sobota, 26 stycznia 2013

Około Rewolucyjne historie

Miejsce akcji: przydomowy ogród w Kairze
Czas akcji: sobota, 26 stycznia; słoneczny poranek po wczorajszych krwawych zamieszkach w Kairze.

Przyszło ocieplenie, więc zebrało nam się na wiosenne porządki w ogrodzie. Przycięliśmy róże i część krzewów przed wejściem. Tydzień temu poprosiłam naszego ogrodnika, aby uprzątnął stare liście i pozostałości naszych poprzednich porządków. „OK, Madam.” – przytaknął ochoczo, ale jak to w Egipcie bywa upłynęło kilka dni i nic się nie zmieniło.

Przypomniałam mu znowu trzy dni temu. "Bukra (jutro), Madam.” I tak minęły urodziny proroka (przecież jest święto), potem piątek (dzień wolny) i nastała sobota. A porządków, ani śladu. Więc jak zwykle zabraliśmy się sami do pracy.


Kiedy cięliśmy domagające się tego ostatnie krzewy, zaczepiły nas przechodzące Francuzki:
- Taka Rewolucja (tzn. protesty i zamieszki nie tylko w Kairze), a Wy pracujecie w ogrodzie???
Pozostało nam odpowiedzieć:
- Jakby Egipcjanie wzięli się do pracy i zamiast rzucać się kamieniami i zabijać się na ulicach, o ile lepiej by im się żyło.
- Aha – przytakując głowami ze zrozumieniem odpowiedziały Francuzki.

Godzinę później leciwa Egipcjanka w abaji i chuście na głowie, widząc jak pracuję, z ogromnym uśmiechem zaczęła się dopytywać:
- Masry? Masry? (Egipcjanie? Egipcjanie?)
- Nie Masry. Masry tak nie pracują. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo ani nasi ogrodnicy nie są zbyt robotni, a poza tym zgodnie z tutejszymi obyczajami nie wypada, aby osoba, która ma ogrodników sama wykonywała taką pracę. Naruszyliśmy społeczne konwenanse.

No właśnie.  Codziennie widzę na mieście mnóstwo rąk wyciągniętych po jałmużnę, i tylko pracować nie ma komu. O ile lepszy byłby Egipt gdyby zmieniła się mentalność Egipcjan i wzięli się wreszcie do roboty. „Mesh momken!”  („Niemożliwe!”) – dużo wody musi upłynąć w Nilu, aby cokolwiek zmieniło się w tej kwestii. Ale przecież zawsze można przysiąść na ulicy i z uśmiechem wypić herbatę ...

* * *
Zobacz także:
Jak zdewastować ogród
Egipskie myślenie
... a mango zjadają nam nietoperze

6 komentarze:

Anonimowy pisze...

Obawiam się że masz rację.Zawsze mnie zdumiewa widok siedzących mężczyzn a wokoło tyle brudu i terenu do posprzątania. Nie razi ich to ? Z nudów by to uprzątnęli.Egipt nie jest samowystarczalny i musi sprowadzać miliony ton zboża żeby się wyżywić a kryzys w turystyce jeszcze pogorszy sytuację.Nikt nie przyjedzie do kraju w którym nie jest bezpiecznie i jest się stale nagabywanym o pieniądze.

Anonimowy pisze...

w zaulku w startm kairze fdzie mieszkaja znajomi lezalo pelno smieci. i widzialam na wlasne oczy jak dziecko z tej rodziny rzucilo papierek po batoniku jak y nigdy nic, wiec jej powiedzialam zeby podnipsla i wrocila z tym do domu, bardzo zdziwiona ale chetnie to zrobila. pomyslalam wiec ze chetnie wezme worek i z dziecmi posprzatam caly zaulek choc wiem ze jutro bylby juz zasniecony... ale kiedy chcialam sie wziac do roboty spotkalo mnie wielkie oburzenke calej rodziny!! bo co ludzie powiedza ze
my zbieramy smieci!! mysle ze jedyna droga to edukacja dzieci...bo ta generacja jeszcze moze sie zmienic i chetnie by zmiany przyjela.. tylko kogo to obchodzi i kto z tym cos zrobi..

Marcin pisze...

W pewnym sensie masz rację, ale ja nie znoszę uogólnień, mieszkałem w Egipcie kilka lat i spotkałem wielu pracowitych i zdolnych Egipcjan. To tak, jakby powiedzieć, że wszyscy Polacy to żule spod budki z piwem. Może czas Wam wyjechać z Kairu? Jakoś ten post nieprzyjemny. Pozdrawiam, Marcin

Kroniki egipskie pisze...

Marcin, Problem egipski jest znacznie głębszy niż ogólna niechęć do pracy - wszystko zaczyna się od braku edukacji i świadomości znaczącej większości społeczeństwa. Brak jest dobrego przykładu płynącego "z góry" - nikt nie uświadamia ludzi, że kraj potrzebuje większego wysiłku, by o niego zadbać, by nie wyrzucać śnieci na prawo i lewo, aby zmienić swoją mentalność i mniej walczyć i nie zabijać się na ulicach, a raczej skupić się na poprawie sytuacji ekonomicznej. Do tego kastowość społeczeństwa powoduje, że elitom nie zależy na poprawie losu ludzi z klas niższych i ich edukacji - taka jest tu rzeczywistość, dlatego nie wyjedziemy jeszcze z Egiptu i będziemy robili wiele, aby tym ludziom pomóc, ale oni też muszą tego chcieć.

PS. Nie wiem, kiedy wyjechałeś z Egiptu, ale od czasu rewolucji wiele się tu zmieniło, niestety na gorsze ...

Kolorowe Szycie pisze...

wiadomo, Arabowie nie do roboty sa stworzeni, no, może ich kobiety bardziej. to rasa handlarzy przecież, kupców, podróżników przez pustynie...
natomiast warto by było wyznaczać ogrodnikowi absolutny deadline, np. ma byc zrobione w piatek o 15.00, a jak nie, to do widzenia.
?
:))

Anonimowy pisze...

zgadzam się ze słowami Ani, to zupełnie inny świat... Jak dla mnie niereformowalny pod każdym względem. Przeraża mnie ich beztoskie wyniszczanie środowiska, stosunek do zwierząt, lenistwo. To nie jest moje miejsce, ale jeszcze niedługo...