niedziela, 1 maja 2011

Shop till you drop, czyli kupuj do upadłego

Dubaj jest niewątpliwie miastem, które może zachwycić. Wybudowane, w krótkim czasie, na pustyni skupiska drapaczy chmur, z których Burj al Kalifa jest najwyższy na świecie, przytłaczają ogromem. Z daleka widać ich kolejne grupy i wydają się być na wyciągnięcie ręki, ale aby do nich dotrzeć niezbędny jest samochód lub długa wędrówka. Do tego atrakcje o jakich tylko można pomarzyć: podwodna restauracja, możliwość podziwiania miasta z najwyższego budynku na świecie, ogromne tematyczne akwaria, parki wodne, a nawet kryty stok narciarski, na którym można się schłodzić gdy żar leje się z nieba.


Burj al Arab - wizytówka współczesnego Dubaju

Okazuje się jednak, że najpopularniejszą atrakcją zarówno dla tutejszych mieszkańców jak i licznie przybyłych turystów są ... zakupy! I tu potrafię zrozumieć spragnionych zakupów Egipcjan – pomimo coraz większej ilości marek typu Zara, H&M czy Promod dostępnych w Kairze, liczba tego typu sklepów przypadająca na mieszkańca tej niemal 20 milionowej metropolii jest zatrważająco mała. Wybór artykułów spożywczych w Kairze także nie jest zbyt duży (wspomnę choćby o rodzajach jogurtów dostępnych w czasie Ramadanu, o którym pisałam tutaj) tak więc wizyta w Dubajskim Carrefurze była dla nas jak wyprawa do Skarbca Alladyna.

Przechodząc jednak koło pozostałych sklepów w Emirates Mall (tym ze stokiem narciarskim) czułam się niemal jak w Centrum Handlowym Arkadia, Promenada, czy Blue City w Warszawie. Skąd więc ta gorączka zakupów akurat tutaj? Dwa razy w roku w Dubaju odbywa się Festiwal Zakupów, na który jak na pielgrzymkę ściągają shopperzy z całego świata. Nie wiem, czy wówczas obniżki są tak duże, aby zrekompensować koszt przelotów i noclegów, ale na pewno można się tym pochwalić przed znajomymi.

Nadal jednak nie rozumiem tego zakupowego szaleństwa w Dubaju. Oczywiście 50 centrów handlowych znajdujących się w jednym mieście, w których obok marek masowych są także butiki największych projektantów, daje ogromny wybór. Poza tym odmienne atrakcje zapewniane przez każde z centrów mają sprawić, że to właśnie w nim poczujemy się wyjątkowo. Ale czy to powód, aby na zakupy jechać aż tak daleko? A może po prostu istnieją trzy rodzaje turystów: Plażowicze, Shopperzy i Włóczykije. I należąc do grupy Włóczykijów nigdy nie zrozumiem Shopperów?

* * *
Przeczytaj także:
Dubaj, w królestwie zakupów - artykuł na wp.pl
Czas na zakupy
Egipski Outsourcing

0 komentarze: