wtorek, 27 marca 2012

Gdzie diabeł mówi dobranoc

Historia, która miała największy wpływ na losy egipskich oaz, położonych na zachód od Luksoru, ma swój początek w jednym z najbardziej znanych romansów historii starożytnej. Nieco ponad dwa tysiące lat temu Juliusz Cezar przybył do Egiptu celem odbioru zboża, pewnej ilości złota i kilku innych drobiazgów, w tym egipskiej królowej Kleopatry. Zboże, czy raczej chleb, spodobało się Rzymianom ogromnie, złoto i inne drobiazgi także, ale egipska królowa nie przypadła im do gustu. Rzymianie pożegnali więc królową Kleopatrę ozięble, ale w zamian pozostawili kilkanaście tysięcy żołnierzy w kraju nad Nilem. Było to drugie tego typu zdarzenie ówczesnych czasów, po tym jak 300 lat wcześniej Egiptem zawładnęli Grecy.

Patrząc z perspektywy dwóch tysięcy lat, aneksja Egiptu przez Rzymian była rodzajem podboju pozytywnego. Podobnie było wcześniej w Kartaginą i Trypolitanią, czy Cyrenejką. Rzymianie na zajmowanych terenach przeprowadzali ogromne inwestycje w budynki administracyjne, drogi, warownie, modernizowali rolnictwo, szkolnictwo i sposoby zarządzania krajem, a wszystko prowadzone było z ogromnym rozmachem, precyzją oraz w szybkim tempie. W zamian wymagali od lokalnej ludności posłuszeństwa i danin, ale myślę, że Egipcjanom to nie przeszkadzało zbyt bardzo.

Rzymianie doskonale zdawali sobie też sprawę z niebezpieczeństw na jakie Egipt był narażony, głównie z południa i południowego zachodu. Aby usprawnić komunikację nie tylko cywilną, ale i wojskową, wybudowano około czterech tysięcy kilometrów dróg oraz garnizony, strażnice i studnie dla wojska. Ci, którzy odbywali służbę wojskową nad Nilem mieli zapewnie dość spokojne i miłe życie. Gorzej było w oazach odległych o kilka lub nawet kilkanaście dni drogi od „wielkiej rzeki” lub Morza Śródziemnego. Życie było tu może i spokojne, ale za to służba w odległych pustynnych twierdzach pośrodku niczego nie była z pewnością szczytem marzeń.

Jednym z takich miejsc, w których przysłowiowy diabeł mówi dobranoc, jest garnizon w Dusz. Jest to miejsce oddalone o 220 km na zachód od Nilu i miasata Kom Ombo. Wokół są tylko piaski pustyni, góry i wiatr. Było to najbardziej wysunięte na południe miejsce oazy Kharga, oazy która poza walorami rolniczymi była też miejscem zsyłek osób znanych, ale niewygodnych dla kraju, których nie wypadało ścinać, ale też nie można było tolerować. Piaski pustyni skutecznie powstrzymywały takich więźniów przed jakąkolwiek ucieczką.



Wróćmy jednak do garnizonu w Dusz ponieważ poza funkcją obronną, było to także miejsce, w którym krzyżowały się szlaki karawanowe, dostarczające dodatkowych pieniędzy z podatków i ceł. W samym Dusz Egipcjanie początkowo wystawili okazałą świątynię, na której ścianach do dziś zachowały się piękne hieroglify i płaskorzeźby. Po podboju, Rzymianie wybudowali wokół świątyni garnizon i kilka budynków mieszkalnych oraz otoczyli całość murem obronnym. Był to punkt obronny, który miał powstrzymać pierwszą falę potencjalnych ataków ludów pustyni. Więcej garnizonów tego typu rozlokowano też na innych krańcach oazy, ale i tak Dusz na zawsze pozostało końcem rzymskiego świata w tym rejonie. Dalej już tylko piasek ...


Widok z Twierdzy w Dusz. W dole widać jedyne zabudowania w okolicy - budynki, w których mieszkali archeolodzy podczas prowadzonych tutaj prac

* * *
Zobacz także:
Oblicza pustyni
Jaja dinozaurów
Wakacje w Paryżu

1 komentarze:

Franc_z_Francji pisze...

Sporo ciekawostek. Ten garnizon widzę niezłe miejce - historia ciekawa i na dodatek świetnie wygląda.