary z Rock Loves Chopin: Ryszard Sygitowicz, Jacek Królik, Marek Raduli oraz tancerze z Folies Dance Company.

Będzie to pierwsza tak wielka prezentacja muzyki Chopina w świecie arabskim.

Uczestnictwo w koncercie jest bezpłatne, wymaga jednak uzyskania zaproszenia.
Zgłoszenia pod adresem: secretary@kair.polemb.net

Przedsięwzięcie realizowane jest przez Stołeczną Estradę, Ministerstwo Kultury Egiptu, Operę Narodową w Kairze oraz Ambasadę RP w Kairze.



Więcej szczegółów na stronie Ambasady RP w Kairze.

My się wybieramy, a Wy?

poniedziałek, 13 września 2010

Do wyboru do koloru, czyli ... który smak wybierasz ;)

Tak wygląda lodówka z przetworami mlecznymi w jednym z największych marketów spożywczych w Kairze. Do wyboru macie jogurt naturalny, jogurt naturalny i oczywiście jeszcze jogurt ... naturalny. O przepraszam - jest jeszcze brzoskwiniowy, który istotnie przełamuje monotonię ;)
Więcej do wyboru nie ma, przynajmniej w Ramadanie.



PS. Teraz możecie docenić wybór, jaki macie na co dzień.

sobota, 11 września 2010

Zaułek cudów

... takich biednych zaułków jest w Kairze bez liku. Zaułków urokliwych, pełnych warsztatów rzemieślniczych i małych sklepików; w których pięknie rzeźbione maszrabije (więcej o maszrabijach) kryją tajemnice mieszkańców, ich najskrytsze pragnienia i marzenia o lepszym życiu.

Opisując hisorie, które rzeczywiście mogły mieć miejsce w wąskich uliczkach starego Kairu, Nadżib Mahfuz wskazuje w tytułach swoich książek miejsca, gdzie mogły się one wydarzyć. Czy „Hamida z Zaułka Midakk” rzeczywiście tam mieszkała? A może warto zagłębić się stare uliczki i poszukać choć wspomnień o opisanych bohaterach.

„Hamida z Zaułka Midakk” to historia pięknej, lecz ubogiej dziewczyny, która podobnie jak wiele Egipcjanek marzy, że wychodząc za mąż za kogoś bogatego będzie mogła odmienić swój los. Tacy mężczyźni nie mieszkają jednak w zaułku Midakk. Gdzie ich spotkać? Jak spełnić marzenia o pięknych strojach i dostatnim życiu?

„Hamida z Zaułka Midakk” to więcej niż opowieść o burzliwych losach pięknej Hamidy. Poznajemy tutaj wielu intrygujących bohaterów: m.in. jej przybraną matkę swatkę, która próbuje różnych sztuczek, aby starczyło pieniędzy na czynsz, bogatą wdowę po pięćdziesiątce, która koniecznie chce wyjść za mąż, czy „twórcę kalek”, który okaleczając na życzenie daje ludziom „narzędzia” do żebrania. Wszystkie historie pięknie wplecione w wyjątkową atmosferę starego Kairu.

Przeczytanie książki może być także pretekstem do obejrzenia filmu „Midaq Alley” z Salmą Hayek. Co ciekawe choć scenariusz powstał na kanwie opowieści o Hamidzie akcja filmu rozgrywa się w Meksyku. I choć zmieniło się miejsce i jego atmosfera, losy bohaterów pozostały te same. Oprócz genialnej gry Salmy Hayek mnie spodobał się także sposób realizacji filmu i możliwość obejrzenia tych samych wydarzeń oczami różnych bohaterów.

Gorąco polecam zarówno film, jak i książkę.



Nadżib Mahfuz „Hamida z zaułka Midakk”, wydawnictwo Smak Słowa
(na stronie wydawnictwa można pobrać fragment książki do przeczytania)

"Midaq Alley", reż. Jorge Fons, Meksyk 1995
(CD z filmem było dodatkiem do miesięcznika Film; film dostępny jest na Allegro.pl)

* * *
Zobacz także:
Książki związane z Egiptem, które warto przeczytać
Nadżib Mahfuz - trylogia "Opowieści starego Kairu"

czwartek, 9 września 2010

Czas na piknik!

