wtorek, 4 października 2011

Recycling po egipsku

W Egipcie wszystko się przyda.

Jeżeli mieszkasz w Egipcie i masz egipską panią do sprzątania nie wyrzucaj:
- plastikowych butelek,
- reklamówek,
- jedzenia, nawet jeżeli opakowanie jest już otwarte i wydaje Ci się, że nawet biednym ludziom nie wypada go oferować (nic bardziej mylnego),
- zepsutych sprzętów gospodarstwa domowego (można je przecież naprawić),
- niczego, co wydaje Ci się bezużyteczne, bo ta rzecz może mieć przecież drugie życie.
Wszystkie te przedmioty, podobnie jak używane ubrania, z wyrazem wdzięczności zostaną zabrane z Twojego domu, a następnym razem zostaniesz wręcz poproszona o zbieranie reklamówek.

Zdarzało nam się, że byliśmy zatrzymywani przez przedstawicieli firm „We buy everything” („Kupujemy wszystko”), aby jeżeli będziemy mieli cokolwiek używanego do sprzedania, to oni chętnie kupią (to prawda, kupują nawet używane ubrania niekoniecznie w najlepszym stanie).

Wydawać by się mogło, że to dobrze, że w biednych krajach nie wyrzuca się wszystkiego na śmietnik, tylko następuje naturalny recykling. Dzięki temu wydłużamy czas życia sprzętów domowego użytku, jesteśmy bardziej ekologiczni, etc. Nic bardziej mylnego! Z jednej strony funcjonuje tutaj zbieractwo (wszystko może się przecież przydać), na piątkowych marketach (więcej) można kupić nawet stare, nie działające telewizory, ale z drugiej strony nawet niewielkie zakupy oznaczają, że przyniesiesz do domu przynajmniej kilka - kilkanaście nowych reklamówek, bo przecież, np. w warzywniaku każdy owoc lub warzywo dobrze jest zapakować oddzielnie, w markecie spożywczym pakowacze po włożeniu 2-3 rzeczy do jednej reklamówki, biorą kolejną. Praca u podstaw nie pomaga. Przywiozłam sobie ekologiczną torbę z Polski i kiedy pakuję do niej zakupy (sama, bo pakowacze nie potrafią układać, bo jak można włożyć więcej niż trzy rzeczy do jednej torby) nie mogą się nadziwić, że nie chcę reklamówek. Albo, że kupując opakowanie tabletek wkładam je bezpośrednio do swojej torebki, a nie do reklamówki. I nawet nasz kierowca, którego wielokrotnie uświadamiałam, poproszony o kupienie czegoś dla nas przynosi oczywiście wszystko zapakowane w kolejnych kilka reklamówek i tym samym zasila mój zapas. Ja je przekazuję pani do sprzątania, która użyje je raz, czy drugi, po czym wszystkie te śmieci lądują na ulicy i roznosi je wiatr ...



Jeszcze wiele wody w Nilu musi upłynąć zanim Egipcjanie zrozumieją ideę ekologii ...
A szkoda.

* * *
Zobacz także:
Mój jest ten kawałek podłogi!
Różnice kulturowe
Friday market

7 komentarze:

ana z maroka pisze...

Myle ze jakby owe reklaowki byly platne, to sytuacja wygladalaby calkiem inaczej. Pamietam przeciez Polske zanim te oplate wprowadzono..

Egipt to wiele ludzi ktorzy zyja w ubostwie, i maja chyba wazniejsze problemy niz ekologia..

Kroniki egipskie pisze...

Całkowicie się zgadzam, ale milej się mieszka w czystej okolicy (niezależnie od stopnia zamożności ;)

A śmieci za okno samochodów wyrzucają wszyscy, także właściciele BMW ...

AskaG pisze...

do listy dodalabym jeszcze makulature i wszystkie plastikowe opakowania. nasza gosposia sklada je, segreguje i sprzedaje. starego jedzenia jednak nie dotyka...
mieszkam w Pakistanie i nie moge zrozumiec, jak to mozliwe, ze codziennie o 7 rano miasto jest czyste, zamiecione, smieci wywozone, a przed poludniem ulice znowu zawalone sa tonami smieci... ktore wieczorami sa przebierane przez biedote, rano kompletnie wywozone z miasta, a ludzie i tak zdaza naprodukowac ich tony...
i jest identyczny problem z wyrzucaniem smieci z samochodow...

ZetKa pisze...

Co do pakowania w torby, torebeczki... może nie każde dwie sztuki, ale w każdym sklepie z uporem maniaka tłumaczę, że nie mają mi nic pakować do torby, a kasjerka i tak na siłę pakuje i trzeba wyciągać. W małych sklepikach kupujesz, to ci też muszą zapakować do torby... więc i w bardziej ekologicznej niby Polsce jest prawie tak samo. Tylko, ze w Polsce, w przeciwienstwie do Kairu, nie ma tej całej dzielnicy śmieci, jaka jest przed mniej znanym koptyjskim osiedlem...

La vie est belle i ja tez pisze...

Torby plastikowe...sa wszedzie! Dzisiaj wrocilam z naszej kamerunskiej stolicy...reklamowek po prostu, jak to sie u nas mowi:miliony! Wszystko jest pakowane w to cos! A ja kazda po prostu pale...A w naszej stolicy i nie tylko znajdziesz nie jedno wysypisko smieci w samym centrum i co powiem...samo zycie! Utoniemy w smieciach!serdecznosci Judith

M. pisze...

Heh, no tak - to byla jedyna rzecz, ktorej nie potrafilam zwalczyc sila woli - dzika wscieklosc przy pakowaniu piatkowych kerfurowych zakupow. Zawsze musialam powiedziec pakowaczowi co mysle o tym, co wlasnie opisalas, Aniu. Ale to trafialo w proznie, bo widzialam tylko pelne bezbrzeznego zdziwienia oczy pakowacza. Mysle, ze kwestia ekologii jest na samym koncu listy zainteresowan i potrzeb tego zyjacego z dnia na dzien i w wiekszosci pozbawionego przyszlosciowego myslenia spoleczenstwa :(

Ania pisze...

A w Manili dla odmiany w wielu supermarketach dostępne są ekologiczne torby i to w różnych kolorach i rozmiarach. Choć jak tak teraz myślę, nie widziałam, żeby cieszyły się powodzeniem - zamiast tego panowie pakowacze pakują wszystko w tekturowe kartoniki albo torby, rzadziej w plastik.
I chyba faktycznie to pomaga, bo nie ma zbyt wiele walających się na ulicach toreb plastikowych:)
Nasza dziewczyna do sprzątania ku naszemu pozytywnemu zdziwieniu wykorzystuje sporą część z przyniesionych przez nas plastików jako torby na śmieci.
p.s. panów pakowaczy wyręczam z innych względów - pakuję szybciej, sprawniej. Budzi to nieustanną konsternację;)))