Właśnie rozpoczyna się Eid ul-Fitr - Święto Oczyszczenia kończące Ramadan. Dla Egipcjan jest to okazja do spędzenia kilku wolnych dni w gronie rodziny. W tym czasie Kair pustoszeje - mieszkańcy wykorzystują Eid do odwiedzin rodziny mieszkającej poza miastem.

Dla nas jest to długi weekend, więc czas w drogę!



Życzymy Wam także udanego weekendu!
Za wcześnie? Nie do końca - u nas weekend zaczyna się już w czwartek po południu (więcej), a ten świąteczny weekend zaczął się już w środę ;)

* * *
Przeczytaj także:
Świat Ramadanowych reklam
Jaki dziś dzień tygodnia
Święta, święta ponad wszystko!

środa, 8 września 2010

Egipska codzienność cz.1: Meble na granicy

Cykl "Egipska codzienność" dedykujemy tym, którzy uważają, że życie w Egipcie jest jak Baśń z 1000 i jednej nocy. Nam przypomina raczej walkę o przetrwanie, więc jak mówią Egipcjanie "Enjoy!" ;)

* * *
Jakiś czas temu, a dokładnie w czerwcu, naszło nas aby do pokoju naszego Małego Turysty wstawić dwie dodatkowe szafki typu Trofast dostępne w sklepach IKEA. Szafki, a właściwie sosnowe ramy, nie są ciężkie (8 kg sztuka), więc postanowiliśmy zakupić i wysłać dwie ramy pocztą z Polski do Egiptu, ponieważ IKEA w Egipcie jeszcze nie istnieje i dokładnie nie wiadomo kiedy w końcu się wybuduje. Poza tym po ubiegłorocznych przeżyciach związanych z realizacją zamówionego u egipskiego stolarza prostego regału na książki postanawiliśmy nie narażać więcej na szwank naszego systemu nerwowego.


Rama Trofast

Czas mijał, a wysłana EXPRESEM (!) paczka nie nadchodziła. Zupełna cisza i brak wiadomości z poczty. Zaczęliśmy więc zakrojone na międzynarodową skalę poszukiwania i w końcu ustaliliśmy, że paczka czeka na nas od miesiąca na składzie celnym kairskiego lotniska. Zaczęliśmy dociekać dlaczego wciąż czeka i czemu nikt nawet nas nie powiadomił. Otóż nikomu nawet nie przyszło do głowy, że paczka czeka na cle, ponieważ Egipcjanie zastanawiają się, czy sosna jest drewnem bezpiecznym i dopuszczalnym w Egipcie. Na temat sosnowego drewna miał się wypowiedzieć światowej klasy specjalista z ministerstwa rolnictwa Egiptu.

Po takiej informacji nie wiadomo było, czy płakać czy śmiać się, szczególnie biorąc pod uwagę stopień dbałości Egipcjan o ochronę środowiska. Udaliśmy się więc na lotnisko, aby wydobyć naszą przesyłkę. I tu się dopiero zaczęło ... Przedstawiono nam pełną procedurę: najpierw należy zebrać podpisy i pieczątki pracowników służb celnych i przedstawicieli ministerstwa rolnictwa, którzy przy okazji muszą wykonać ekspertyzę drewna. Po tych czynnościach należy przejść standardową procedurę pocztową i wówczas paczka może być nasza. Pani udzielająca nam informacji bez przejęcia powiedziała, że zebranie podpisów i pieczątek trwa zazwyczaj od dwóch do trzech dni roboczych, w czasie których trzeba szwędać się po lotnisku, miło uśmiechać się do urzędników, wręczać łapówki i grzecznie czekać na swoją kolej.

Możemy Wam powiedzieć w tajemnicy, że postanowiliśmy aby pocztowo-celni urzędnicy udławili się tymi meblami. Niech je zniszczą, sprzedadzą lub ukradną, ale my nie spędzimy trzech dni i nie wydamy sporej kwoty na łapówki, cło i inne „niezbędne” opłaty, aby wydobyć osiem sosnowych desek – to byłaby już przesada!

* * *
Przeczytaj także:
Pocztowy tor przeszkód
Pocztowy labirynt - szczęśliwe zakończenie
Egipskie myślenie

wtorek, 7 września 2010

Ciemność widzę, ciemność ...

Kair, choć leży w Dolinie Nilu, z każdej strony otoczony jest przez pustynię. Przyjeżdżając tutaj spodziewaliśmy się problemów z wodą. No cóż ... – myślałam – mogę zapomnieć o wylegiwaniu się w wannie. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się że dzielnica, w której mieszkamy jest bardzo zielona, a woda w ogromnych ilościach wylewana jest do ogrodów i ... na samochody myte przez bawaabów (więcej). Tak więc, pomimo że deszcz nie pada, często muszę skakać przez ogromną kałużę przed naszą bramą, a po niejednym spacerze mam nogawki zachlapane błotem.

Aby życie nie było zbyt kolorowe, często toniemy w egipskich ciemnościach. W upalne wieczory, po zachodzie słońca, kiedy temperatury za oknem wciąż oscylują wokół 30- 40 stopni Celsjusza nagle w całych kwartałach zapada ciemność. Klimatyzatory, lodówki i wszelkie urządzenia elektryczne milkną, światła gasną i zapada cisza, która trwa przez około 40 minut. Spokojnie, to nie awaria! To tylko działania mające na celu ograniczenie zużycia prądu, które latem, z powodu masowego używania klimatyzatorów lub wiatraków, zapewne przekracza wszelkie dopuszczalne normy. Akcje wyłączania prądu są spontaniczne – zawsze trzeba być w gotowości do kolacji przy świecach ze znajomymi. Gorzej, jeśli jesteśmy akurat w trakcie jej przygotowywania ;)

Mam pomysł racjonalizatorski, aby sporządzić harmonogram tego typu akcji i rozkleić afisze w poszczególnych kwartałach. W ten sposób kolejne "czarne godziny" nie zaskakiwałyby nas w najmniej spodziewanym momencie. Jednocześnie wrócilibyśmy do gospodarki centralnie planowanej, która w wielu dziedzinach wciąż funkcjonuje w kraju faraonów.

Centrum islamskiego Kairu, podobnie jak wiele innych dzielnic nie wspominając o Mieście Umarłych, jest bardzo słabo oświetlone. Wyjątek stanowią wybrane (nieliczne) meczety ozdobione z okazji Ramadanu (więcej).


 
* * *
Przeczytaj także:
Quiz: Sprawdź, gdzie mieszkasz!
Gdy fanoose rozświetla mrok, czyli ramadan w Kairze
Nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi!
Uwaga, krawężnik!
 

niedziela, 5 września 2010

Który właściwie mamy rok?

Zgodnie z kalendarzem żydowskim, świat powstał w roku 3761 pne, dlatego w obecnym roku 9-go września rozpoczyna się nowy żydowski rok 5771. Żydzi stosują kalendarz księżycowo-słoneczny przez co dzień Nowego Roku jest nieco ruchomy, ale wypada on zawsze w okolicach przesilenia jesiennego. Tego też dnia rozpocznie się żydowski post, który po dziesięciu dniach doprowadzi Naród Wybrany do święta przebaczenia zwanego Jom Kipur, które jest rodzajem ogólnonarodowej spowiedzi.

Przejdźmy jednak na drugą stronę granicy do „kraju much”, jak Żydzi określają państwo Micraim, zwane dziś Egiptem. Otóż nad Nilem czas w formie kalendarzowej zaczęto liczyć nieco wcześniej niż w Izraelu. Skutkiem tego w połowie lipca bieżącego roku rozpoczął się staroegipski rok 6252. To swoisty rekord świata!


Staroegipski kalendarz w Kom Ombo

Egipcjanie jako naród osiadły i rolniczy kierowali się wyłącznie Słońcem oraz gwiazdami i to do tego stopnia, że tydzień staroegipski trwał 10 dni, a nie 7 jak w kalendarzach ludów kierujących się fazami Księżyca. Ustalono też 3 pory roku zgodne z cyklami wylewów Nilu i upraw roślin w jego dolinie. Pierwsza pora roku to Achet, czyli pora wylewów Nilu. Pamiętać należy, że od maja w południowym Sudanie trwa pora deszczowa, powodująca swego rodzaju falę powodziową, której kulminacja w Egipcie przypada na początek września.

Druga pora roku zwana była Peret i zaczynała się w listopadzie. Był to czas wysiewów. Ostatnią porą roku jest Szemu, czyli gorące egipskie lato trwające od marca do lipca. Ta pora roku była radosnym czasem żniw, ale i smutnym czasem płacenia podatków. No cóż, jakaś równowaga zawsze musi być zachowana.

Tak więc po gorącym lecie przychodziło odnowienie świata staroegipskiego. W dniu Nowego Roku bóg Ra rodził się na nowo co rozpoczynało serię uroczystości i festiwali. W tym czasie łodzie we wspaniałych orszakach przybywały do stolicy kraju Memfis, a ludzie gromadzili się przy ogromnej statule Ibisa świętując ile się da. Po kilku dniach przerwy, siedemnastego dnia pierwszego miesiąca roku (miesiąc Tekh) oddawano honory zmarłym. Bezpośrednio po święcie zmarłych rozpoczynało się święto śpiewów, tańca, i picia czerwonego piwa – istne szaleństwo! Swoją drogą sama nazwa miesiąca Tekh w dość dosłownym tłumaczeniu oznacza „pijaństwo”. Szkoda, że nie produkują już w Egipcie tego słynnego czerwonego piwa – byłby to hit na skalę światową, przy którym Oktoberfest mógłby być jedynie lokalną niemiecką fanaberią. Aby zbyt mocno się nie „wysuszać” w drugim miesiącu roku egipskiego (miesiąc Menkhet) też pojawiało się kolejne kilkudniowe święto zwane Ipet. Uroczystości odbywały się w Luxorze i trwały 11 dni, podczas których oddawano cześć Amonowi. Potem 28-go dnia miesiąca rozpoczynał się kolejny festiwal na wyspie Elefantyna, a kilka dni później rozpoczynał się trzeci miesiąc nazwany imieniem bogini Hator. Aby nie było wątpliwości, owa bogini odpowiedzialna była za miłość i imprezowanie – aż strach pomyśleć co się wówczas mogło dziać w kraju nad Nilem.

Na szczęście, nawet po wielkim świętowaniu trzeba wreszcie wziąć się do roboty. Kończyła się pora roku Achet i zaczynała się pora Peret kiedy to trzeba było wyjść w pole, wysiać zboże, warzywa i inne związane z żywieniem rośliny. Nie oznaczało to, że imprezy i festiwale kończyły się definitywnie, ale z pewnością było ich nieco mniej. Jeden z ciekawszych festiwali odbywał się na zakończenie Proyet, kiedy to starożytni zajadali się cebulą. Na koniec nadchodziła pora roku Szemu, kiedy imprezowanie przeplatało się ze zbiorami i modłami o dobre wylewy Nilu. Tu też było kilka uroczystości i festiwali, ale i tak każdy z pewnością czekał już na kolejny Nowy Rok.

Wygląda więc na to, że w tym żyznym kraju, w którym raczej nigdy nie brakowało żywności, ludzie umieli się bawić cały rok. Może właśnie ten rodzaj stabilizacji społeczeństwa połączony z dość dobrą armią pozwolił Egipcjanom utrzymać swoje państwo przez kilka tysięcy lat do czasu niespodziewanej wizyty Aleksandra Wielkiego. Co by o nich nie mówić to przyznać im trzeba jedno: z pewnością umieli się bawić i musieli mieć niezwykle mocne głowy. Dziś po tym wszystkim pozostało jedynie zapisane hieroglifami wspomnienie.

* * *
Przeczytaj także:
Święta, święta ponad wszystko!
Jak obłaskawić krokodyla?
Świątynia prawie egipska